Tagi

, , , , , , ,

Wiśnia

[Świat Wiedźmy]

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT SZÓSTY

Pochodnia niczego tak w życiu nie żałował jak tej umowy! To znaczy, nie żałował jej do chwili, gdy Topór powiedział z wrednym uśmieszkiem, że był przygotowany na pięć flaszek! Pluł więc sobie w brodę i z niechęcią zerkał na dawnego rywala, który co i rusz raczył się z tej piątej butelki! Stracił jedyną szansę w życiu! Te cztery wytargowane nalewki będą ostatnimi, jakie dostał! Meg zrobi mężowi armagedon, gdy dowie się, komu dał jej cenny bimber, i już żaden z nich dwóch nie skosztuje go do końca życia! Tyle dobrego, że ten przebiegły lis też oberwie!

Poza tym jednym, nie było czego żałować… Dawno temu odsunięty od pracy nie tylko przy wyrobie broni, ale też przy obsłudze wielkich pieców, przypomniał sobie, jak to jest robić w zawodzie, który był jego drugą miłością – oczywiście zaraz po nalewkach Meg!

Człowiek, którego Topór uporczywie nazywał przyjacielem, okazał się całkiem nie jak człowiek… Był cichy, spokojny, nie rządził się, nie pouczał go, jak ma robić swoją robotę nawet wtedy, gdy drżały mu ręce, a gęba robiła się czerwona z wysiłku. Nie skomentował nawet tego, jak co i rusz pociągał łyk z którejś flaszki… A jakby tego było mało, gdy już tylko ten piekielny kawałek stali zaczął wreszcie mięknąć, natychmiast złapał młot i zaczął formować go w pocie czoła z wprawą godną samych mistrzów kowalstwa z Masywu Martalskiego! Pochodnia podejrzewał, że ten cały Krzemień wielokrotnie już wyrabiał miecze. Czując pod swoim magicznym płomieniem twardość połyskującej tajemniczo stali, domyślał się, ile siły musi kosztować formowanie jej! Człowiek był jednak zdeterminowany! Podziękował uprzejmie za propozycję pomocy Topora i mozolnie tłukł w stal, wciąż niezadowolony z kształtu.

Wiśnia - 06(ilustracja autorki)

Pierwszego dnia Pochodnia czekał, aż Krzemień zmęczony fizyczną pracą zarządzi przerwę, w końcu jednak sam o nią poprosił, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo wyszedł z wprawy w używaniu magii. Czasami musieli przerywać robotę, gdy po magazynach chodzili ciecie i sprawdzali, czy wszystko gra, czy nikt nie zasłabł… Albo nie uciekł z co cenniejszymi rzeczami. Dziękował wtedy wszystkim Bóstwom, że nikt nie zgodził się zastąpić go przez te kilka dni, bo wtedy i Topór i Krzemień zorientowaliby się, jaki się zrobił delikutaśny!

Jednak gdy trzeciego dnia Krzemień spojrzał na miecz, uśmiechając się po raz pierwszy od przybycia, Pochodnia pomyślał o nim z nagłą sympatią – dzięki temu niewolniczemu tempu może wyrobią się w trzy dni a on dostanie czwartą nalewkę!

Nie pomylił się. Z nową parą Krzemień zaczął miarowo uderzać w coraz dłuższe ostrze swojej klingi i wieczorem spojrzał na nie z dumą. Brakowało jedynie rękojeści, ale Krzemień powiedział, że z tym już sobie poradzi.

– No, masz, moczymordo, zasłużyłeś – powiedział radośnie Topór, dając mu dwie należne butelki. Pochodnia był tak dumny z siebie, z człowieka, z tego miecza, który po tylu latach udało mu się idealnie wyżarzać przez bite trzy dni, że poklepał znienawidzonego rywala po ramieniu i, co Topór mógł przysiąc, pociągnął nosem ze wzruszenia.

– Ej, masz mały prezent ode mnie… No, właściwie to od całej kopalni, chociaż to ja osobiście podpierdoliłem! – powiedział na pożegnanie, dając Krzemieniowi kamień do szlifowania głowni. Krzemień ukłonił się przed nim, ale widząc brak zrozumienia w mętnych oczach krasnoluda, położył mu dłoń na ramieniu i podziękował.

Po tym wszystkim Pochodnia myślał, żeby wrócić do zawodu, ale była to tylko chwila, nim stare i nowe butelki złapały jego spojrzenie, i kategorycznie zażądały odkorkowania. Pochodnia uznał, że w zasadzie obecna praca też jest całkiem przyjemna.

 

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy