Tagi

, , , , , , ,

Wiśnia

[Świat Wiedźmy]

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT SIÓDMY

Topór tymczasem niechętnie myślał o powrocie. Megara na pewno wciąż była wściekła! Wiedział jednak, że nadmierne odwlekanie tylko pogorszy sprawę. Pięć dni było jeszcze względnie bezpieczne… Nie powinni też wracać po nocy, bo góry są zdradliwe. Wyruszą z rana, to akurat wyrobią się w piątym dniu!

Ruszyli skoro świt, żegnając rodzinę i zostawiając im napoczętą piątą butelkę nalewki w podziękowaniu za nocleg… Krzemień nie komentował tego, ale uznał, że nalewka musi mieć ogromną wartość, skoro tak wiele można dzięki niej załatwić… Ale chociaż jej próbował, nie mógł pojąć, co takiego nadzwyczajnego w niej jest… Nawet nie podejrzewał, jak bardzo jego kubki smakowe są nieczułe na złożoność aromatów zawartych w alkoholu. Krasnoludy tymczasem wyłapywały je wszystkie nawet na ciężkim kacu! Wiedział natomiast, że on, jako wojownik i człowiek – który odznacza się głową słabszą niż krasnolud i to pod każdym względem! – musi zachować trzeźwość myślenia przed nadchodzącym treningiem. Warunek Wiedźmy spod Kolumny był jasny: gdy już będziesz miał miecz, nauczę cię posługiwania się twoją magią. Miecz był prawie gotowy.

– Co teraz? – spytał Topór, gdy znaleźli się na górskiej ścieżce.

– Wiedźma powiedziała, że będzie na mnie czekała tam, gdzie ją spotkałem, gdy już mój miecz będzie gotowy.

– A powiedziała ci, o co chodzi z tą stalą? Nawet ten idiota Pochodnia zorientował się, że jest jakaś inna…

– Powiedziała tylko, że nie znajdę nigdzie twardszego metalu niż ten.

– Skubana! Ciekawe, kto jest jej dostawcą!

– Podobno pochodzi ze złóż naturalnych…

– Nie gadaj! Serio? Przecież stal jest stopem! Jak gdziekolwiek mogło pojawić się coś tak jednolitego i twardego jednocześnie! – zawołał Topór, nie mogąc tego pojąć swoim krasnoludzkim inżynierskim umysłem.

– Wspomniała coś o Bóstwie Ziemi…

– Gdzie? Gdzie to jest?! – przerwał mu Topór, który jak każdy zdrowy krasnolud chciał dorwać się do tak wspaniałego stopu.

– Tego nie powiedziała – odpowiedział krótko Krzemień. – Ale jeśli chcesz, to zapytam ją o to.

– Nie żebym chciał – zaczął wycofywać się Topór, który z jakimś większym przekonaniem pomyślał o tym, że ta tajemnicza kobieta faktycznie może być samą Wiedźmą spod Kolumny! – Ale jakby się zgadało, to rozumiesz… Nie zaszkodzi wiedzieć.

– Nie sądzę, by mi to powiedziała, ale oczywiście zapytam. Gdy tylko się zgada – dodał natychmiast uspokajająco.

Jakby przewidując ich powrót, Megara stała przed drzwiami chaty w pozycji jednocześnie wrogiej, bojowej i pełnej ulgi – osiągnięcia tak złożonego efektu nie mógł zrozumieć żaden z nich. Bez słowa przywaliła mężowi pięścią w pysk i zwinnie niczym Smok Wiatru podskoczyła, by pochwycić w żelazny uścisk bezbronne ucho Krzemienia, nie omieszkując przy lądowaniu poprawić mężowi z drugiej strony – dla symetrii. Zgięty w pół Krzemień zacisnął mocno szczęki, by nie narzekać na tę nagłą karę. A Meg potrafiła tarmosić za uszy jak pierwszorzędna matka! Swoją drogą, zaokrągliła się przez te pięć dni!

– Jak ty możesz tak skakać z tą wielką dupą, kobieto – szepnął pod wąsem Topór i natychmiast tego pożałował, bo czujna i twarda niczym stal od Wiedźmy ręka krasnoludzicy wbiła mu się w brzuch z takim impetem, że skłonił się tak samo nisko jak targany za ucho przyjaciel. – Niech cię, kobieto! Masz ty parę jak…

– Ty to już lepiej się zamknij! Gdzie moje nalewki, co? – pociągnęła Krzemienia mocniej za ucho, a Topora złapała za wąsy. – Piliście przez pięć dni? Mam nadzieję, że tak, bo nie dostaniecie już ani kropli! – powiedziała złowrogo.

– No piliśmy, piliśmy! Ale nie opędzlowaliśmy pięciu butli, kobieto! Kto by miał taki spust!?

– Znam takiego, kto dałby radę – powiedziała przez zęby.

– No tak, i on je pewnie teraz chla do upadłego po dobrej robocie…

– Co?

Meg puściła ich i w osłupieniu patrzyła to na jednego, to na drugiego. Krzemień w milczeniu rozmasowywał ucho, a Topór gładził wąsy, sprawdzając, czy czasem nie przerzedziły mu się z prawej strony…

– Krzemień musiał wykuć ten miecz, pamiętasz?

– Sklerozy nie mam – ofuknęła go Meg i oparła się o framugę, skutecznie uniemożliwiając im wejście do środka. Scena na zewnątrz, by ewentualni przechodnie mogli się pośmiać – Meg była mistrzynią strategii!

– Pomyślałem, że może uda się magią… Więc poszliśmy do Pochodni, a wiesz, że on uznaje tylko jedną walutę…

– Czego w moim zapewnieniu, że ten moczyryj już nigdy nawet nie powącha mojej nalewki, nie zrozumiałeś? Czy lepiej zrozumiesz, gdy zapowiem to samo tobie?!

– Co? Nie! Megusiu, proszę cię! Ja rozumiem! Ja bym nigdy!… To dla przyjaciela! Naszego przyjaciela, nie że mojego własnego, którego nie lubisz! Naszego! – wołał z żałością w głosie. – No! Stary, powiedz coś! No, proszę cię! Wytłumacz jej! – zaczął nerwowo ciągnąć Krzemienia za rękaw.

Ten w milczeniu wyciągnął miecz i, nie do końca rozumiejąc reakcję Topora, podał go Meg. Krasnoludzica spojrzała na niego niepewnie, ale wzięła miecz. Każdy wie, że nikt nie zna się na broni tak dobrze jak krasnoludy. Ich kobiety bynajmniej nie stanowiły tu wyjątku! Więcej, na ogół to właśnie kobiety są w stanie lepiej ocenić gotowy wyrób i właśnie dlatego to one zwykle zajmują się sprawdzaniem towarów czy to w czasie negocjacji handlowych, czy nawet w samej fabryce, gdy broń musi mieć odpowiednią dla rangi klienta wartość.

Z wprawą godną swoich przodkiń Meg uniosła miecz, zamachnęła się nim kilka razy sprawdzając wyważenie, które przy odpowiednim doborze rękojeści stanie się idealne. Głownia nie była jeszcze w pełni zaostrzona. Widać na niej było niezwykły falisty kształt. Nie raz widziała takie kształty na ostrzu, ale zwykle były nieregularne i szlifierze robili wszystko, by się ich pozbyć. Jednak tym razem wzór dodawał ostrzu urody… No i przede wszystkim ta stal! Widziała ją wcześniej i tak samo jak mąż nie mogła się nadziwić temu, że nie poddaje się sile ognia. Jednak teraz, uformowana w delikatnie wygięty łuk lśniła w sposób niezwykły, jakby posypano ją diamentowym pyłem!

– Dobra, wygrałeś – powiedziała, unosząc klingę pod światło. – Miesiąc kary ci wystarczy – dodała złośliwie i oddała cudeńko Krzemieniowi. – Niewiele jej trzeba do wykończenia. Moi rodzice co jakiś czas przysyłają mi różne rzeczy do wyrobu broni…

– Cała jej rodzina się tym zajmuje i ciągle ją kuszą, by wróciła – wyjaśnił Topór, odetchnąwszy z ulgą. – Meg ma tyle talentów! – zatoczył rękoma ogromny łuk, w celu zilustrowania tej wielości. – Same talenty! – dodał, klepiąc ją z radością w tyłek i dostając w rewanżu po głowie.

– Dokończymy ci ten miecz lada dzień! – powiedziała z nikłym uśmiechem.

 

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy