Tagi

, , , , , , ,

Wiśnia

[Świat Wiedźmy]

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT TRZECI

Krzemień – przywykł do tego imienia – od wielu tygodni mieszkał już z krasnoludami. Dystans, do jakiego był przyzwyczajony, zmalał nieco, jednak mężczyzna nadal nie pozwalał sobie na rozmowy o przeszłości. Po części dlatego, że była to zbyt prywatna sfera, by o niej opowiadać, po części zaś dlatego, że nie chciał pamiętać. Odkąd zamieszkał w tej małej krasnoludzkiej wiosce, miał nadzieję, że zacznie życie od nowa jako Krzemień, rozbitek, którego przygarnięto, zaopiekowano się nim i nawet – miał nadzieję – polubiono. Kiedyś nie zależało mu na czymś takim jak sympatia… Oto jak się zmienił od momentu, w którym stracił honor. I choć strata ta bolała, to miał wrażenie, że jego życie nie jest gorsze. Jest po prostu inne, tak jak inne były krasnoludy gdy porównywano je z ludźmi – nie było w tym przecież niczego złego.

Topór oprowadził go po całej wiosce, przedstawiając swoich sąsiadów i mówiąc, czym się zajmują. Wioska była nastawiona przede wszystkim na dostarczanie drewna do kopalni należących do największego plemienia krasnoludzkiego wyspy, zamieszkującego jaskinie w centralnej części bezimiennych gór. W kraju Krzemienia wszystko miało swoją nazwę. Jego ludzie lubowali się w nazywaniu rzeczy i zjawisk. A tutaj nie. Krasnoludom wystarczyło nazywanie innych krasnoludów i to też tylko wtedy, gdy mieli z nimi jakieś sprawy do załatwienia… Wszystko inne nazwy nie miało. Krzemień więc ścinał drzewa… Nie jakieś dęby czy miłorzęby. Po prostu drzewa. Drzewa były co prawda podzielone na podgrupy ze względu na twardość, bo oczywiście twarde drzewo jest lepsze od miękkiego. W zasadzie dla krasnoludów wszystko, co twarde było lepsze od tego, co miękkie. Twardy topór, twardy miecz, twarde mięso i chleb. Krzemień podejrzewał, że ich kobiety miały mięśnie równie twarde jak mężczyźni i na próżno byłoby szukać u nich elementów miękkich. Zresztą wciąż pamiętał ciężką pięść Megary, którą zarobił po tym, gdy zasugerował, że jest ona mężczyzną.

Znając więc tutejsze preferencje, starał się wybierać do ścięcia drzewa twarde, ale gdy się nie udało, to też nie mieli mu tego za złe. Nawet miękkie drewno miało zastosowanie – było świetną zabawką dla dzieci, które regularnie okładały się po łbach tym, co wpadło im w łapki. Chociaż na początku uważał te zwyczaje za… barbarzyńskie, to po pewnym czasie zrozumiał, że stopień odporności na ból u krasnoludzkich osesków był równy wytrzymałości dorosłego człowieka, a taka zabawa jedynie hartowała brzdące, które w przyszłości miały zajmować się pracą równie ciężką co ich rodzice. Poza tym zupełnie naturalnym było to, że nawet mieszkańcy małych wiosek byli urodzonymi wojownikami, gotowymi w każdej chwili stawić czoła innym plemionom czy nawet rasom, które zamieszkiwały wyspę. Gdy pokój trwał długo, urozmaicali go sobie zapasami, które ustalały hierarchię w wiosce i pozwalały im „nie zardzewieć, hehe”. Inną sprawą było to, że zwykle po owych turniejach zapaśniczych dochodziło do zwyczajnych pijatyk połączonych z chaotycznym okładaniem towarzyszy po mordach.

Krzemień trzymał się od tego z daleka. Jako jedyny mieszkaniec wioski mógł sobie na to pozwolić, bo był człowiekiem. I chociaż przyjacielem, to jednak obcym. Patrząc na niego, wszyscy kiwali zgodnie głowami, że nie ma „warunków”, a on dla polepszenia własnego samopoczucia dodawał, że uczono go walki mieczem, a nie wręcz. Z zafascynowaniem oglądał oficjalne zawody, potem jednak ulatniał się, by czasem nie oberwać od rozochoconych towarzyszy, którzy, gdy wypili, nie kontrolowali swojej siły, a już na pewno nie pamiętali o takich drobnostkach, jakimi są bardzo podatne na złamania kości ludzkie.

Nie licząc więc tych całych zapasów, które wypadały dość nieregularnie, Krzemień traktowany był jak swój i wszystkie krasnoludy ze zdziwieniem patrzyły na pierwszego człowieka, który nie oceniał ich, nie wywyższał się, nie pouczał i bez mrugnięcia okiem akceptował ich zwyczaje oraz starał się do nich jakoś dostosować… A jeśli nie był w stanie, po prostu usuwał się w cień w milczeniu. Gdy zrozumieli, że jest to wynikiem rezerwy, z jaką nauczony był postępować, zaczęli ją doceniać.

– To dość niezwykłe miejsce dla kogoś z twojego kraju…

Krzemień wyprostował się jak rażony promieniem. Przez te kilka tygodni, które tu spędził, wykonując najprzeróżniejsze prace, ani razu nie słyszał kobiecego głosu. Dawno zapomniane częstotliwości układające się ponadto w tak obcesowe i naruszające zazdrośnie pilnowanej prywatności pytanie zaskoczyły go. Jego ręka odruchowo podążyła ku rękojeści miecza, ale napotkała pustkę. Poczuł ukłucie żalu…

Odwrócił się i jego oczy napotkały spojrzenie tak chłodne, że nie powstydziłby się go żaden wojownik. Ale nie było ono groźne. Znał się na tym, znał groźby w każdej postaci i potrafił je rozpoznać.

– Kim jesteś? – spytał bardziej jak krasnolud niż jak… No, w jego kraju nikt nie zadawał takich pytań obcym kobietom spotkanym na polanie.

– Mówią na mnie Wiedźma spod Kolumny…

– Wiedźma… Kolumna? – Zerknął mimowolnie w kierunku delikatnie rysującej się na horyzoncie Kolumny, która podobno podtrzymywała całą Kopułę Nieba. – Spod Kolumny? – Spojrzał na kobietę, ale nagle jego percepcja jakby zawiodła. Nie widział ani jej rysów, ani koloru jej cery, włosów czy oczu… Widział tylko ten chłód, który utrzymałby na dystans nawet szwadron pijanych w sztok krasnoludów. – Czemu nie widzę twojej twarzy? Jeszcze przed chwilą widziałem ją wyraźnie – powiedział wprost. – Czy jesteś jakimś demonem?

– Ależ nie… – zaśmiała się, a w chłodnych oczach pojawiło się zainteresowanie.

Podeszła powoli do niego. Wtedy zauważył, że sięga mu do połowy ramienia, a jej ciało spowija biała szata, którą wiatr bawił się wedle własnego uznania. Czy włosami bawił się tak samo? Jak wyglądały? Czy były długie? Czy były czarne jak u kobiet w jego kraju? A może miały rdzawy odcień jak u większości krasnoludzkich kobiet? Miał niejasne wrażenie, że przypomina raczej człowieka niż krasnoluda, ale nie mógł tego stwierdzić. Z jakąś tęsknotą tylko rozpoznał zapach, który się wokół niej unosił – zapach kwiatów wiśni, drzewa, które tak bardzo kochano w jego kraju. Jakże tęsknił do tego wszystkiego, co musiał porzucić.

– To twoja moc – powiedziała tak nagle, że przez chwilę nie wiedział, kto w ogóle do niego mówi. Nie, żeby przypominając sobie z kim ma do czynienia, wiedział o niej cokolwiek. Wiedźma spod Kolumny. Zapach jego kraju. Jakaś moc, którą podobno posiadał. A może to był sen? – To bardzo niezwykła moc… Możemy na niej wiele zbudować – powiedziała w zamyśleniu bardziej do siebie niż do niego. – Czy chciałbyś nauczyć się używać swojej magii, Yoshimune?

Wstrzymał oddech, słysząc swoje dawne imię. Skąd ona je znała? Kim, a raczej czym była ta kobieta?

– Nie używam już tego imienia – powiedział przez zaciśnięte zęby.

– A szkoda, jest bardzo ładne – zaśmiała się i usiadła pod drzewem. – Pytałeś, czemu nie możesz mnie zobaczyć. Posiadasz talent, który pozwoliłby ci widzieć przyszłość, gdybyś tylko go rozwinął. Nie widzisz mnie dlatego, że twoja nierozwinięta moc próbuje uchwycić wszystkie moje przyszłe formy. Zapewne będzie ich wiele – uśmiechnęła się, a przynajmniej na to wskazywał jej głos. Ileż to razy musiał domyślać się nastroju ukrytej za parawanem kobiety…

– Widzenie przyszłości?

– To podstawowa umiejętność, z której prawdopodobnie w pewnym momencie sam nauczyłbyś się korzystać… Ale możesz dużo więcej, jeśli tylko zechcesz.

– Więcej? – spytał z nadzieją, bo w jej słowach dosłyszał ukrytą obietnicę powrotu. Wiedźma spod Kolumny wydawała się doskonale znać sposób, w jaki rozmawiano w jego kraju… Może z niego pochodziła? Może jednak była demonem, albo zagubionym duchem… Albo przodkiem wysłanym mu na pomoc?

– Pozostawię nienaruszone wasze wierzenia, jakkolwiek odbiegają one od rzeczywistości – powiedziała cierpko, jakby jego myśli były dla niej dostępne. – Zaproponuję ci jednak możliwość powrotu do kraju, odzyskanie honoru i władzy.

– Czego chcesz w zamian? – zapytał wyniośle, zupełnie jakby Wiedźma już zwróciła mu to wszystko, co właśnie obiecała… Znowu czuł się silny, jakby sama jej obecność i słowa były w stanie zmienić jego opłakaną sytuację.

– Ty i wszyscy twoi potomkowie, twoi następcy będą odpowiadali przede mną. Gdy wyślę do was kogoś na nauki, nauczycie go tego, o co poproszę, gdy wyślę kogoś, by się u was ukrył, zaopiekujecie się nim. Każda skierowana przeze mnie istota znajdzie to, czego będzie szukała. Zaopiekujecie się też nią… – To powiedziawszy z obszernego rękawa swojej szaty wyjęła maleńkie drzewko wiśni. To ono musiało być źródłem zapachu, który poczuł…

Wiśnia - 03

Yoshimune ważył w myślach jej propozycję. Tak samo jak potrafił odczytać najdrobniejsze oznaki groźby, tak też potrafił dostrzec kłamstwo. Dzięki tym umiejętnościom był władcą doskonałym, nieobalalnym. Jedyne, czego mu zabrakło, to umiejętności walki… A przecież był wspaniałym wojownikiem. Gdy pod wpływem Wiedźmy dopuścił do siebie wspomnienia, nieuchronnym stało się pytanie:

– Jak to się stało, że przegrałem?

– Twój przeciwnik miał talent, który pozwolił mu wygrać.

– Oszukiwał?

– Czy nazwiesz oszukiwaniem fakt, że potrafił dzięki swojej własnej mocy sprawić, że miecz staje się tak twardy, że potrafi przeciąć wszystko, co napotka na swojej drodze? Czy nazwiesz oszukiwaniem fakt, że będziesz mógł przewidzieć kroki przeciwnika, a nawet wpłynąć na nie? Dobry władca robi użytek z posiadanych umiejętności. Jeśli nie jest w stanie utrzymać władzy, nie jest jej godzien.

– Nawet jeśli odebrano mu ją podstępem?

– Czy ten, kto daje się podejść, jest godzien być władcą?

Milczał. Wiedźma miała rację. Był zbyt słaby. Ale jeśli stanie się silniejszy, będzie mógł wrócić i odzyskać wszystko, co stracił. Czy nie marzył o tym przez cały ten czas?

– Co mam robić?

 

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy