Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT TRZECI

– Ten koń się na nic wam nie zda – upierał się właściciel. Nie było w jego słowach ani złośliwości, ani nawet próby wyłudzenia wyższej zapłaty. Jego głos był szczery tak samo jak oczy. Widzieli w tych licznych zmarszczkach na jego pulchnej twarzy, że koń przysporzył mu wielu trosk, a jednak czuł do niego ogromne przywiązanie. Jednocześnie chciał się go pozbyć i zatrzymać przy sobie. Widzieli tę wewnętrzną walkę. Trochę go kochał, a trochę nienawidził. Tylko czym stworzenie sobie na to zasłużyło? – Ucieknie wam.

– Nie ucieknie – powiedział z przekonaniem Branakh.

Mężczyzna podniósł na niego żałosne spojrzenie. Branakh skojarzył się temu prostemu człowiekowi z wielkim dębem, w którego cieniu w dzieciństwie zawsze szukał chłodu, pod którym chował się, ilekroć przytrafiło mu się coś przykrego. Czuł się tam bezpiecznie. I teraz, patrząc w uśmiechniętą twarz chłopaka, który przewyższał go niemal o dwie głowy, patrząc w jego dobre zielone oczy, mężczyzna poczuł jakiś spokój. Jakby samym tym uśmiechem Branakh mówił mu: wszystko będzie dobrze, zaufaj mi.

I zaufał mu. Sprzedał białego konia, któremu nigdy nawet nie ośmielił się nadać imienia. Był on zbyt dziki i zbyt dumny, by ktoś mógł narzucać mu swoją wolę. Ciągnął wóz, ale jego czarne oczy ciskały pioruny, jakby przeklinały ten los. Ale nigdy nie był agresywny względem swojego właściciela. Mężczyzna wiedział, że uciekłby, gdyby tylko nadarzyła się okazja. Uciekał w młodości, ale wracał do matki, bo był tylko źrebakiem. Teraz już by nie wrócił.

Ostrzegł ich jeszcze raz, ale chłopak uśmiechnął się z wdzięcznością i ruszył do stajni, gdzie trzymali konia. Dziewczyna zapłaciła i pobiegła za nim.

Branakh zajrzał do boksu, gdzie biały koń stał dumnie wyprostowany i patrzył na niego wyniośle. Mierzyli się tak wzrokiem przez dłuższą chwilę, której Nioanh nie ważyła się przerywać żadnym pytaniem. W końcu Branakh otworzył boks i podszedł do konia, który nawet nie drgnął.

Nioanh spodziewała się, że Branakh jak zwykle pogładzi konia po szyi, by go uspokoić i dać znać, że nic złego go nie spotka z jego strony, że da mu marchewkę… Ale Branakh podszedł powoli, z głową równie wysoko uniesioną, co u jego przeciwnika. Tak to właśnie wyglądało z boku, jakby toczyli ze sobą jakąś walkę. Nioanh nigdy nie widziała czegoś podobnego. Branakh sięgnął do uzdy tak ostrożnie, że nawet nie musnął śnieżnobiałej sierści i przez chwilę patrzył w czarne oczy stworzenia. Potem delikatnie ale zdecydowanie pociągnął uzdę i wyprowadził konia z boksu.

Szli powoli, noga za nogą, kopyto za kopytem. Koń patrzył wprost przed siebie i tylko raz, może dwa razy Nioanh miała wrażenie, że nieznacznie przekręca głowę, by spojrzeć na Branakha. Ale kuzyn nic nie mówił, tylko szedł tak samo jak koń wpatrzony w przestrzeń. Myślał nad czymś. Nioanh znała go wystarczająco długo, by o tym wiedzieć. Jakże chciała poznać te myśli…

Z niemalejącym zdumieniem patrzyła, jak Branakh prowadzi konia prosto do jej stajni, do wysprzątanego boksu i zamyka go tam bez najmniejszego problemu czy sprzeciwu.

– Dawno nie biegałeś, prawda? – powiedział w końcu do zwierzęcia, a w jego głosie słychać było smutek. Koń patrzył na niego czujnie, ale nie ruszył się. Stał niby na baczność. – Odpocznij, jutro pobiegasz.

– Co? – spytała zdziwiona Nioanh, a koń zastrzygł jednym uchem, jakby rozumiał i jego słowa i jej reakcję.

– Musimy mieć pewność, że ma siłę biegać, nim go wypuścimy.

– Ale… On ucieknie.

– Wolałbym, żebyś nie uciekał – powiedział do konia i wszedł małą furtką do boksu. Koń nie spuszczał wzroku z Branakha, gdy ten podszedł do niego, ukucnął i przeciął powróz. Nawet kopyto mu nie drgnęło, chociaż musiał rozumieć, że już nic nie ogranicza jego ruchów. Był czujny. – Chcemy cię zabrać w góry, tam będziesz bezpieczny, gdy w kraju rozpęta się wojna – powiedział do niego cicho Branakh. Potem odwrócił się i wyszedł z boksu. – Rano cię wypuszczę…

– Ale Branakh… – powiedziała ze łzami w oczach Nioanh. – On ucieknie do lasu i trolle go rozszarpią! Nie słuchałeś, co mówił ten człowiek? On potrafi przesadzić każde ogrodzenie!

– Dawno nie skakał, na pewno wie, że może sobie zrobić krzywdę, jeśli rozpędzi się na zbyt wysoki płot. To mądre stworzenie – powiedział Branakh, uśmiechając się do konia. – Zanim ucieknie, najpierw rozrusza kości – dodał z przekonaniem.

Nioanh patrzyła to na niego, to na białego konia. Do tej pory zawsze ufała ocenie Branakha, nigdy jeszcze się nie pomylił, ale w oczach tego stworzenia widziała taką potrzebę wolności, jaką sama czuła jeszcze kilka lat wcześniej, ilekroć wracał temat jej zamążpójścia. Nie powiedziała jednak już ani słowa. Ze smutkiem w oczach spojrzała na konia.

– Nie uciekaj, proszę. W górach będziesz bezpieczniejszy – powiedziała do niego, jakby miała nadzieję, że zrozumie.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy