Tagi

, , , ,

Uratowany chłopiec

[Bloodline]

Bartoszowi

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT PIĄTY

Przybył na miejsce wyznaczonego dnia. Nie spodziewał się spotkać Penelopy. Stara wampirzyca zawsze wyręczała się swoimi podwładnymi albo sługami. Czemu teraz miałoby być inaczej?

Wszedł do brudnego pokoju na tyłach karczmy i zdjął buty, by dać odpocząć zmęczonym stopom. Jego myśli błądziły wokół chłopaka. Dzieciak uparł się, że będzie w pobliżu. Jon nie miał pojęcia, o co mu mogło chodzić… Zawsze zostawał daleko, tak na wszelki wypadek. Ale smarkacz z wiekiem stawał się coraz mniej posłuszny, a bardziej uparty.

– Dzieci… – syknął pod nosem, gdy drzwi się otwarły.

Zmarszczył brwi zdegustowany. Maya wychylała zadowoloną gębę zza pleców Penelopy. Tak, jakby jedna nie wystarczyła. Pojawiły się obie! Koszmarny tandem! Laska, której nienawidził od pierwszego wejrzenia, i przerażająca kobieta sprzed kilku epok o krągłych kształtach, krwistoczerwonych włosach i trupio bladej cerze, która w połączeniu z głęboko osadzonymi czarnymi oczami niejednego dzieciaka przyprawiła o koszmary do końca życia. O ile w ogóle po spotkaniu z Penelopą miałby tyle szczęścia, by dożyć jakichś koszmarów…

Penelopa nawet nie kiwnęła palcem, a dwóch rosłych mężczyzn z tępym wyrazem twarzy jasno świadczącym o tym, że już są pod władzą jej okropnej magii, wpadło do pokoju i strzepnąwszy kurz ze starego fotela, rozłożyło na nim płachtę czerwonego materiału, by ich pani miała gdzie usiąść.

– Czarujący są… – powiedział z niesmakiem Jon.

– Prawda? – zaszczebiotała Penelopa głosikiem tak słodkim, że w żaden sposób nie pasował do jej surowej twarzy. – Dawno się nie widzieliśmy, mój drogi.

Jon poczuł sztywność w plecach. Nie wiedział jeszcze, co kryje się za tą jej uprzejmością, ale spodziewał się najgorszego. Nie zdziwiłaby go nawet konfrontacja, chociaż doskonale wiedział, że nie było żadnego powodu, by do niej doszło. Zerknął jednak w kierunku Mai, która nadal stała w drzwiach, uśmiechając się perfidnie.

– Nie inicjowałaś spotkań, cóż więc mogłem na to poradzić – odpowiedział, przywołując na twarz czarujący uśmiech, ten zarezerwowany specjalnie dla rozmów z Penelopą.

– Och, jak zwykle szarmancki – zachichotała, ale oczy błysnęły jej groźnie. – Ale teraz uznałam, że najwyższy czas się z tobą spotkać. Ostatni posłaniec przekazał mi, że… coś dziwnego stało się z jego towarzyszem.

– Zabiłem go – powiedział krótko Jon. Fałszywy uśmiech zniknął z ust Penelopy. Na to czekał. Teraz kobieta nie będzie się już bawiła w kurtuazje, tylko przejdzie do rzeczy.

Uratowany chłopiec - 05

– Rozumiem, że ci się naraził, ale wiesz, że nie znoszę bezsensownej utraty ludzi.

– Straciłabyś go i tak w najbliższej walce, mogę cię o tym zapewnić. Pamiętaj też, że nie zabiłem drugiego. Reprezentował sobą znacznie więcej i z niego będziesz miała jeszcze jakiś pożytek.

– Tak… – powiedziała z namysłem Penelopa i zmrużyła oczy, jakby próbowała dostrzec choćby cień kłamstwa w jego twarzy. Tymczasem Maya zaczęła nerwowo tupać nogą. Liczyła na to, że Jon wreszcie dostanie za swoje. „No to się przeliczyłaś” – pomyślał z satysfakcją. – Dobrze, przejdźmy zatem do rzeczy. Sto kilometrów stąd jest jedno miasteczko…

– Myślałem, że tym terenem już ktoś się zajmuje – spojrzał wymownie na Mayę, a ta w ostatniej chwili powstrzymała się przed rzuceniem mu się do gardła.

– Tak i doskonale sobie radzą. Ale to jest wyjątkowa sytuacja. Miasteczko jest położone w wąwozie i ma pomoc szamanów.

– Wąwóz i szamani? – Jon wiedział, czym to grozi. Z drugiej strony, jeśli użyją magii, przykrywka była gotowa.

– Sprawdzisz wszystko tymi swoimi… pająkami – powiedziała zniesmaczona Penelopa.

– A co, ona nie może?

– Próbowała – powiedziała krótko Penelopa, upokarzając tym jednym słowem Mayę tak mocno, że ta chciała zapaść się pod ziemię. Jon uśmiechnął się pod nosem. Nigdy z nią nie konkurował, ale poczuł satysfakcję, gdy wreszcie ktoś jej wytknął, że nie dorasta mu do pięt. – Dostaniesz jej ludzi do dyspozycji. Rób z nimi, co chcesz. Z nią także…

– Ją możesz sobie zabrać – powiedział z pogardą Jon i tym razem Maya nie zapanowała nad sobą.

– Jak ci wyrwę ten parszywy język… Niech no cię dorwę! – krzyczała, gdy czujni mężczyźni złapali ją pod pachy i unieśli tak, że mogła tylko wierzgać nogami nad ziemią. – Zostawcie mnie! Zostawcie! – Ale nie mogła nic zrobić, bo ręce miała wygięte do tyłu, a usta jej w końcu zakneblowali.

– No i czemu ją tak denerwujesz… – Penelopa znowu zaczęła szczebiotać.

– Dzieciak jest przewrażliwiony. Nie chciałem jej urazić. Chodziło mi tylko o to, że nigdy się nie dogadywaliśmy. Zostawianie nas razem nie wróży niczego dobrego – powiedział ze wzruszeniem ramion, ale z satysfakcją patrzył na to, jak Maya wścieka się na swoją bezradność i na to, że Jon znowu był górą.

– Może masz rację – westchnęła Penelopa i wstała nagle.

Spojrzała na Mayę i ta w jednej chwili się uspokoiła. Taka była różnica między tą małą suką a nim – Jon był za silny na sztuczki Penelopy. Próbowała, widział to. Była subtelna w tym rzucaniu czarów, ale nie na tyle, by tego nie zauważył.

– Oczekuję, że do końca miesiąca sprawa będzie załatwiona – powiedziała lodowatym głosem Penelopa, gdy jeden z jej sługusów wyprowadzał półprzytomną Mayę z pokoju.

– Wiesz, że zawsze załatwiam sprawy tak szybko, jak się da – powiedział, nie zawracając sobie dupy wstawaniem. Wiedział, że naraża się tym Penelopie, ale od lat tego nie robił. Był to tylko gest, ale miał dać jej do zrozumienia, że nie jest jedną z jej marionetek. Pomaga jej, bo taka była jego decyzja. Bo kiedyś uznał tę walkę za ważną.

Kiedyś…

– Zostań tutaj. Zgłoszą się do ciebie najpóźniej za dwa dni. Mayę zabiorę.

– Wybornie – powiedział z przesadnym zachwytem. Penelopa nie powiedziała już ani słowa. Wyszła z pokoju, a za nią podreptał drugi niewolnik, niosąc w wielkich łapach delikatny czerwony materiał.

 

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy