Tagi

, , , , , , ,

Wiśnia

[Świat Wiedźmy]

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT DZIEWIĄTY

Wilgotne powietrze i charakterystyczny zapach świeżo złowionych morskich ryb przywołały wspomnienia. Miesiące spędzone u Topora i Megary były zupełnie inne od tego, co znał. Przyjął ich sposób życia, ich zwyczaje i sposób mówienia. Jednak gdy tylko postawił stopę na wyspie, wszystko to jakimś dziwnym sposobem pozostało za nim, na tym drugim brzegu. Będzie wspominał ten czas bardzo dobrze, będzie też za nimi tęsknił, ale jego miejsce było tutaj.

Podniósł rękę w geście pożegnania, odprowadzając wzrokiem raźno wiosłującego w małej łódeczce Topora. Patrzył, jak krasnolud wspina się po zrzuconej z dużego statku transportowego drabince i wyobrażał sobie, że przyjaciel odmachuje mu, życząc powodzenia. Cierpiąca na chorobę morską Meg została w domu.

Chociaż sądził, że krasnoludy nie potrafią się wzruszać, to w zatroskanych oczach Meg zobaczył chyba właśnie wzruszenie, gdy życzyła mu udanej drogi i zapewniała, że zawsze będzie mile widziany w ich domu. Topór wyśmiał jej łamiący się głos i bez mrugnięcia okiem przyjął cios z łokcia w odpowiedzi. Potem we dwóch ruszyli do portu, w którym jeden z licznych kuzynów czy powinowatych byłych sąsiadów Topora miał statek i zgodził się wyświadczyć im przysługę. I tak oto wrócił. Po kilku miesiącach wygnania odważył się wrócić, by odzyskać wszystko, co utracił w tamtej walce.

Jego niepozorny ubiór sprawiał, że nie budził podejrzeń miejscowych rybaków. Znalazł u nich schronienie na noc i posiłek. Z samego rana ruszył do stolicy, gdzie spodziewał się zastać tego, który pokonał go w nierównej walce. Szedł teraz, wiedząc o jego magicznych umiejętnościach, uzbrojony we wspaniały miecz oraz własne, znacznie lepsze sztuczki. Tylko że z każdym krokiem czuł coraz większą niechęć do używania tej magii… Nie tego go uczono! Nie tak został wychowany! I zdecydowanie nie tak powinna wyglądać walka dwóch wojowników, którzy jej wynik powierzali sile swego miecza! Takich rzeczy nie robi się na skróty!

Zatrzymał się i spojrzał na wysoki mur otaczający jego własny niegdyś dom. A teraz dom jego wroga. Patrzył na pobliskie domy i na wieczorne życie swoich poddanych. Wszystko wyglądało tak, jak kiedyś, zupełnie jakby nic się nie zmieniło.

– A może to, kto rządzi nie ma dla nich większego znaczenia? Może to jest ważne tylko dla nas?

– Kiedyś było inaczej – usłyszał czyjeś słowa. Obejrzał się dyskretnie. Dwóch ludzi stało przy kramie i czekało na swoje jedzenie.

– Nic się nie zmieniło…

– Zmieniło. Straciliśmy duszę! – powiedział tamten z mocą, a jego rozmówca skulił się, jakby te słowa sprawiły mu ból.

– Moje życie wygląda jak dawniej – odpowiedział cicho, z mniejszym przekonaniem.

– Moje też. I innych. Jego – wskazał na obwoźnego sprzedawcę, który podawał im małe szaszłyki. – Ale tutaj czuję pustkę i niesprawiedliwość – wskazał na swoją klatkę. – Nie powinno się zmieniać boskiego porządku. Nawet Bogowie są posłuszni Prawom, dlaczego więc my pozwalamy na deptanie naszych?

– On wygrał! – postawił się mężczyzna.

– A kto powiedział, że wygrany ma prawo odebrać przegranemu tak wiele? Władza pochodzi z Niebios. Mordercę się karze, a nie sadza na tronie.

– I co ty niby z tym zrobisz? Gadasz o tym od miesięcy i nic poza tym…

Odszedł, nie chcąc słuchać dalej. Wystarczyła mu ta krótka wymiana zdań. Dla swoich poddanych był martwy! Ale powróci z zaświatów, odzyska wszystko! Przywróci poprzedni porządek, zdemaskuje oszusta!

– Straciłem honor w nieuczciwej walce – powtórzył z mocą, starając się nie słuchać tego protestu, który rozsadzał mu głowę. – Znajdę wyjście. W końcu je znajdę…

Zatrzymał się w maleńkim pensjonacie. Z przyjemnością zanurzył się w gorącym źródle, zdając sobie nagle sprawę, jak bardzo mu tego brakowało. Gdy jego ciało odzyskało siły po długiej wędrówce, kazał przynieść do pokoju posiłek. Odmówił sobie alkoholu, uznając, że jeszcze będzie czas na świętowanie. Z nabożeństwem ustawił małą sadzonkę na parapecie okna, by chłonęła promienie Księżyca. Wyruszy wcześnie, by zgodnie z tradycją zmierzyć się z wrogiem o świcie. Wie, jak dostać się do środka, nie będąc zauważonym. W końcu sam czuwał nad przebudową swojego domu i zna go jak nikt inny.

Obudził się na dwie godziny przed świtem, gdy sen spada nawet na najtwardszych wojowników. Ubrał się bezszelestnie, zabrał miecz i maleńką wiśnię. Odłoży ją na ziemie, gdy staną naprzeciw siebie. Pod osłoną ciemności przeszedł wzdłuż muru do jedynego miejsca, które było niewidoczne z posterunków strażników. Zaczął wspinać się po murze, co jakiś czas przesuwając się to w prawo, to w lewo. Gdy kazał budować mur z tymi nieregularnie rozmieszczonymi niewidocznymi punktami, nie sądził, że będzie kiedykolwiek pokonywał tę trasę, by dostać się do środka, nie zaś, by uciec…

Miękko wylądował na trawie i, nie tracąc czujności, biegł od drzewa do drzewa. Dwieście metrów od ściany budynku zatrzymał się i zaczął biec w lewo. Jedno drzewo, drugie, trzecie… Szopa! Nie była zamknięta. Wszedł do środka i przesunął ruchomą ścianę. Tunel prowadził pod dom, a tam rozgałęział się, kierując do trzech najważniejszych komnat: sypialni władcy, sypialni władczyni i sali rady. Zdziwiło go, jak łatwo było się dostać do środka… Czy uzurpator nie wiedział, że dom wroga to najniebezpieczniejsza pułapka? Czy czuł się aż tak pewnie dzięki swojej mocy? A może po prostu uznał, że skoro minęło tak wiele czasu…

Wszedł do sypialni. Delikatnie stawiał stopy, wiedząc, że podłoga śpiewa pod ciężarem człowieka. Było to najbezpieczniejsze pomieszczenie w całym budynku… Ale tak samo jak na murze były niewidoczne punkty, tak podłoga kryła miejsca, które milczały.

Pochylił się nad śpiącym mężczyzną. Na widok tej znienawidzonej twarzy ogarnęła go tak wielka wściekłość, że z trudem powstrzymał się przed zadaniem ciosu. Ale nawet w gniewie nie mógł sobie pozwolić na to, by zabić bezbronnego. Chciał tylko zapłacić mu za te miesiące wygnania, gdy żył pod przybranym imieniem, bez nadziei na powrót.

Zasłonił mu usta dłonią. Mężczyzna obudził się wystraszony, a jego oczy rozszerzyły się ze strachu, odnajdując w jasnym świetle Księżyca twarz poprzedniego władcy. Yoshimune szepnął mu do ucha:

– Wróciłem, by odzyskać honor.

– Zabijając mnie we śnie!? – wysyczał uzurpator, gdy tylko udało mu się wyswobodzić. Za drzwiami poruszył się strażnik, ale jego sen nie został przerwany… Yoshimune spojrzał w oczy swemu wrogowi i nakazał mu milczenie, a ten usłuchał, choć wszystko burzyło się w nim przeciwko temu. W Yoshimune też pojawił się protest. Bezwzględne narzucanie komuś woli było czymś do głębi złym, a jednak wiedział, że tylko używając takiej magii będzie miał szansę na uczciwą walkę przy świadkach.

– Zbliża się świt. Wstań, posil się, jeśli tego chcesz, i przygotuj się do walki. Będę czekał na ciebie tam, gdzie walczyliśmy poprzednio. Jeśli nie przyjdziesz, uznam to za dobrowolne poddanie się i oddanie mi tego, co zagarnąłeś podstępem.

– Sądzisz, że ktokolwiek uzna twoje roszczenia, jeśli nie przyjdę? Twoje słowo nie jest teraz nic warte!

– Ale twoje milczenie, gdy opuszczę pokój, będzie warte wystarczająco wiele – powiedział, czując, że jego wróg marzy tylko o tym, by krzyknąć tak głośno, by zbiegła się cała straż. Ale nawet jego nienawiść nie była tak silna, by przeciwstawić się magii.

– Wygrałem z tobą i wygram ponownie – powiedział w końcu cicho, ale jego oczy ciskały pioruny. – Wygram, bo władca nie przegra z kimś bez imienia i honoru – dodał ze złośliwym błyskiem w ciemnych oczach.

Yoshimune przystał na to:

– Władca nie przegra z kimś bez honoru i bez imienia – powiedział tak lodowatym głosem, że jego wróg mimowolnie odsunął się od niego. – Czekam.

Nie przeszedł do tajemnego przejścia. Tak, jak zapowiedział, wyszedł z sypialni prosto na korytarz – jak prawowity władca. Idąc spokojnie, usłyszał półprzytomny salut wartownika, który dopiero po chwili zorientował się, że coś jest nie tak. Jego pan wrócił? Jak to możliwe?! Chwilę później jednak wołał go nowy władca, każąc posłać po służącego. Co tu się działo?!

 

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy