Tagi

, , , ,

Uratowany chłopiec

[Bloodline]

Bartoszowi

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT SZÓSTY

– Jesteś przewrażliwiony! Co niby ma mi się tam stać?

– Nie zamierzam się przed tobą tłumaczyć – powiedział z chłodem Jon. Agori wiedział, że już nie ma o co się kłócić. Nawet najlepsze argumenty nie przekonają Jona do zmiany decyzji. Agori jednak był równie uparty co jego opiekun. Pójdzie tam z jego pozwoleniem czy bez.

– Zdajesz sobie sprawę z tego, że kiedyś i tak umrę, tak? – dorzucił jeszcze na zaczepkę.

– Gówno mnie obchodzi, co będzie kiedyś, szczeniaku – powiedział, groźnie obnażając zęby. Iście wilczy odruch.

– Oni są tacy sami jak ja! Co mi mogą zrobić!? – Nie ustępował.

– Jakoś nie korci mnie, by sprawdzać. Zostajesz, rozumiesz? Oprócz wilkołaków są tam jeszcze szamani, a wokół wampiry…

– Które nie mogą mi nic zrobić!

Jon patrzył na chłopaka z coraz większą irytacją. Wiedział, że szczeniak pójdzie. Znał go wystarczająco dobrze, by o tym wiedzieć. Z drugiej strony, lepiej teraz niż…

Idąc na miejsce spotkania z ludźmi Mai wysłał kilka maleńkich pajączków, by miały oko na chłopaka, ale zakazał im podchodzić zbyt blisko. Od jakiegoś czasu miał nieodparte wrażenie, że Agori wyczuwa ich obecność tak, jak potrafił bezbłędnie wyczuć obecność Jona…

Tuzin wampirów koczował od kilku dni po drugiej stronie wzgórza. Jon nie chciał, by zbliżali się do miasteczka. Wiedział, że mieszkańcy są spokojni po tym, jak zatłukli węże wysłane przez Mayę i kilku jej podwładnych. Wciąż jednak byli czujni. Wystawiali warty. Musieli słyszeć o tym, co spotkało inne wioski…

– Ile jeszcze mamy się ukrywać? – usłyszał niecierpliwe pytanie jednego z młodzików. Cholera! Nawet połowa nie miała za sobą Rytuału… Byli słabi, niecierpliwi i głupi!

– Tyle, ile wam każę – powiedział zrezygnowany i rzucił im na ziemię dodatkowe koce – noc miała być zimna, a oni byli słabi… – Jutro w nocy idziecie do tego miasta na południu, pijecie, ile trzeba, i nie zostawiacie za sobą śladów. Jak któryś mi znowu narobi zamieszania, to może nie liczyć na następny dzień, jasne?

Pokiwali głowami, przełykając głośno ślinę. Mogli być zadufani w sobie, ale wiedzieli, kim był Jon. Maya z pewnością nie powiedziała im ani jednego dobrego słowa na jego temat. Poza tym sami widzieli, że jest od niej silniejszy i skuteczniejszy.

Następnego wieczoru nadzorował ich i jednocześnie wyczekiwał wiadomości od swoich pupili. W miasteczku w wąwozie był spokój. Agori też nie ruszał się z domu. Jon ukrywał przed nim datę tej akcji, ale był pewien, że dzieciak czuwa. W końcu coś wyczuje, usłyszy albo wywącha. Magia, która ich łączyła, była w takich wypadkach zadrą w oku. Kiedyś dzieciak siedział w kryjówce, cały roztrzęsiony, teraz pchał się w wir walki – zupełnie bezbronny. Wampiry nie mogły go ruszyć – obaj o tym wiedzieli. Wilkołaki na ogół zostawiały go w spokoju, jakby czuły, że jest jednym z nich… Ale nie wiedzieli, jak na niego zareagują ludzie z mocą.

Właśnie, oni… To przez ich obecność Maya nie mogła dobrać się do dobrze zorganizowanej społeczności. To przez nich Jon dostał to zadanie.

