Tagi

, , , , , ,

Bądź elastyczny

Edycie

Bądź elastyczny - 00

 

FRAGMENT SIÓDMY

Jolka mrugała raz jednym okiem, raz drugim, nagle zupełnie pozbawiona koordynacji. Gdyby tylko była w stanie myśleć logicznie, cieszyłaby się, że siedzi, bo w innym przypadku na pewno nogi by się pod nią złożyły, albo i połamały, bo w sumie czemu nie? Nie takie magiczne rzeczy się tu podobno działy!

Olo kręcił głową, potem kiwał, znowu kręcił, aż w końcu, zbierając z podłogi wszystko to, co, był tego pewien, wypadło mu z głowy i się uszkodziło, nieśmiało powziął ostatnią próbę usensownienia choć odrobiny tego nonsensu.

– Tak. Oczywiście. Tak się dzieje. Są takie gatunki. Mają jajeczka i gdy się najedzą, to je składają i z nich wykluwają się młode. Tak się zdarza.

– Nic nie rozumiesz! – zdenerwował się na niego Maurycy. – To nie tak! Te nowe ghule, kilka z każdego starego, który właśnie wybuchł z przeżarcia – powtarzał tak łopatologicznie, jak tylko mógł – powstają z mięsa tego, co właśnie zeżarto! Dlatego jesteśmy spokrewnieni! Bo mój praprapradziadek się uchował! Wszyscy inni wtranżoleni! A dla ghuli to tak, jakby tamci wszyscy byli ich rodzicami, więc praprapradziadek byłby takim ich bratem przyrodnim czy coś…

– Chcesz powiedzieć – upewnił się Olo – że one się zapładniają przez żołądek?

– Magicznie! Magicznie! – wołał Maurycy. – No nie robiłem im sekcji! Nie wiem jak to wygląda od strony technicznej.

– Obeżrą się i wybuchają… – odzyskała mowę Jolka, ale na dźwięk własnych słów straciła ją znowu. Chyba ją to przerastało.

– Dzieciaki, no co jest z wami?! Kiedyś wierzyliście w magię…

– „Kiedyś” to dobre słowo – pochwalił ojca Olo. – Potem nam ją wybiliście z głowy.

– A teraz znowu ją wam do głowy kładę.

Olo spojrzał na wyciągniętą w jego kierunku dłoń ojca, sprawdzając, czy ten czasem nie podaje mu jakiegoś nowego klocka do mózgowej kolekcji… Ręka była ewidentnie pusta. Ale w zasadzie niby czemu miałby nie wierzyć w niewidzialny klocek, skoro ojciec kazał mu wierzyć w wybuchające ghule. Może faktycznie jakiś klocek tam był? Wziął go na wszelki wypadek i zupełnie nie zwracał uwagi na głupie pytania ojca, co też on robi.

– Dobra. To mi chyba wystarczy – powiedziała nagle Jolka, klepnęła się w uda i wstała. – Wracam do domu.

– Dom…

Momentalnie spojrzeli w kierunku drzwi i zapiszczeli głośno. Tylko Maurycy pozostał niewzruszony. Ghulica też zapiszczała, ale potem zaśmiała się i powolutku podreptała do Maurycego. A Jolka i Olo nie spuszczali z niej wzroku. Nagle zrozumieli te dziwne uwagi na temat konieczności picia kawy… z wkładką. Teraz, gdy te wszystkie dziwne substancje niemalże wyparowały im z głów, żołądków czy czego tam jeszcze, widzieli zupełnie co innego niż wcześniej. Oczywiście, można było się dopatrywać podobieństwa między ghulem a Jolką, ale chyba tylko po to, by tej drugiej powiedzieć coś bardzo niemiłego! Na przykład, że ktoś jej wyrwał włosy z głowy garściami, podbił jej oczy mocnymi sierpowymi albo że ma trąd… No różne takie.

– Rodzina – powiedziała ghulica, prezentując w uśmiechu ostre zęby. Najwyraźniej wcześniejsze rozterki zniknęły i jak wcześniej Maurycego, tak teraz i ich w jakiś magiczny sposób uznała za krewnych.

– Stryjku… – pisnęła z przerażeniem Jolka.

– O, czyli zioła przestały działać… No więc widzicie, ja już się przyzwyczaiłem. W zasadzie całkiem ją lubię.

– Kocham! – powiedziała triumfalnie ghulica i przytuliła się do Maurycego.

Jolka i Olo z trudem powstrzymali odruch wymiotny, ale gdy Maurycy, co prawda z obojętną miną, ale jednak ucałował ją w czubek tej nieregularnie owłosionej głowy, obydwoje synchronicznie pozbyli się resztek zawartości żołądka.

– Ojej… – powiedziała kobieta, ale nie wydawała się zmartwiona.

– Kochasz ją? – Olo musiał się upewnić, chociaż czuł, jak kolejny skurcz łapie mu żołądek i wykręca jak mokrą szmatę do podłogi.

– Raczej ona mnie… Was też pokocha. Ghule są bardzo rodzinne. I trochę jak dzieci. Ale da się je polubić, jak tylko się przyzwyczaicie do wyglądu, zapachu… aury bagna. Najbardziej dokuczają w dzień, nocą prawie ich nie czuć.

– Tak, prawie nie czuć – powiedziała słabo Jolka.

– Wiecie, wypadałoby, żebyście się powoli zaczęli do nich przyzwyczajać – powiedział cichuteńko Maurycy.

– Co? – bąknęli przerażeni.

– No… Jak umrę, to dobrze by było, gdyby ktoś z rodziny tu z nimi czasem posiedział. Myślałem, że może tutaj ktoś jest, ale te nowe ghule są spokrewnione tylko z tym, co poprzednie zeżarły. Przed tamtą masakrą pobliskie miasta były względnie bezpieczne, zawsze gdzieś był jakiś krewny. Ale teraz… Szkoda mi ludzi z wioski Paola…

– Paolo… – przypomniała sobie Jolka i nagle, jadąc na oparach substancji psychoaktywnych i wciąż pod władzą szoku spowodowanego ostatnimi informacjami, powiedziała w olśnieniu: – Któreś z nas zostanie z Paolem! Pamiętasz?! Rozmawialiśmy już o tym!

– No ja się nie piszę – powiedział wciąż zgięty w pół Olo. Wystarczyła mu wiadomość o krewnych ghulach, nie chciał tego samego dnia podejmować zobowiązań matrymonialnych, wymagających ponadto zmiany orientacji. – Ale wypadałoby go chyba spytać…

– Przecież pytaliśmy! – oburzyła się Jolka, uważając, że co jak co, ale nikt przecież nie odmówi zostania jej żoną! Żoną? – zawahała się przez chwilę. Ale wizja ślubu we Włoszech i możliwości mieszkania na południu… Wiele pięknych wizji jakoś odsunęło na dalszy plan wszystkie minusy. Jola była wystarczająco romantyczną i artystyczną duszą, by nie przejmować się takimi błahostkami jak czyjaś zgoda! – To biegnę do niego…

– Jola – Maurycy położył jej rękę na ramieniu.

– Jola – ghulica też to zrobiła i Jolka natychmiast zapadła się w sobie, w geście ucieczki. Plusem było to, że otrzeźwiała i już nie chciała biec oznajmiać dopiero co poznanemu człowiekowi, jak piękny ślub im zaplanowała.

– Poznajcie naszą kuzynkę, Melanię.

– Melania – ucieszyła się ghulica i pogładziła obydwoje po głowach. – Maurycy – pokazała na niego. – Kochany Maurycy.

– Ghule bardzo wolno się uczą, ale w sumie lubią używać nowych słów. Łatwiej się z nią dogadać po włosku, ale pracujemy nad polskim…

– Prowadzisz szkółkę dla ghuli? – spytał Olo, czując, jak i jemu udziela się czarny humor ojca. Jolka, z jakiegoś nieznanego sobie powodu nagle całkiem już oswojona z Melanią i tym wszystkim, zachichotała radośnie.

– Cudownie! Widzicie?! Tak działa magia!

– Jak? – zdziwili się obydwoje. – Rozśmiesza?

– Nie bądźcie… śmieszni. Gdy poznasz imię swojego krewnego ghula, łatwiej ci przebywać w jego towarzystwie. Może nawet ją polubicie.

– Lubię! – zapewniła Melania, znowu ich gładząc. I co dziwne, prawie się nie odsunęli, pod naporem przykrej wizji topienia się w bagnie.

– Nie musicie się tu od razu przeprowadzać. Wpadajcie czasem. Melania już was lubi.

– A co z pozostałymi?

– Pozostali nie mówią… Tylko królowa to potrafi. Ale też was polubią. Są stadne!

– A ty? – spytał Olo, przeczuwając jednak odpowiedź.

– A, ja już tu zostanę. Całkiem tu w porządku. A jak się najedzą, to mogę też gdzieś wyjechać…

Kiwnęli głowami i wstali, nadal mając dłonie Melanii na głowach. Ghulica uśmiechnęła się do nich na pożegnanie i przypomniała im jeszcze raz, że są rodziną. Tak na wszelki wypadek, gdyby im to umknęło mimo tych wszystkich wyjaśnień.

Szli teraz trochę jak w amoku. Jeżeli to wszystko im się nie przyśniło, to magia musiała faktycznie istnieć, bo zaczęli o tym dziwnym stworzeniu myśleć z jakąś sympatią. Gorzej nawet. Myśleli o tym, by któregoś dnia także się tu przeprowadzić! Zgodnie też, każde we własnej głowie, postanowili tymi kompromitującymi myślami nie dzielić się ze światem. Co będzie, to będzie, nie ukryją tego, ale nie ma co strzępić języka po próżnicy.

Paolo czuwał przy ognisku. Pawiana nigdzie nie było, nikt więc nie tupał chodakami i nie przeszkadzał w zaśnięciu. Może tylko z wyjątkiem młodego Włocha, który chyba z nudów przygotował sobie cały zestaw pytań.

– Wszystko w porządku – powiedziała do niego Jola i uśmiechnęła się z taką sympatią, że najwyraźniej jakimś bocznym magicznym torem wypożyczonym od ghuli, jej wcześniejsza wizja włoskiego ślubu przewędrowała wprost przed oczy Paola.

Bądź elastyczny - 07

Włoch kiwnął więc tylko głową, okrył ich kocami i czuwał do świtu, planując szczegóły. W końcu on też raczej nie przejmował się chwilowym brakiem jakieś zgody!

 

Bądź elastyczny - 00

 

UWAGI WSTĘPNE | FRAGMENT 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | OSTATNI

Reklamy