Tagi

, , , , , , ,

Jak pokochać Smoka

[Świat Wiedźmy]

Jak pokochać Smoka - 00


FRAGMENT DRUGI

Słońce leniwie przeturlało się po Kopule Nieba i, przyoblekając się w delikatne róże, zaczęło chylić się ku zachodowi, gdzieś w okolicach Wody. Otoczona z tamtej strony górami dolina była więc pogrążona w półmroku, chociaż Niebo ponad nią wciąż miało śliczny niezapominajkowy kolor. Zwinięty grzybień, zupełnie niepoprawnie nazywany nenufarem, wraz z nastaniem zmierzchu zapewne rozwinąłby płatki, by cieszyć się urokami nocy. Jednak magiczny pył ze skrzydełek wróżki, która tuż przed świtem wybrała go spośród setek kwiatów oglądanych przez wiele, wiele dni, sprawił, że roślina przeszła niezwykłą przemianę. Jej przypominające smocze łuski płatki zwinęły się jeszcze mocniej do wewnątrz, a magiczny pyłek ponownie spowił cały kwiatostan. Ukryty w pobliżu Smok otworzył wtedy jedno ze swoich czarnych oczu i chociaż bardzo tego nie chciał, patrzył z podziwem na to, co się działo.

Pyłek tymczasem wirował leniwie i, nie wiadomo w którym momencie, ukształtował się w postać kolejnej wróżki, o długich włosach jasnych niczym śnieg i skórze w kolorze kości słoniowej. Oczy miała ciemnoniebieskie, a otulające jej nogi płatki wraz z wirującym pyłem okryły ją szczelnie i zamieniły się w ubranie jakby idealnie na nią uszyte. A potem, gdy już się wydawało, że wróżka o rumianych policzkach jest w pełni ukształtowana, ostatnie ziarenka magicznego pyłu zawisły gdzieś za nią i zamieniły się w parę pięknych skrzydełek przypominających raczej pajęczą sieć tuż po odejściu porannej mgły niż kolorowy witraż jak u jej poprzedniczki.

Wróżka stanęła ostrożnie na swoich dwóch długich nóżkach i mimo niepokoju Smoka wydawała się bez trudu zachowywać równowagę, nawet na wysokiej łodyżce, która jako jedyna wyszła cało z tego dziwnego przeobrażenia…

Smok oniemiał z zachwytu, widząc tę przemianę, ale zupełnie niepasujące do tej kruchej i ślicznej istotki raźne wymachy ramion i kilka energicznych przysiadów natychmiast sprowadziły go na ziemię. Przypomniał sobie natychmiast, że nie lubi tych dziwnych stworzeń, kimkolwiek były i jakkolwiek zdarzało im się ładnie wyglądać. Jako Smok był oczywiście bardzo czuły na magię i to musiało tłumaczyć jego chwilowy zachwyt! I tego będzie się trzymał!

– Och! Kto się tam kryje? – zawołała nagle wróżka.

Wzleciała ponad łodyżkę tak sprawnie, jakby robiła to od zawsze! Smok zamrugał oczami, zdziwiony do granic możliwości. Jeszcze przed chwilą jej nie było! Jak to możliwe, że umiała latać i mówić? On uczył się tego przez cały czas spędzony w skorupie!

– Jestem Smokiem – powiedział buńczucznie, zły, że to dziwne stworzenie tak dobrze radzi sobie ze wszystkim. Natychmiast wyleciał ze swojej kryjówki i zawisł w powietrzu. Zdał sobie bowiem sprawę z tego, że gdyby stanął, byłby niższy od tego stworzenia o głowę! A tak jego długi ogon sprawiał, że był dwa razy większy.

– Bardzo maleńkim Smokiem, nieprawdaż? – spytała zaczepnie dziwna istotka i uśmiechnęła się, ale było coś kpiącego w jej spojrzeniu. – Nigdy nie słyszałam o takim maleństwie! – powiedziała z nagłą wyższością, zupełnie jakby była od niego starsza!

– A skąd niby miałabyś słyszeć, skoro jeszcze przed chwilą wcale cię nie było?!

– Och… – zdziwiła się i uniosła wysoko maleńkie brwi, zastanawiając się nad czymś mocno. Niebo za jej plecami nabrało głębokich odcieni kobaltu, chociaż oczywiście takiego słowa Smok nie znał. Jej skrzydełka migotały przy każdym ruchu w kilku zaledwie punktach i przypominały ruchome gwiazdy. Długie, białe włosy tańczyły na wietrze, gdy wróżka zaczęła w zamyśleniu krążyć wokół Smoka. – Wróżki rodzą się dorosłe, ze wspomnieniami kwiatów, z których powstały, i z podstawową wiedzą o Świecie, jaką zdobyły poprzednie pokolenia wróżek – powiedziała w końcu, zatrzymując się tuż przed nim. – Ale żadna wróżka nigdy nie widziała takiego maleńkiego Smoka! Jak masz na imię? – spytała, wyciągając maleńką rączkę w kierunku jednego z jego niesamowitych skrzydełek, które przypominały bardzo delikatny materiał.

– Nie mam imienia! – Odsunął się natychmiast, w obawie, że ta cała wróżka chce mu coś zrobić. – Poza tym, niby czemu miałbym ci je podawać, gdybym w ogóle jakieś miał?

– Żebym wiedziała, jak cię nazywać – powiedziała z niewinną minką, wylądowała na ziemi i usiadła grzecznie, składając rączki na kolanach. – Ja mam na imię Lotus.

– Dopiero to wymyśliłaś! – krzyknął oskarżycielsko i przysiadł na skale, by być i dalej, i wyżej. Wróżki były podstępne! Tej wczorajszej nawet nie zauważył, gdy się zbliżyła!

– Ależ nie – zaśmiała się, ale patrzyła na niego zaczepnie. Zupełnie nie jak wróżka! Ale Smok nie mógł tego wiedzieć. W końcu jego rodzina raczej nie zadawała się z takimi maleńkimi stworzonkami… – Zwykle przyjmujemy imiona od kwiatów, z których powstałyśmy. Jesteśmy w końcu w półkwiatami!

– Jak można być półkwiatem, skoro nie wygląda się jak kwiat? – powiedział pod nosem bardziej do siebie niż do niej, odhaczając w myślach kolejną nową nazwę.

– A jak można być Smokiem, nie wyglądając jak Smok? Bardziej przypominasz spasioną ważkę, wiesz?!

– Co przypominam? – zdziwił się, ale po tonie poznał, że nie jest to miłe porównanie dla Smoka!

– Ważka to taki długi owad – wyjaśniła tonem znawcy Lotus. – Mniej więcej twoich rozmiarów.

– Owad? – Smok podskoczył i znowu zawisł w powietrzu zdenerwowany! Jego, dumnego Smoka Światła, nazywać owadem? Smoki co najwyżej rozdeptują owady! To znaczy duże Smoki… – Nie jestem owadem! – krzyknął tylko, pozostawiając resztę przemyśleń dla siebie.

– Tak? A dla mnie wyglądasz na bardzo niezwykłego, ale jednak owada! – Lotus poderwała się na nogi, skrzyżowała ręce na piersi i wyzywająco uniosła głowę.

Jak pokochać Smoka - 02d

– A ty jesteś… Jesteś… – szukał w głowie najodpowiedniejszego słowa, ale w słowniku Smoków chyba żadne nie nadawało się na porównanie dla wróżki. Odrzuciwszy więc „byle kamyki”, do których dorosłe Smoki porównywały niskiej wartości klejnoty, i „kosteczki”, którym to mianem określały mniej sycące potrawy, Smok w końcu zdecydował się na: – Chwast! Dla mnie jesteś zwykłym chwastem! – powiedział z triumfem, dostrzegając, jak rumiana twarzyczka wróżki zaczyna przybierać intensywne odcienie czerwieni. Wypatrywał już tylko płomienia tryskającego z jej ust. Ale może wróżki nie zieją ogniem…

– Odwołaj to! – krzyknęła i tak zawzięcie tupnęła nóżką, że drobiny piasku wzbiły się wysoko, by uciec przed jej nagłym gniewem.

– Bezużyteczny, przesuszony chwast! – wołał z zajadłością i nieznaną mu wcześniej satysfakcją. Ponownie przysiadł na kamieniu i uniósł wysoko skrzydełka, jakby jej groził, i ze złośliwym błyskiem w oczach dodał: – W sam raz do spalenia…

– Myślisz, że się boję?! – krzyknęła ze złością Lotus i niezauważalnie uniosła się w powietrzu. – Myślisz, że się boję takiej spasionej ważki? Że się boję czegoś takiego jak ty? Takiej… takiej pokraki?! – krzyczała coraz głośniej, a echo niosło jej słowa po wodach pobliskich jezior, hen, hen daleko… Kilka złocistych rybek na te dźwięki przeskoczyło z jednego jeziora do drugiego, ale poza nimi nikt tej kłótni nie słyszał…

– Tak! Myślę, że się boisz! Jak każdy głupi chwast! – dodał i wyprężył pierś, udając, że szykuje się do wypuszczenia płomienia.

– To się przekonasz, panie odważny! – powiedziała cichutko i spojrzała na niego tak gniewnie, że Smok zawahał się przez chwilę, myśląc, że może przesadził… I chociaż przez główkę wróżki przebiegły te same rozterki, to ani myślała się wycofywać. – Jesteś najbardziej złośliwym Smokiem, jakiego ktokolwiek na Świecie spotkał – powiedziała z taką złością, że aż łzy zdenerwowania stanęły jej w oczach. Ale Smok był za daleko, żeby je zobaczyć. Usłyszał natomiast to, co powiedziała, i nie zamierzał pozostać jej dłużnym:

– A ty jesteś najbardziej zarozumiałą wróżką, jaka chodziła po Świecie! – powiedział obrażony. A potem, przypominając sobie pewien ważny szczegół ze wszystkich rozmów, które matka toczyła nad jego jajem z ciotkami i kuzynkami, dodał: – I do tego brzydką!

Lotus na ułamek sekundy zbladła, słysząc jego słowa, a on w tym samym momencie zdał sobie sprawę z tego, że może nie lubić wróżek, ale wcale nie myślał, że ta konkretna jest brzydka. Nie zdołał jednak ani pożałować, ani przeprosić, ani w ogóle podjąć jakiejkolwiek decyzji co do dalszej strategii, bo Lotus wystrzeliła jak z procy i rzuciła się na niego ze łzami gęsto spływającymi po policzkach. Smokowi zrobiło się głupio… Ale chwilę potem było mu już tylko zimno! Spadłszy z kamienia, szamocząc się chwilę, przetoczyli się do jeziora i niemal natychmiast znaleźli się pod wodą, jakby coś ich wciągnęło.


Jak pokochać Smoka - 00


FRAGMENT 1 | 2 | OSTATNI

Reklamy