Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT DRUGI

Nioanh nie mogła przestać myśleć o tym koniu. A jednak ani razu nawet nie przyszło jej do głowy, by mogła go dosiąść. Raczej wyobrażała sobie, że biegnie obok niego, gdy ten kłusuje… Albo jedzie obok na innym koniu. Roześmiała się, gdy zdała sobie sprawę z tych dziwnych wizji. Towarzyszyć mu na grzbiecie innego konia, co za absurd! A jednak bardzo tego chciała. Może powinna go wykupić? Mogła sobie na to pozwolić. Miała własną, mniejszą stajnię, którą niedawno odstąpił jej ojciec. Trzymała w niej trzy kasztanki, które były co prawda drobne, ale szybkie jak żadne inne. Czy dobrze by się czuł w ich towarzystwie?

Zobaczyła na dolnym tarasie Branakha. Pewnie szedł do stajni. Spędzał z końmi całe dnie. Najczęściej wypuszczał je na ogromną łąkę, której wysokie ogrodzenie zostało postawione na terenie graniczącego z nią lasu, dając zwierzętom złudzenie wolności. Sam Branakh, jeżeli nie musiał poświęcić któremuś z nich większej uwagi, siadał zwykle pod drzewem i obserwował zwierzęta godzinami. Zawsze taki był: spokojny i trochę flegmatyczny. Nigdy nie lubił siedzieć w domu i kiedy tylko mógł, wymykał się do stajni, na łąkę lub do lasu, gdzie trenowała. Gdy była młodsza, często przyprowadzał ze sobą jakiegoś konia, pomagał jej na niego wsiąść i pozwalał jeździć do woli. Rodzice nie puszczali jej samej, ale Branakh miał zaufanie tak do niej, jak i do koni, którymi pomagał się opiekować, odkąd zamieszkał pod ich dachem. Wiedział, który da się poprowadzić niewprawną ręką dziewięciolatki i kiedy dać jej wsiąść na narowistego ogiera, którego potrafili dosiąść tylko on i generał. Zdradził jej, jak należy postępować z końmi, by się uspokoiły, jak nimi kierować i jak się nimi opiekować. Gdy pytała, skąd on to wszystko wie, wzruszał tylko ramionami. Sam nie miał pojęcia.

Oderwała się od tych wspomnień, widząc, że kuzyn nie kieruje się do stajni, ale do miasta. Zamknęła okno i natychmiast ruszyła za nim. Rzadko szła do miasta w stroju wojskowym, ale teraz nie miała czasu się przebierać. Wiedziała, czemu Branakh tam idzie. Tak samo jak ona nie mógł zapomnieć o tym białym koniu.

– Poczekaj! – zawołała za nim. Branakh odwrócił się i uśmiechnął jak zwykle, gdy ją widział. Nioanh zarumieniła się nieznacznie.

Podkochiwała się w nim, odkąd zobaczyła, jak dosiada tego narowistego ogiera. Nawet ojciec był pod wrażeniem. Branakh miał wtedy szesnaście lat i chociaż wysoki, to nadal był tylko chudym nastolatkiem. A jednak, gdy rumak stanął dęba, chłopak utrzymał się w siodle, ściągnął mu mocno cugle i spiął piętami bez ostróg. Odmowa używania ich była jedynym aktem nieposłuszeństwa wobec generała, jakiego Branakh się dopuścił. Ale widząc, jak chłopak pewną ręką trzyma tego dzikiego ogiera w cuglach, jak pochyla się nisko nad jego karkiem i gładzi uspokajająco szyję, generał zrozumiał, że dzieciak ma dar do koni.

Ogier skoczył jeszcze raz, przesadzając niewidzialną przeszkodę, ale był to raczej przejaw złości niż nieposłuszeństwa. Od tej chwili już zawsze słuchał się Branakha, a czasem nawet poufale trącał go łbem, podczas gdy innych trącał co najwyżej tylnym kopytem. Generał był pod wrażeniem, tak samo jego córka, która obserwowała wszystko z ukrycia. Branakh był łagodny i tą właśnie łagodnością zjednywał sobie nie tylko konie, ale i ludzi. Gdy to zrozumiała, Nioanh zaczęła trenować z jeszcze większym zapałem, by czym prędzej zdjąć z kuzyna brzemię coraz bliższej kariery wojskowej.

Teraz obydwoje mieli to, o czym marzyli: Nioanh była żołnierzem u boku ukochanego ojca, a Branakh mógł w spokoju zajmować się końmi. Tylko jak długo?

– Idziesz do niego? Też nie możesz przestać o nim myśleć?

– No, nie mogę – odpowiedział ze śmiechem i ruszyli razem do miasta. Milczeli. Branakh nigdy nie mówił wiele, Nioanh też nie. Nie przeszkadzała im cisza. Ale teraz coś w środku dziewczyny próbowało się wyrwać na zewnątrz. Czuła, że jeśli czegoś nie powie, to się udusi. Ale niespodziewanie odezwał się Branakh: – Chcesz go kupić, prawda?

– Chciałabym – przyznała, otwierając oczy w zdumieniu. Nie była pewna, co dziwi ją bardziej: to, że wiedział, czy że się pierwszy odezwał… – Myślisz, że to zły pomysł?

– Złym pomysłem będzie zostawienie go na wsi. Jutro wracają.

– Byłeś wczoraj jeszcze raz w mieście?

– Tak. Nie wiem, czemu – powiedział po prostu.

– U mnie będzie mu wygodnie – powiedziała od razu. – Stajnie są duże, można połączyć dwa, nawet trzy boksy, by miał więcej miejsca. Kasztanki na pewno go polubią… – Ale coś w spojrzeniu Branakha sprawiło, że zamilkła.

On się nie oszukiwał tak, jak ona. On wiedział, że ten koń nie będzie się czuł dobrze ani w stajni, ani na ogrodzonej łące… Ale wypuścić go tak po prostu? Granica była tylko pól dnia drogi stąd, a okoliczne lasy były zamieszkiwane przez trolle, dla których konina była największym przysmakiem.

– Możemy go zabrać w góry…

– Droga prowadzi blisko granicy i zabiera wiele dni – powiedziała natychmiast Nioanh, ale i ona wiedziała, że tylko tam stworzenie będzie bezpieczne, gdy wojna dotrze do ich kraju. Inaczej albo zginie, niosąc na grzbiecie żołnierza, albo za kilka lat jako obiad przymierających głodem rolników. Takie były realia… Nie raz słyszała o biedzie na wsi i o tym, do czego potrafiła ona zmusić ludzi.

– Zabierzemy go w góry – powiedział z łagodnym uśmiechem, obejmując ją delikatnie w geście pocieszenia. Nioanh kiwnęła tylko głową. Jedyne, czego teraz chciała, to móc go tam zabrać i z nim zostać… Z nim i z Branakhiem.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy