Tagi

, , , , , , , ,

Nauczka

[Bloodline]

Fanom Sukkubów

Nauczka - 00

 

FRAGMENT DRUGI

Maya lubiła te amerykańskie święta pełne kiczu i bezsensownych rytuałów, których znaczenia nikt nie znał, na których można było zarobić, oszukać, a nawet nieźle namieszać w czyimś życiu. Taka była Ameryka: pełna możliwości. Trzeba było tylko umieć z nich korzystać. Przez te wszystkie lata, setki lat widziała, jak ten kraj się zmienia, jak ewoluuje. Zmieniała się wraz z nim i uczyła się go.

Ludzie na starość tracą możliwość adaptacji, ostrość widzenia, zdolności szybkiego kojarzenia faktów, dlatego w pewnym momencie przestają nadążać za zmianami. Zresztą, po co szukać wśród ludzi. I pośród swoich Maya znała wielu takich, którzy uznawali tylko stare, dobre metody. Ale nie ona. Ona wiedziała, że zmiany są dobre, że trzeba się im poddać. Dlatego tak dobrze czuła się w Ameryce. Tutaj ciągle coś się zmieniało. Odrzucano stare na rzecz nowego. Nie liczono się z tym, co odeszło, bo wszystko, co cenne zostało już zaimplementowane do tego nowego…

Była bardzo zadowolona, gdy Rada wyznaczyła na jej terytorium Nowy York. To miasto było kwintesencją właśnie takiej Ameryki, jaką uwielbiała. Radość jednak prysnęła, gdy po raz pierwszy znalazła się na przedmieściach i odkryła, kto je zamieszkuje. Szczęśliwie wróciła do centrum, nim zwrócili na nią uwagę i unikała tego miejsca od tamtej chwili. Ale tym razem nie miała wyboru. Od jakiegoś czasu znikały tutaj dzieciaki. Nikt się tym zbytnio nie interesował, bo szybko wracały bez słowa wytłumaczenia, z huśtawką nastrojów i chronicznie zmęczone – czyli w stanie nieodbiegającym zbytnio od dzisiejszych norm. Maya jednak zbyt długo żyła na tym świecie, by to zignorować. Ktoś urządził sobie polowania na jej terenie i wszystkie tropy prowadziły właśnie tutaj. Kopnęła jedną z dyń, nie zwracając uwagi na oburzone spojrzenia matek eskortujących poprzebierane bachory od drzwi do drzwi.

Spojrzała groźnie na mijające ją dzieciaki, a te z piskiem uciekły na skargę do starszego rodzeństwa. Nikt jednak nie interweniował. Maya potrafiła trzymać ludzi na dystans. Ze złością zdeptała kolejną dynię, dając upust nerwom. Dzień wcześniej wysłała na ten teren swoje węże, by dyskretnie sprawdziły, co się tutaj dzieje, ale nie wróciły… Bała się najgorszego, ale nie mogła zignorować tych incydentów. Weszła więc w sam środek gniazda i czekała.

Nauczka - 02

– Kogóż ja widzę…

Maya odwróciła się czujnie, jak zawsze trochę nerwowa, gdy chodziło o kontakty z nimi…

Natali właśnie wyprowadzała na spacer swoje trzy yorki – najspokojniejsze yorki na całym świecie. Ale czego się spodziewać, gdy mieszka się z taką rodziną. Kobieta podeszła do niej powoli swoim wężowym krokiem, tak bardzo pasującym nie tylko do ubrania ze skóry węża. Pasującym do niej: do jej pociągłej twarzy o szerokim uśmiechu, do gładko zaczesanych włosów… Nawet do syczącego akcentu. Spojrzała na Mayę z wyższością jasnozielonym spojrzeniem przebiegłych oczu, a uśmiech nie schodził z jej twarzy.

Długo wytrzymała jej spojrzenie, ale w końcu Maya odwróciła wzrok i zacisnęła pięści. Poczuła się, jakby znowu była dzieckiem, a nie kilkusetletnim wampirem. Natalie zawsze tak na nią działała.

– Ktoś jest na moim… na waszym terenie – poprawiła się. Natali wpatrywała się w nią z taką intensywnością, że Maya z trudem panowała nad sobą. Chęć ucieczki walczyła w niej ze złością, którą koniecznie musiała na czymś wyładować.

– No proszę, proszę… Jakaś się stała odpowiedzialna – zaszczebiotała Natali, unosząc podbródek Mai i patrząc prosto w jej dziwne, żółte oczy. – A jeszcze niedawno byłaś zwykłym, brudnym dzieckiem, które musieliśmy przygarnąć… – Spojrzała z fałszywym uśmiechem na dzieciaki zachwycające się jej yorkami. – Och, jak wiele się od tego czasu zmieniło – dodała lodowatym tonem.

– Ja… – zająknęła się Maya, jak nigdy wcześniej przy nikim… Nawet przy Penelopie.

– A może wcale nie tak wiele – powiedziała z pogardą Natali i skrzyżowała ręce na piersi.

– Wiesz coś o tych zniknięciach? – spytała, gdy cisza zaczęła się przedłużać, a Natali nie spuszczała z niej wzroku. Maya pamiętała tę okrutną zabawę z dawnych lat. Nie wolno jej było odejść, dopóki nie domyśliła się, czego Natali od niej chce.

– Wiem o wszystkim, co dzieje się na moim terenie – powiedziała z wyższością Natali. – I będę tępiła każdego intruza – dodała, patrząc wymownie na Mayę.

– Dlatego moje węże nie wracały? To twoja sprawka! – warknęła, czując, jak robi się jej niedobrze na myśl o tym, co mogło spotkać jej przyjaciół.

– Twoje węże? One są moje, kochanieńka – powiedziała tak złowrogo, że Mai włosy zjeżyły się na karku. – I nigdy nie były twoje. Matka nauczyła cię naszej magii, ale nie zapominaj, że nie jesteś jedną z nas.

– Nigdy o tym nie zapomniałam – powiedziała, patrząc z wyzwaniem w oczy Natali. Oczywiście, że nigdy nie zapomniała. Zawsze jej o tym przypominano. Dlatego w końcu uciekła.

– Wspaniale – powiedziała ze złośliwym uśmiechem Natali. – Bądź więc tak miła i posprzątaj ten wasz bałagan, nim ja się z nimi rozprawię.

– Co masz na myśli?

– Idź do tego starego domu na wzgórzu, to się przekonasz – powiedziała z tajemniczym błyskiem w oku. – A jeśli jeszcze raz wyślesz tu swoich… przyjaciół… – Niedokończona groźba przepełniła puchar goryczy. Maya wyładowała hamowany dotąd gniew na kolejnej dyni.

– I co mi niby zrobisz? – zapytała wrogo. Źrenice jej oczu zamieniły się w pionowe kreski, a obnażone kły stały się dłuższe i przeraźliwie ostre. W Natali też zaszła zmiana, chociaż nie była tak wyraźna. Cała jej skóra połyskiwała delikatnie, jakby była wilgotna, a długi, rozdwojony język oblizał wciąż rozciągnięte w uśmiechu wargi. Yorki, dotychczas wesoło biegające po trawniku, skuliły się, czując niebezpieczeństwo. Ale poza nimi nikt nie zauważył, by działo się coś niepokojącego. Dzieci nadal radośnie biegały od domu do domu spragnione słodyczy.

– Oj, moja mała, głupia wampirzyco. Byliśmy na tym świecie, nim ktokolwiek w ogóle pomyślał o czymś takim, jak ty – powiedziała z wrogim syczeniem Natali i zrobiła pół kroku w jej kierunku.

Maya odruchowo się cofnęła. Mogła być ich wychowanką, ale prawdą było to, że nigdy nie poznała do końca możliwości rodu Naga. Jej oczy i zęby wróciły do poprzedniego stanu. Natali nie rozpocznie z nią walki pośród tylu świadków. Maya też nie mogła sobie na to pozwolić. Zresztą, obie dobrze wiedziały, że nie ma szans. Jej władza nad wężami była niczym w porównaniu z mocą Natali, a jako wampirzyca posiadała tylko podstawowe umiejętności. Mogła być dobra wśród swoich, ale tutaj…

– Grzeczna dziewczynka – szepnęła Natali i z kpiącym uśmiechem wskazała jej dom na wzgórzu. – Pośpiesz się, to może zobaczysz coś ciekawego.

Maya zaklęła pod nosem, patrząc za odchodzącą w towarzystwie trzech bardzo grzecznych yorków kobietą. Będzie musiała się zastanowić nad pozostaniem na tym terenie. Jeżeli sytuacja się powtórzy, Natali nie będzie już tak wyrozumiała, a Maya nie była w stanie z nią wygrać.

 

Nauczka - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY| 2 | 3 | OSTATNI

Reklamy