– Trzymać się planu, inaczej własnoręcznie was zatłukę – syknął na otuchę rozochoconym niedawnym posiłkiem wampirom. Tych kilku silniejszych kiwnęło głowami, reszta chyba nawet nie usłyszała, że coś mówił. Oby tylko nie spaprali wszystkiego…

Weszli do wąwozu z dwóch stron. Jon i jeszcze dwóch posuwali się na przód, reszta czekała po drugiej stronie w najwęższym miejscu, by zająć się uciekinierami. Surowo zakazał im zabijania zwykłych ludzi, którzy też zamieszkiwali miasteczko, ale wątpił w to, że młode wampiry się powstrzymają. Przetrzymał ich na diecie długo, a wypad do pobliskiego miasta tylko wzmógł ich głód. Taki był plan, tak zawsze wypuszczał swoich ludzi – żądnych krwi. Tylko że zwykle znał ich i wiedział, że potrafią jasno myśleć nawet w takich warunkach. Tych poznał na tyle, by w to wątpić.

Gdy wkroczyli, jak zwykle zaczęła się jatka. Po wyczyszczeniu kilku pierwszych domów, ktoś zaczął krzyczeć, że pojawili się intruzi. Zdziwieni tymi krzykami sąsiadów i milczeniem strażników pierwsi zaspani mieszkańcy miasta wychodzili tylko po to, by nadziać się na przygotowane na nich miecze. Potem Jon widział to, co obserwował już setki, tysiące razy! Dzieci i starcy uciekali pod opieką kobiet. Mężczyźni i młodzi chłopcy stawali do walki, ale nie mieli szans. Niewielu z nich potrafiło się przemienić przy braku pełni.

Jon rozglądał się gorączkowo w poszukiwaniu szamanów, ale nagle jego uwaga rozproszyła się, bo pilnujące Agoriego pająki podniosły alarm. Dzieciak biegł tutaj.

– Niech go szlag! – zaklął pod nosem Jon. Agori był jeszcze daleko, ale nie dość, by zakończyć to wszystko przed jego przyjściem. Kazałby go uśpić jednemu z pająków, ale nie mógł… Po prostu coś mu na to nie pozwalało. Czy to ta dziwna magia? Czy jad usypiający był dla niego groźny?

– Szamani! – Wskazał mu nagle towarzysz. Jon spojrzał w górę, gdzie jakaś dwójka wspinała się sprawnie po skałach. Ich magia była subtelna, ale bez wątpienia należała do Strażników Ziemi. Nie miał z nimi szans na skałach, ale może pająki…

Wysłał kilka za dwójką, która albo uciekała, albo chciała znaleźć bezpieczne miejsce, z którego można było zaatakować. Jon dostrzegł resztę swoich ludzi, jak przedzierała się do miasta. Ich oczy były rozbiegane, twarze całe we krwi… Oby nie dzieci – pomyślał, wiedząc, że ten zapach rozjątrzy dorosłe wilkołaki. Ale sam go poczuł. Wściekł się na tych młokosów. Poczuł, jak gniew wzbiera we wrogach. Zobaczył kilkoro kolejnych szamanów. Wspinali się w pięciu różnych miejscach. A do tego wszystkiego Agori dotarł już do ujścia wąwozu!

– Cholera, czego niby spodziewałem się po ludziach Mai!? – warknął, rzucając się na najbliższego wroga. – Zginiemy tu… – powiedział nagle ze zdumieniem. Wszystkie wilkołaki rzuciły się na wchodzących z drugiej strony miasta zbrodniarzy. Pająki dorwały kilku szamanów, ale nadal kilka grupek wspinało się po ścianach wąwozu. – Zasypią nas żywcem, żeby ratować siebie i tych, którym udało się uciec.

Wtedy odwrócił się i zobaczył zastygłego w bezruchu Agoriego.

 

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy