Tagi

, , , ,

Uratowany chłopiec

[Bloodline]

Bartoszowi

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT SIÓDMY

Jon wiedział, że tak się to skończy. Dzieciak był mocny w gębie. Wydawało mu się, że jak nasłuchał się od wampira o tym, jak chlastał jego ludzi na lewo i prawo, to wie już wszystko. Teraz Jon bardzo by chciał, żeby tak właśnie było albo żeby wcale się tutaj nie znalazł. Stracił swoje moce dawno temu, większość życia spędził z dala od wilkołaków, ale na widok tylu martwych, czując zapach ich krwi… Myśli uleciały gdzieś wysoko do nieba. Agori padł na kolana, nie mogąc dłużej ustać na nogach. Czuł ten ból, czuł strach, czuł nienawiść do wroga. Tylko kto był teraz wrogiem?

Jon nie wiedział, co robić. Musiał ratować chłopaka, ale nie miał pojęcia jak. Szamani już formowali pięciokąt – widział tę magiczną figurę kilka razy, wiedział, co ona oznacza. Jeżeli ich nie powstrzyma, pogrzebią żywcem wszystkich w wąwozie! Korzystając z tego, że walka toczy się gdzieś przed nim, jakby w innym świecie, skupił całą swoją moc. „Gońcie! Gońcie ich!” – wołał do swoich maleńkich przyjaciół, ale pająki były za wolne. Pojedyncze, którym udało się dobiec, ginęły pod kamieniami – pięciu szamanów zaangażowanych w rzucanie czaru miało ochronę od pozostałych. Co robić?!

Uratowany chłopiec - 07

Ruszył do Agoriego, który na widok tej rzezi jakby stracił zmysły. Nie płakał, ale z oczu łzy płynęły mu strumieniami, jakby ciało reagowało samo, bez ingerencji świadomości. Jon zarzucił go sobie na ramię i zaczął biec ile sił w nogach. Oby wybiec poza tę piekielną figurę. Żeby tylko nie spędzić wieczności pod gruzami, bez możliwości odzyskania sił, w wiecznym bólu… O ile w ogóle ta dziwna magia, która wiązała go z chłopcem, pozwoli mu przeżyć, gdy Agori zginie.

Poczuł drżenie ziemi pod nogami. Nie oglądał się. Przerażone okrzyki jasno świadczyły o tym, co się stało. W samym środku miasta pierwsze kamienie już zaczęły padać na głowy walczących. Czuł, jak kilku silniejszych idzie jakby pod prąd tej lawiny, ale jeden za drugim zostają przez nią pochłonięci. Musiał biec szybciej. Oplątał dzieciaka miękką przędzą i uniósł siebie i jego na ośmiu długich odnóżach. Magia metamorfozy była bardzo wyczerpująca, zwlekał więc do ostatniej chwili. Czuł, jak kamienie tłuką zewsząd, ale zręczne pajęcze nogi pozwalały mu manewrować znacznie lepiej, niż gdyby był na swoich dwóch. Gdy w kilka sekund na ich drodze usypała się ściana, bez trudu zaczął się po niej wspinać, ale szamani byli uważni. Kamienie usuwały się mu spod odnóży, a te leżące wyżej waliły mu się na głowę.

Po kilku minutach tej szarpaniny poczuł, jak traci siły. Jego pajęczy tułów zamienił się znowu w ludzki i tylko trzy pary odnóży próbowały utrzymać go na powierzchni tej skalnej rzeki. W końcu jednak i one zniknęły, i jedyne, co Jon mógł zrobić, to chronić chłopca własnym obolałym ciałem.

A chłopak patrzył zamglonymi oczami, które zamykały się powoli zrezygnowane… Dopiero wtedy Jon zauważył, że dzieciak krwawi. Poczuł, że się dusi. Ból od uderzających kamieni był niczym w porównaniu z tym, co zaczęło go palić od środka. Nagle przed oczami stanęła mu babka chłopaka. Wtedy zrozumiał, jakim poświęceniem było dla niej oddać dzieciaka wrogowi i czym jest magia, którą ich związała. Teraz ta magia żądała od niego zrobienia wszystkiego, co w jego mocy, by uratować wykrwawiającego się chłopaka. Zażądała tego, czego wcześniej surowo wzbraniała.

 

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy