Tagi

, , , , , , ,

Grecka wyspa

[Bloodline]

Radkowi

Grecka wyspa - 00


FRAGMENT CZWARTY

Wieczory na wyspie były kwintesencją tego rajskiego życia. Plaża zamieniała się wtedy w oświetlony pochodniami parkiet, a tańczące do dźwięków tradycyjnej muzyki dziewczyny przyciągały wzrok wszystkich mężczyzn. W trans wpadały także kobiety przyjezdne, zupełnie nie przejmując się tym, że ich partnerzy prześlizgują się rubasznym wzrokiem z ciała na ciało. Co jakiś czas któraś z tańczących kobiet porywała do tego tłumu wpatrującego się w nią mężczyznę i jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by którykolwiek się wahał!

Potem, już zmęczeni, zdyszani odchodzili w ciemność, byle dalej od wścibskich spojrzeń… Ale Tomek nigdy tego nie doświadczył. Nigdy nie wirował w tym tłumie, żadna z tych dziewczyn nie szeptała mu do ucha i nie czekała, aż on zrobi to samo… Żadna nie zabrała go w tylko sobie znane miejsce. Nie musiał ani razu tańczyć, co bardzo go cieszyło, bo nie umiał. Ale z drugiej strony czuł się tym dotknięty! I fakt, że kobiety równie piękne jak te szalejące w tłumie zaczepiały go przy barze i zapraszały do swoich pokoi, wcale nie był wystarczającym pocieszeniem. Chciał chociaż raz znaleźć się w tym pulsującym tłumie, żeby przynajmniej zaspokoić ciekawość: jak to jest!

– Nie idziemy tam? – zapytał Maciek, wystukując rytm dłońmi o własne uda.

– Dziwnie bym się czuł bez zaproszenia.

– Co? Jakiego zaproszenia?

– Zaraz się przekonasz.

Po kilku chwilach się zaczęło. Jak co wieczór mężczyźni byli odrywani od baru, drinków, kumpli i niknęli w tłumie. Nim się spostrzegł, jego przyjaciele także się tam znaleźli. A on znowu został sam… Z alkoholem na pocieszenie.

– Nie tańczysz?

Spojrzał w bok, gdzie już czekały na niego te intensywnie niebieskie oczy. Agalope uśmiechnęła się i rozmarzonym wzrokiem spojrzała na wirujący tłum. Jej włosy były wilgotne, jakby dopiero wyszła z wody. Mimowolnie spojrzał niżej i aż się wyprostował, widząc, jak mokra sukienka opina jędrne piersi o sterczących sutkach.

– Najwyraźniej już po sposobie, w jaki siedzę, widać, że nie umiem tańczyć – odpowiedział, pełen podziwu dla swojej błyskotliwości w chwili, gdy jego wzrok wędrował niżej po mokrej sukience, która tylko pozornie cokolwiek ukrywała.

– To tak, jak ja – zaśmiała się dziewczyna, przeczesując mokre włosy i znowu zwracając twarz ku niemu. Całe szczęście, że zdążył podnieść wzrok na spotkanie niebieskich oczu! – Chcesz się przejść po plaży? – spytała wprost.

Nie zdążył nawet odpowiedzieć, a dziewczyna już trzymała go za nadgarstek i prowadziła w kierunku kamiennego wybrzeża, gdzie podobno znajdowały się jakieś jaskinie.

– Mam na imię Agalope – powiedziała, patrząc na niego roziskrzonymi oczami i ujmując go pod ramię. W jasnym świetle przybywającego księżyca jej twarz wydawała się biała, a włosy nabierały granatowego połysku. Chwilę mu zajęło, nim odzyskał głos i sam się przedstawił. – Pokażę ci jaskinie, które należą do mojej rodziny od bardzo dawna – powiedziała aksamitnym głosem.

Chociaż całą drogę rozmawiali, Tomek nie miał pojęcia, czego ta rozmowa dotyczyła. Pamiętał tylko melodyjny głos dziewczyny, jej roześmiane oczy i miękkość piersi przyciśniętej do jego ramienia.

Aby dostać się do jaskini, trzeba było wejść do wody. Nie wahał się nawet przez chwilę. Ruszył przed siebie, ale gdy był już przy kamiennym brzegu, poczuł, że ręka Agalope wyślizguje mu się z dłoni. Odwrócił się i zobaczył, jak dziewczyna nurkuje. Uśmiechając się do siebie, wspiął się na kamienną półkę. Usiadł na jej brzegu, nadal trzymając nogi w wodzie, i patrzył… Dziewczyna podpłynęła do niego, uniosła się na rękach, by sięgnąć ustami do jego warg, a on złapał ją w objęcia, chłonąc wszystko, co oferowała chwila. Agalope jednak wyrwała się jakimś cudem i, śmiejąc radośnie, znowu zanurkowała. Tomek przetarł oczy, gdyż zdawało mu się, że krótka wcześniej sukienka owinęła się wokół jej nóg i falowała za nią… Nie myślał o tym jednak, gdy dziewczyna znowu sięgnęła do jego ust. Pocałunek był krótki, bo Agalope zaczęła szeptać mu do ucha, ale on nie rozumiał ani słowa… Poczuł jednak, jak krew płynie szybciej w jego żyłach. Silnym ruchem wyciągnął dziewczynę z wody i usadził ją sobie na udach. Cichy okrzyk zdumienia zatonął w pocałunku. Agalope zarzuciła mu ramiona na szyję, a on błądził dłońmi po jej szczupłym ciele.

Grecka wyspa - 03

Wziął ją na ręce i przeszedł w głąb jaskini. Promienie księżyca dochodziły do jej wnętrza przez wąskie szczeliny w sklepieniu, tworząc niesamowitą mozaikę kształtów na szarej chropowatej skale. Ułożył dziewczynę na ziemi i przez chwilę wpatrywał się w nią, gdy tak leżała z rozrzuconymi włosami, w mokrej sukience z zerwanym przez niego ramiączkiem. Wciągnął powietrze w płuca i przetarł oczy, mając dziwne wrażenie, że sukienka raz jest dłuższa, a raz wcale jej nie ma…

Agalope wyciągnęła do niego ręce i gdy się pochylił, usłyszał, że nuci jakąś spokojną melodię. Słowa nie przypominały żadnego języka, jaki kiedykolwiek słyszał, jednak sprawiały, że zupełnie nie mógł zapanować nad sobą. Zdarł z niej sukienkę, a gdy resztki rozsądku kazały mu się zatrzymać, chociaż na chwilę, by dać jej szansę na zmianę zdania, zobaczył, że Agalope uśmiecha się i czeka na niego. Nie wahał się dłużej. Zapomniał o wszystkim, co zostawił na tej piaszczystej plaży, o tym, co zostawił w kraju… Liczyło się tylko tu i teraz, liczyło się tylko to, że Agalope go pragnie, że odwzajemnia wszystkie jego pieszczoty, że chce więcej i więcej, że wręcz żąda tego od niego!

Z tego transu wyrwał go dopiero chłód wody – przypływ.

– Woda nie zalewa tej jaskini – powiedziała spokojnie Agalope, zupełnie nieskrępowana swoją nagością ani tym, co między nimi zaszło. Wyprostowała nogi, by stopy zanurzyły się w chłodnej morskiej wodzie i patrzyła na niego. W jej spojrzeniu widział wciąż ten sam żar przeplatany z pragnieniem – nieme żądanie o więcej. Ale miał też wrażenie, że w jej oczach kryje się złość. Jakby coś poszło nie po jej myśli. Tylko co?

– W zasadzie, to chyba przydałaby mi się zimna kąpiel – szepnął bardziej do siebie niż do niej.

Oczy Agalope zmieniły się w jednej chwili. Spojrzała na niego chłodno, jej twarz stała się poważna, wręcz przerażająca w tych ciemnościach. I wtedy Tomek to zobaczył! To, co widział wcześniej, to nie była kwestia sukienki. Zresztą nawet teraz był to tylko cień, jakby ktoś po prostu wylał na jej nagie nogi wodę po akwarelach i tylko dlatego wyglądały, jakby były pokryte łuską… jakby były ogonem, a nie dwiema nogami.

– Niemożliwe…

Agalope uśmiechnęła się chłodno i wstała, zaprzeczając tym gestem wszystkiemu, co zobaczył. Jego spojrzenie wciąż tkwiło w miejscu, w którym przed chwilą widział ten syreni ogon i nawet przez chwilę nie pomyślał o tym, by zobaczyć, co dziewczyna robi za jego plecami. Gdy się zorientował, co się dzieje, było już za późno. Siedział oparty o ogromny kamień i poczuł, jak więzy zaciskają się na jego wygiętych do tyłu rękach. Jak to możliwe? Jak ona w ogóle zmusiła go do przejścia w ten kąt?

– Sprawiłeś mi tu dużo kłopotów – powiedziała, przeciągając słowa.


Grecka wyspa - 00


FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | OSTATNI

Reklamy