Tagi

, , , , , , ,

Wiśnia

[Świat Wiedźmy]

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT DZIESIĄTY

Yoshimune siedział na piętach, twarzą zwrócony nie w kierunku pałacu, tylko dużego jeziora. Otoczona z trzech stron – Ognia, Światła i Powietrza – spokojnymi wodami jeziora polana była uświęconym miejscem pojedynków od wielu już pokoleń. Gdy jeszcze był małym chłopcem, ojciec opowiadał mu legendę o tym, jak Cztery Wielkie Boginie spotkały się tutaj, by walczyć. Były to niespokojne dni u samego początku Czasu. Na Świecie było wiele takich miejsc, w których moce Bogów zwierały się i wciąż wpływały na krajobraz lub pogodę.

Nie wiedział, czy opowieść ojca była prawdziwa. Jednak teraz, gdy sam umiał posługiwać się mocą, wyczuwał w powietrzu potężną magię, która marszczyła powierzchnię jeziora, targała źdźbła traw. W jakiś sposób zrozumiał, że częste zmiany pogody na całym archipelagu miały swój początek właśnie tutaj. Jakże łaskawa więc była tutejsza potężna magia, że i noc i ten nadchodzący świt uczyniła bezchmurnymi.

Nim usłyszał kroki, wyczuł swego wroga i towarzyszących mu ludzi. Nie ruszył się jednak. Wiedział, że wróg nie zaatakuje go podstępnie od tyłu przy tylu świadkach. A jeśli jednak, to bez trudu powstrzyma go swoją magią.

– Jeżeli będzie taka potrzeba – szepnął z goryczą. Wciąż nie mógł się pogodzić z tym, że honorowy pojedynek będzie splamiony magią. Odkąd pod okiem Wiedźmy zaczął rozwijać swój talent, bez przerwy myślał o tym, co mógłby zrobić, by wygrać, nie sprzeniewierzając się własnym zasadom. Wiedźma wiedziała o jego wahaniach, nie komentowała ich jednak. Miał wrażenie, że te sprawy wydawały się jej co najwyżej zabawne. Uczyła go mimo to.

– Wykazałeś się ogromną bezczelnością, zakradając się w nocy do mojego domu, a teraz okazujesz ją zwrócony do mnie tyłem? – usłyszał podniesiony głos. – Chciałem darować ci życie i pozwolić zostać. Jestem w końcu łaskawym panem. Ale taka zniewaga nie pozostawia mi wyboru.

Yoshimune wiedział, że uzurpator kłamie. Po tym, gdy stary władca bezceremonialnie opuścił jego sypialnię, nie zamierzał ani rezygnować z pojedynku, ani ułaskawiać go. Był pewny swojej mocy, a postawiony w tak niewygodniej sytuacji pałał rządzą zemsty. Korzystał jednak z okazji, by pokazać, jaki jest wspaniałomyślny i jak bardzo Yoshimune zasługuje na śmierć. O tak. Tym razem nie wypędzi go z kraju. Tym razem wypędzi go z tego Świata. A przynajmniej tak planował.

Nie reagując jednak na te zaczepki, Yoshimune delikatnie ułożył małe drzewko na ziemi. Wstał i, kładąc rękę na rękojeści nowego miecza, spojrzał na przeciwnika. Obok niego stało kilku strażników tak, jak kiedyś obok Yoshimune… Byli tu tylko po to, by obserwować? A może dostali jakieś rozkazy na wszelki wypadek?

– Przyprowadziłem ich tak, jak ty to zrobiłeś. Cóż wart jest wojownik, gdy nikt nie zna jego siły? Cóż wart jest władca, gdy jego poddani nie znają jego umiejętności.

– Chcesz, by je poznali? – spytał Yoshimune, a tamten cofnął się nieznacznie… Obaj wiedzieli, co dawny władca miał na myśli. Tylko że uzurpator nie dał temu wiary. Yoshimune nie mógł przecież wiedzieć! – Zgoda, poznają moc swego władcy oraz uzurpatora, który ich oszukał…

– Wielkie słowa jak na kogoś, kto stracił własny miecz – powiedział z wciąż tą samą pewnością siebie i nieznacznie zmienił ułożenie ręki, by Yoshimune mógł zobaczyć jego broń – swój miecz! Ten, który od wieków należał do władców tej krainy – jego przodków. Zmarszczył brwi i zaczął cedzić słowa:

– Zmień oręż, bo nie zawaham się odebrać ci tego miecza, a wraz z nim honoru tak, jak ty to zrobiłeś…

– Ten cały honor – przerwał tamten z niechęcią wypisaną na twarzy. – To chyba nie jest taka wielka sprawa, skoro stoisz tu znowu z nowym mieczem.

Słysząc śmiałe słowa nowego władcy, towarzyszący mu żołnierze ruszyli się nerwowo i spojrzeli jeden na drugiego. Ale on nie zwracał na nich uwagi. Yoshimune tymczasem uśmiechnął się nieznacznie. Słowa uzurpatora godziły w to, co jego lud cenił najbardziej – w znaczenie honoru. Jeśli nawet dostali rozkaz, by pomóc nowemu władcy w walce z wrogiem, to nie usłuchają go.

– Nie dziwi mnie, że znieważasz honor. Znieważyłeś go już poprzednio.

– Dość tego! – krzyknął w końcu tamten i, zupełnie nie zważając na reguły pojedynku czy na zwykłą ostrożność, obnażył miecz i uniósł go, szykując się do ataku. – Milcz! Nie chcę już słuchać twoich jęków i tej całej paplaniny o honorze!

Yoshimune patrzył, jak przeciwnik pewny swego biegnie ku niemu. Miał na sobie białą szatę, ale stary władca wiedział, że pod nią kryje się zbroja. Musiała być bardzo lekka, skoro biegł tak szybko. Kolejna magia? No właśnie, kolejna… Wróg już rzucił czar na uniesiony do ataku miecz. Widocznie nawet jego własny honor nie znaczył dla niego wiele. Yoshimune stał, przeżywając te sekundy jakby były godzinami… Wiedział, co musi zrobić, ale nie mógł…

Sięgnął po miecz od Wiedźmy i skontrował zadany z góry atak, jednocześnie przenosząc ciężar ciała na prawą nogę. Był przekonany, że miecz pęknie tak, jak kiedyś pękł krótszy miecz, którym się wtedy bronił. Był pewien, że broń jego przodków, wzmocniona magią uzurpatora, skruszy z takim trudem kuty nowy miecz, że jego własne niegdyś ostrze zdoła jeszcze zakosztować jego lewego ramienia, a potem zagłębi się w nim, zadając ostateczny cios. Jego przeciwnik myślał dokładnie tak samo.

Ale uniesiony niczym tarcza nad ramionami miecz przyjął impet ciosu i wciąż był cały. Yoshimune przykląkł od tego gwałtownego ataku. Ostrze przeciwnika zjechało po jego własnym, pociągając za sobą niedowierzającego własnym oczom mężczyznę. Musiał wyciągnąć rękę, by nie runąć całym ciałem na ziemię. W jego oczach pojawiła się wściekłość. Chciał krzyczeć, że Yoshimune oszukuje, że to jakieś sztuczki, ale nie mógł, nie zdradzając przy tym swoich własnych! Znał tutejsze zasady – pojedynek miał być czysty, miał wyłonić najlepszego szermierza, nie zaś maga. Ale czy używanie własnych umiejętności było oszustwem? W tym kraju tak właśnie myślano.

Yoshimune, nadal nie rozumiejąc, jak to się stało, że nowy miecz wytrzymał atak, zakreślił ostrzem szeroki łuk i dosięgnął podpierającego się prawą ręką przeciwnika. Ostrze natrafiło na coś twardego – zbroja – lecz przeszło przez to, tnąc głęboko brzuch uzurpatora. Ten podparł się drugą ręką, wypuszczając miecz z dłoni. Kaszlał krwią. Spojrzał z nienawiścią na Yoshimune, który sięgnął po broń przodków. Jeden z pary mieczy, które były dumą jego rodu. Ten jeden, który nie został poświęcony w nierównej walce.

Wiśnia - 10

Obaj patrzyli na błyszczące ostrze. Yoshimune, klęcząc na jednym kolanie, unosił je wysoko, jego wróg zgięty w pół wyglądał, jakby się kłaniał i niby tylko z ciekawości przekręcił głowę, by zerknąć… Ale w jego oczach było pełno niedowierzania! Ten miecz powinien przeciąć wszystko!

– Jego miecz – krzyknął Yoshimune do stojących niedaleko żołnierzy.

