Tagi

, , , ,

Uratowany chłopiec

[Bloodline]

Bartoszowi

Uratowany chłopiec - 00


FRAGMENT CZWARTY

– Jon! Jon! Obudź się! – Kopnięcie w bok było bolesne, ale nie otwierał oczu. Nie chciał z nimi rozmawiać. Nie chciał dalej w tym siedzieć. Ale wiedział, że nie ma wyboru. Albo z nimi, albo przeciwko nim. – Nie udawaj, że śpisz. Penelopa kazała ci to przekazać.

Wciąż nie otwierając oczu, sięgnął po kartkę i schował ją do wewnętrznej kieszeni płaszcza.

– No? Czego jeszcze chcecie? Wypad! – warknął, gdy ci dwaj czekali w milczeniu.

– Penelopa czeka na odpowiedź – powiedział wyniośle jeden z nich, sądząc, że to wystarczy, by odnosić się do Jona z wyższością. – No! Ile mamy… – Nie dokończył, bo maleńki pajączek, który przed kilkoma minutami spuścił się na jego ramię i przycupnął za uchem, spisał się na medal. Trucizna już zaczęła działać. Natręt poczuł drętwienie w rękach, suchość w ustach i nie minęło pięć minut, jak padł martwy.

– Jak?… Co?… – Jego towarzysz nie mógł tego zrozumieć. Co się stało? Przecież byli wampirami. Nic nie mogło ich zabić!

– Spadaj – powiedział Jon i spojrzał na niego groźnie. Tamten nie czekał na drugie ostrzeżenie. Skłonił się pospiesznie i wyszedł prawie gubiąc buty, bagaż… Martwym towarzyszem nawet nie zawracał sobie głowy.

Jon wyciągnął dłoń i pozwolił malutkiemu pajączkowi, wynikowi wieloletnich badań – swojej dumie, schować się w specjalnej usztywnianej sakwie, z którą się nie rozstawał, a która była domem tego malucha. Ten dzieciak, który właśnie uciekł, niczego nie zauważył. To dobrze, bo Jon nie chciał zdradzać się przed Radą. Ten pająk to było jego wyjście awaryjne.

Z ociąganiem spojrzał na list od Penelopy. Wyznaczała mu spotkanie za dwa miesiące… Wyznaczała. Czyli nie potrzebowała odpowiedzi, tylko wciąż nie ufała tym młokosom.

– Po co ona w ogóle sprawdza mięso armatnie – burknął pod nosem. – Póki nie wsiąkną w ten świat, to nawet nie wiedzą, że mogą wybrać inną drogę… A bez przejścia Rytuału i tak gówno mogą.

– Znowu gadasz do siebie?

– Nie lubię, jak się tak skradasz – spojrzał groźnie na Agoriego. Chłopak musiał pochylać głowę, by zmieścić się w tej jaskini. Kto by pomyślał, że chuchro wyrośnie na takiego draba. – Mówiłem ci zresztą, żebyś trzymał się z daleka, gdy przychodzą.

– Tak jakby byli w stanie wyczuć moją obecność. – Wzruszył ramionami.

– Kiedyś zapłacisz za swoją arogancję. A najpewniej ja za nią zapłacę – dodał pod nosem. Od jakiegoś już czasu czuł niepokojące zawirowania w magii, która łączyła ich losy. Powodów mogło być wiele, ale wynik tylko jeden: masakra. Pytanie, czy ją przetrwają.

– To nie arogancja. Dobrze wiesz, że taka jest prawda.

– Jest też prawdą, że oni na ogół nie są ślepi i nawet jeśli cię nie wyczują, to mogą cię zobaczyć. A nie możemy zabijać każdego, kto nas odwiedzi.

– Czemu?

– Jeżeli ja mogę rozwijać swoją moc, to oni także. Nie ufam Penelopie, a ona nie ufa mi. Nie zdziwiłbym się, gdyby nauczyła się patrzeć oczami tych swoich pupilków.

Mocno zgorzkniał od tamtej nocy sprzed dwunastu lat. Wtedy miał tylko wątpliwości. Ale potem… To ciągłe ukrywanie się przed Radą, ukrywanie chłopaka… Nie mogli tego robić wiecznie. Tamci w końcu się dowiedzą. Dzieciak się starzał jak każdy wilkołak, czy nawet człowiek. Kiedyś stanie się dla niego problemem. Co tam! Już nim był, szczególnie, gdy natura go wzywała!

– Ta Penelopa… Tylko ją znasz w Radzie? Nigdy nie mówiłeś o nikim innym…

– Każdy ma swoją działkę i nie wtrąca się do pozostałych. Penelopa była moją zwierzchniczką, z innymi miałem niewiele do czynienia.

– Ale poznałeś ich?

– Poznałem, poznałem… – Westchnął i wstał z ziemi. Otrzepał ubranie i zebrał swoje rzeczy. Za kilka godzin zacznie się rozjaśniać. Ten świeżak, który wraca do Penelopy, będzie musiał się przespać w dzień, bo mógł podróżować tylko nocą. Ale oni nie musieli kryć się przed słońcem. Wyruszą ze wschodem. Zabunkruje gdzieś chłopaka i pojedzie do Penelopy… – Idziemy – zarządził tak samo, jak zawsze. Chłopak zawahał się jednak.

– A co z tym? – Wskazał na martwego wampira.

– Zostaw…

– Ktoś go może znaleźć. Czy to nie jest niebezpieczne?

– Trucizna mojego pająka rozkłada krew i narządy wewnętrzne. On już nie wstanie…

– Ale ktoś może się domyślić, że to…

– Niczego cię ta starucha nie nauczyła – powiedział zrezygnowany Jon. – Nasze ciała nie różnią się od ludzkich. Zmiany fizyczne są nietrwałe, pojawiają się tylko wtedy, gdy tego chcesz. A jak uśmiercisz coś takiego… – Wskazał na martwe ciało. – …to ono już raczej niczego nie chce, więc wraca do naturalnej formy – ludzkiej. Jedyny problem, to sposób zabijania. Ślady po kłach bardzo źle się kojarzą… Ale ugryzienia pająków są dość powszechne. Dlatego to taka przydatna moc.

– Żałuję, że ja nie mam żadnej – bąknął pod nosem Agori i mimo tych szerokich barów i dłoni wielkości bochenków chleba, znowu wyglądał jak ten dzieciak, z którym Jon musiał się ciągle ukrywać.

– Chodź, nie marudź… – odpowiedział tylko, ukrywając rozbawienie pod pozorami surowości.


Uratowany chłopiec - 00


FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy