Tagi

, , , , , , ,

Grecka wyspa

[Bloodline]

Radkowi

Grecka wyspa - 00

 

FRAGMENT SIÓDMY

Cały mokry biegł tonącą w promieniach księżyca plażą. Wiatr prowadził go wzdłuż wybrzeża, prosto do klifu. Musiał czym prędzej znaleźć się na miejscu. Agalope obiecywała mu bezpieczeństwo dla przyjaciół, ale stawiała warunki, na które on nie mógł się zgodzić. Miał inne życie, daleko od tej wyspy, daleko od syren i ich magii. W domu czekała na niego Sylwia… No właśnie, czekała? A raczej: czy on chciał, by na niego czekała?

Wpadł między drzewa, które w ciemnościach nocy wyglądały wręcz przerażająco. Lecz wbrew temu, czego się spodziewał, nie zobaczył tu niczego niepokojącego. Maciek leżał na ziemi z głową ułożoną na kolanach blondynki, za którą wodził wzrokiem cały dzień. Michał natomiast rozmawiał o czymś z piegowatą rudą pięknością o zadartym nosku. Żaden z nich nie wyglądał na martwego ani nawet częściowo skonsumowanego, jeżeli w ogóle tak miało wyglądać ewentualne niebezpieczeństwo… Tylko ich wzrok był odległy, jakby nie widzieli świata poza tymi dwiema.

– Michał? – spytał, ale przyjaciel nie zareagował.

– Nic im nie jest – powiedziała cicho blondynka, nie przestając gładzić miękkich włosów Maćka. – Agalope zabroniła nam – dodała, mierząc go nienawistnym spojrzeniem.

– Co się z nimi dzieje?

– Śnią… Nie są tak odporni na nasz głos, jak ty.

– Wypuśćcie ich – zażądał.

Blondynka spuściła wzrok. Wstała, delikatnie kładąc głowę Maćka na ziemi, i podeszła do Tomka.

– Wypuszczamy ich, bo takie jest życzenie Agalope.

– Co? – zdziwił się.

– Agalope pozwala wam odejść – powiedziała dziewczyna, a jej oczy ciskały błyskawice.

– Czemu?

– Ona nigdy się nam nie tłumaczy, a my nigdy nie kwestionujemy jej poleceń. Twoi przyjaciele zapomną zaraz o wszystkim, co się tutaj stało, więc odejdźcie czym prędzej – powiedziała chłodno i obie spokojnie odeszły.

– Tomek? Stary, co się dzieje? – Michał rozglądał się, nie bardzo rozumiejąc, jak się tutaj znalazł.

– Dobrze się czujesz?

– Tak, pewnie, tylko mi cały wieczór umknął! Za dużo kolorowych drinków – zaśmiał się, widząc, że Maciek leży na ziemi i rozgląda się zdezorientowany. – Wiesz, jeden chyba był w tym samym strasznym kolorze co nasz samolot! – powiedział, trochę przerażony faktem, że w ogóle spróbował czegoś takiego.

– O ja pierniczę! Musiałem się zdrzemnąć! – powiedział w końcu Maciek. – Ale chłopaki, jaki miałem sen! Mógłbym takie mieć każdej nocy! Ale tak serio, to sądzę, że powinniśmy rano pojechać zobaczyć samolot – powiedział, wstając. – No i można by już tam zostać. Ta wyspa to jednak taka trochę dziura…

– Chcecie wracać? – zdziwił się Tomek i coś w nim strasznie zbuntowało się przeciwko wizji powrotu.

– No tak! Przecież nie będziemy tu siedzieli całe życie, nie?

Tomek patrzył na nich, nie mogąc się zdecydować na odpowiedź. W tej chwili uświadomił sobie, jak wiele się zmieniło, odkąd zostawił ich tańczących na plaży.

– Stary, co z tobą?

– Sylwia ma kogoś? – spytał nagle, czując, że musi natychmiast wyjaśnić tę sprawę, chociaż wydawała się tak absurdalna w tej sytuacji.

Przyjaciele spojrzeli po sobie. Widział, jak zbierają się na odpowiedź, lecz po uciekającym wzroku Michała domyślał się, jaka ona będzie. Tylko że wcale się tym nie przejął. Poczuł, jak spada mu z serca ogromny ciężar.

– No wiesz… Szukaliśmy cię… Ona często dzwoniła… Ale po dwóch tygodniach…

– Brat puścił mi smsa – powiedział w końcu zdecydowanie Michał. – Jego dziewczyna się z nią przyjaźni i powiedziała mu, że Sylwia wyprowadziła się z waszego mieszkania. Podobno zamieszkała z kimś innym…

– Rozumiem – powiedział, a na jego ustach pojawił się rozmarzony uśmiech. – Nie jadę z wami – wypalił.

– Ale jak to? – Maciek wytrzeszczył na niego oczy.

– Zostanę tutaj. To znaczy, wrócę do Polski, pozałatwiam wszystkie sprawy i wtedy się tu przeprowadzę.

– Żartujesz? – zawołał Maciek. – Chcesz zamieszkać w tej dziurze?

– Tak. W tej dziurze – powiedział tylko. Nie widział sensu w tłumaczeniu im wszystkiego.

Nie zrozumieliby. On sam nie do końca rozumiał, ale wiedział, że nie tylko musi, ale też chce tu zostać. Z Agalope… Nawet jeśli jej żywiołem była woda, nie powietrze.

– No to będziemy cię często odwiedzać – powiedział Michał, starając się ukryć zdziwienie, i klepnął go w ramię.

– Mam taką nadzieję!

Wrócili do miasteczka. Maciek i Michał, wciąż bardzo zdziwieni, lecz pogodzeni z wyborem przyjaciela, poszli pakować swoje walizki. Tomek tymczasem poszedł do baru, zamówił wodę i czekał. Wiedział, że ona w końcu się tu pojawi.

 

Grecka wyspa - 00


FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | OSTATNI

Reklamy