– Panie, my…

– Jego miecz – powtórzył. Nie mógł ich winić. Prawa jasno mówiły, że jeśli nie odejdą ze swoim władcą, zobowiązani są służyć nowemu. Nie mógł ich winić za to, że nie chcieli zostawić rodzin i kraju. Sam nie chciał tego robić.

– Ty… Ty… – uzurpator mówił z trudem. Krew wciąż sączyła mu się z ust.

– Oddam ci twój miecz – powiedział krótko Yoshimune, wstając. Nie patrzył na oszusta. Patrzył na pozostawioną nad jeziorem wiśnię, która – mógłby przysiąc – zapuściła korzenie i urosła dwukrotnie. Jak to możliwe?

Pomyślał potem o Wiedźmie. Czy ona wiedziała, że miecz wykonany z tajemniczej stali oprze się mocy tego człowieka? Czy to dlatego uśmiechała się z rozbawieniem, ilekroć myślał o tym, co zrobić, by pokonać przeciwnika bez uciekania się do magii? A jednak, gdyby nie jego magia, nigdy nie doszłoby do tego pojedynku. Musiał jej użyć, gdy zakradł się w nocy do pałacu. Musiał zmusić swojego wroga, by nie wszczynał alarmu, musiał zmusić go do tego, by zgodził się na ten pojedynek. Tamten nie miałby skrupułów, zabiłby go, gdy tylko Yoshimune odwrócił się, by wyjść z pokoju. Zmuszając go do tego wszystkiego, czuł jego własne pragnienia!

– To nie była uczciwa walka – upierał się uzurpator, lecz nikt poza Yoshimune go nie słyszał. Oderwał więc wzrok od drzewka i spojrzał na wykrzywioną z bólu twarz swego przeciwnika.

– Uciekłeś się do oszustwa.

– Ty też! Nie wiem, jak to zrobiłeś, ale nie mogłeś odeprzeć tego ataku! – Splunął krwią.

– Nie użyłem magii w czasie naszego pojedynku. Ten miecz… Wiele mnie kosztowało, by wykuć tę stal. Najwyraźniej jest równie twarda, co stal wzmocniona twoją magią.

– Niemożliwe! – krzyknął z desperacją w głosie i znowu zaczął kasłać. – Niemożliwe… – powtórzył cicho, dociskając rękę do mocno krwawiącej rany.

– Panie! – Oficer podał mu przyniesiony przez jednego z żołnierzy miecz. Poznał broń. To ona przecięła jego krótki miecz… Spojrzał na oficera, lecz ten miał spuszczone oczy, tak samo jak reszta żołnierzy. Czuli wstyd.

– Dziękuję. – Odesłał oficera do reszty i pochylił się nad wciąż cierpiącym człowiekiem. – Do ostatniej chwili czekałem. Opłaciło się. – Uzurpator nie miał już siły spojrzeć na niego. Dyszał ciężko, dociskając całe przedramię do krwawiącej rany. – Gdyby się okazało, że mój nowy miecz ustąpi twojemu, pewnie uciekłbym się do magii tak, jak ty – powiedział tak cicho, żeby tylko on mógł go usłyszeć. Ten znieruchomiał, jakby nie mógł uwierzyć własnym uszom. – Nie zrobiłem tego, ale wiem, że byłem na to gotów, by odzyskać to, co mi zabrałeś, i teraz będę musiał z tym żyć – powiedział ze złością. Nie dodał już ani słowa, tylko położył przed nim jego stary miecz i wstał.

Powoli ruszył przed siebie. Nie do żołnierzy, nie do pałacu, tylko do małej wiśni. Po głosach żołnierzy i głuchym odgłosie upadającego ciała domyślił się, że jego wróg odebrał sobie życie. Nie chciał na to patrzeć. Nie chciał też o tym myśleć.

Usiadł na piętach przy małej wiśni. Faktycznie zapuściła korzenie i urosła… Delikatnie dotknął jej młodych listków. Poczuł, jak drzewko pobiera jego energię… Trzymał je długo, mając nadzieję, że drzewko odbierze mu całą magiczną moc i wspomnienia… Ale przecież wiedział, że nie jest to możliwe… Zrozumiał jednak, że właśnie to drzewko, gdy tylko urośnie, umożliwi prawdziwe pojedynki bez użycia magii. Teraz ta polanka faktycznie stanie się miejscem honorowych pojedynków. Już nikt nie będzie postawiony przed wyborem: honor czy życie.

 

Wiśnia - 00a

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy