Tagi

, , , ,

Uratowany chłopiec

[Bloodline]

Bartoszowi

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT ÓSMY

Agori poczuł dziwny smak w ustach. Nie wiedział, czy to jawa czy sen. Odkąd zobaczył masakrę w wąwozie, przestał rozróżniać oba te światy. Chyba zemdlał, chociaż cały czas czuł ogromny ból. Najpierw wewnątrz, potem też na ciele… Ale teraz coś zaczęło się zmieniać. Głowa była lżejsza, tak samo ręce. Poprzednie przygnębienie… Tak, teraz wydawało mu się, że to było tylko przygnębienie, które teraz się rozwiewało. A na jego miejscu pojawiało się coś innego.

– Jon? – spytał słabo, nie do końca jeszcze rozumiejąc, co się dzieje. Jon klęczał nad nim, podpierając się mocno krwawiącymi rękoma. Wampir co i rusz uginał się pod naporem kolejnych kamieni, które wciąż na nich spadały. Grymas bólu wykrzywiał mu twarz i to najbardziej zmartwiło Arogiego. Jeszcze nigdy nie widział, by Jon reagował na jakikolwiek ból.

– Jesteśmy poza zasięgiem lawiny, ale szamani nie dadzą nam stąd wyjść.

– Lawina…? – spytał, nie rozumiejąc. Czuł, że znowu robi się słaby. Ból głowy, rąk, nóg… wszystkiego na raz! I pojawiło się coś jeszcze…

– Musiałem to zrobić – powiedział słabo Jon, ale nadal osłaniał Agoriego przed kamieniami. – Nie chciałem, pamiętaj o tym.

– Cokolwiek to jest, to na pewno mi to jeszcze wypomnisz – powiedział zdziwiony.

– Nie sądzę…

Agori patrzył na Jona, ale jego uwagę coraz bardziej pochłaniało to narastające uczucie. Teraz je rozpoznał. To był głód! Był głodny! Ale nie tak zwyczajnie. Potrzebował czegoś, dzięki czemu szybko odzyska siły, dzięki czemu wróci do życia w pełni! Otworzył szerzej oczy, nagle zdając sobie sprawę z tego, co się stało! Ale był to ostatni przebłysk świadomości.

W następnej chwili rzucił się swojemu opiekunowi do gardła i pił łapczywie. Z każdym łykiem czuł się silniejszy, coraz lepiej rozumiał sytuację i powoli wracała mu świadomość.

Przerażony tym, co robi, odskoczył. Kamienie wciąż waliły się im na głowy, ale Jon był na wpół martwy, a Agori silny jak nigdy!

– Zamieniłeś mnie?!

– Umierałeś… Umarłeś… – powiedział słabo Jon. Nie taki ból czuł w przeszłości. Jedynym gorszym był ten, który zmusił go do napojenia umierającego chłopca własną krwią.

– Zamieniłeś mnie w wampira? Mnie?!

– Zostań obarczony opieką nad jakimś szczeniakiem, to zrozumiesz, z czym się zmagałem… – Uśmiechnął się niewyraźnie. – Dokończ.

– Co? – zdziwił się Agori i na wszelki wypadek odsunął od Jona, bo propozycja z jakichś powodów wydała mu się kusząca.

– Dokończ. I powiedz im, że zwabił cię zapach krwi.

– Nie! Jon! Przecież wyzdrowiejesz! Zaraz cię stąd zabiorę i…

– Nie rozumiesz… Penelopa to zaplanowała.

– Skoro wiedziałeś, to czemu…

– Nie wiedziałem. Wiem teraz. Miała zabrać Mayę, a ta suka tu idzie. Dokończ! Powiedz, że mnie wykończyłeś. Oni nic o tobie nie wiedzą. W ogóle nie wyczują, kim jesteś. A tak zginiemy obaj. Nie teraz, to później.

Agori nie wierzył, nie chciał wierzyć, ale gdy Jon sięgnął do swojego woreczka i dał mu swojego ukochanego pająka, wtedy już wiedział, że to nie są żarty. Dokończył…

– No proszę! Miałam nadzieję, że to ja go dobiję – powiedziała Maya, kopiąc martwe ciało Jona. – A tu ktoś mnie ubiegł. – Uśmiechnęła się czarująco do młodzieńca, który wpatrywał się pustym wzrokiem w przestrzeń. Była w nim moc tych paskudnych ośmionogów. Czuła ją tak wyraźnie jak wcześniej u tego skurwiela. Chłopak musiał być bardzo spragniony, skoro dał radę dorwać Jona i jeszcze go osuszył. Ale mimo tej okropnej mocy, którą dzięki temu przejął, nie czuła do niego takiej nienawiści jak do poprzedniego jej właściciela.

Spojrzała w górę, gdzie szamani na jej widok wycofali się. Dotrzymali słowa. Wykończyli i uwieszone na nich wilkołaki, i tę bandę nieposłusznych wampirów, z którymi od dawna Rada miała kłopoty. Miała nadzieję na rozmowę z nimi, żeby przekazać Penelopie szczegółowe informacje, ale zniknęli. A Maya ze swoimi ograniczonymi umiejętnościami nie była w stanie ich odnaleźć.

– Chodź, dzieciaku. – Skupiła więc swoją uwagę na pogromcy Jona. – Sądzę, że ktoś bardzo chciałby cię poznać.

Agori wstał i posłusznie poszedł za nią, nie oglądając się za siebie. Wystarczająco długo patrzył na to, co zrobił swojemu opiekunowi. Teraz będzie musiał z tym żyć… I to bardzo długo!

 

Uratowany chłopiec - 00

 

FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI | UWAGI MARGINALNE

Reklamy