Tagi

, , , , , , , ,

Nauczka

[Bloodline]

Fanom Sukkubów

Nauczka - 00

 

FRAGMENT CZWARTY

Gdy ulice opustoszały Maya stanęła w drzwiach starego dworu. Muzyka dudniła, ale na parkiecie nikogo nie było, chociaż z zewnątrz wydawało się, że w budynku jest dziki tłum. Cokolwiek urządziło sobie tutaj… łowy, nieźle się postarało.

Poczuła znajomy zapach unoszący się w powietrzu… Źrenice jej oczu zmieniły się w pionowe, a język rozdwoił, wychwytując z powietrza związki chemiczne… O tak, znała ten zapach świetnie. Nie wiedziała tylko, kto mógł się posługiwać tymi przestarzałymi zaklęciami.

Od razu skierowała się do piwnicy. W kilku pomieszczeniach znalazła śpiące dzieci. Musieli wykraść je z domów, gdy spały, bo inaczej całe przedmieścia by ich szukały. Było też kilkoro nastolatków. Ich sen nie był tak spokojny, musieli więc być związani. Niektórzy pewnie stawiali opór, bo ściany i ziemię pokrywały rdzawe plamy.

Maya w zasadzie nie była zainteresowana zbawianiem świata. Gdyby któreś z nich nie przeżyło, też by ją to nie obeszło – taki los zwierzyny. Ale właśnie: to była jej zwierzyna, na jej terytorium. A przynajmniej w oczach Rady było to jej terytorium. Załatwianie takich spraw należało do jej obowiązków.

– No dobrze, a kogo spotkamy w pokoju numer trzy? – szepnęła i pchnęła uchylone drzwi.

Zobaczyła dwójkę nastolatków przywiązanych do krzeseł. Dziewczyna przebrana była za króliczka, chłopak ubrany był zwyczajnie. Obydwoje byli nieprzytomni i oddychali płytko, jakby byli zmęczeni fizycznie… Maya zamknęła oczy, próbując wyczuć możliwie jak najwięcej zapachów, wsłuchała się w ich tętno…

– Nic nadzwyczajnego – powiedziała ze zdziwieniem. W poprzednich pomieszczeniach znalazła kilkoro znacznie apetyczniejszych… W sensie posiłku, oczywiście.

Nie spieszyło jej się z uwalnianiem ich. W zasadzie nie po to tu przyszła. Miała się dowiedzieć, kto to zorganizował.

– Ach! Goście! – usłyszała niski, kobiecy głos.

Spojrzała w stronę odsuwającej się kotary i skrzywiła się z niesmakiem. Jeżeli współcześnie twórcy czerpali natchnienie z rzeczywistości, kreując wygląd wampirów, to z pewnością owa rzeczywistość reprezentowana była przez te bliźniaczki. Były trupioblade, z wydatnymi kośćmi policzkowymi i tak ciemnoczerwonymi ustami, że niewiele odstawały od czerni ich włosów. Ich oczy zmieniały barwę, ale zawsze były hipnotyzujące. Mel i Sue były niższe nawet od Mai, ale zdecydowanie bardziej kobiece, o wydatnych biustach i miło zaokrąglonych biodrach, doskonale podkreślonych koronkami zdobiącymi ich kuse stroje. Nic dziwnego, że setki lat temu ludzie, którzy przeżyli spotkanie z nimi, myśleli, że mają do czynienia z sukkubami. A może to właśnie od nich wzięły się te dziwne wierzenia w senne demony?

– Sukkuby – powiedziała z niesmakiem, nim zdążyła ugryźć się w język.

– Ojoj… Taka nowoczesna, a tak przywiązana do tego starego, okropnego nazewnictwa – powiedziała Sue i naciągnęła na smukłe dłonie długie koronkowe rękawiczki. Zawsze dbały o efekty.

– Po kim, jak po kim, ale po tobie spodziewałyśmy się odrobiny pomysłowości – powiedziała druga z sióstr, nawijając sobie na palec pukiel czarnych włosów.

– Czy „dziwki” brzmi wystarczająco nowocześnie? – spytała Maya i oparła się o futrynę drzwi.

– A czy „znoszona torba” brzmi odpowiednio, gdy mowa o tobie? – powiedziała ze złośliwym błyskiem w oku Sue, wciąż mając w pamięci, w jakie oślizgłe paskudztwo Maya potrafi się zmienić.

– Co robicie na moim terenie? I to bez poinformowania mnie o tym? – zignorowała tę zaczepkę.

– Mamy pozwolenie od Lil, a to chyba znaczy, że nie musimy się opowiadać takiej gadzinie, jak ty – zaszczebiotała Mel i jakimś czułym gestem pogładziła dwoje śpiących nastolatków. – Zresztą, zaraz i tak spadamy z tej dziury. Wolimy miejsca, gdzie jest mniej pełzających.

– Licz się ze słowami – syknęła Maya.

– Och jej, jaka groźna – zaśmiał się ktoś za jej plecami.

– Właśnie się zastanawiałam, gdzie się podziewa ten wasz braciszek.

Poczuła, jak nowo przybyły popycha ją, zmuszając do wejścia do pomieszczenia. Odwróciła się ze złością, ale on już zdążył zamknąć drzwi i właśnie się o nie opierał. Mimo pokrewieństwa, wcale nie przypominał swoich karłowatych sióstr. Był wysoki, jasnowłosy, z przyjemną, chłopięcą buzią o różowych policzkach. Taki słodki chłopiec, jakich Maya nigdy nie lubiła.

– Co, Penelopa jej nie poinformowała?

– Najwyraźniej nie, Frank… – westchnęła Mel i jak gdyby nigdy nic usiadła na kolanach nieprzytomnego chłopaka, tuląc się do niego.

– Dobra, gówno mnie obchodzi, kto wam na co pozwalał. Macie się stąd wynieść czym prędzej.

– A jak nie, to co? – spytał groźnie Frank.

– Inaczej zajmą się wami Naga – powiedziała, marszcząc brwi.

– I kogo chcesz oszukać? Wszyscy wiedzą, jak Naga traktują zdrajców – powiedziała Sue, ale zerknęła na rodzeństwo, szukając u nich wsparcia. Nawet oni boją się Naga – pomyślała z satysfakcją Maya.

– Wszyscy wiedzą też, jak traktują intruzów na swoim terenie – powiedziała zaczepnie, krzyżując ręce na piersiach. – Opiliście się, więc zabierajcie się stąd.

– Opiliśmy? – zaśmiał się Frank.

– Dobra, skończmy te gierki. – Słodki szczebiot Mel nagle zmienił się w chłodny, lodowaty ton, a ciemne oczy zmatowiały. – Twój teren, więc ty decydujesz, co zrobisz z tymi dzieciakami, które są w piwnicy. Nam już się nie przydadzą – powiedziała i przeszła w głąb pomieszczenia, gdzie stały flakony pełne czerwonego i białego płynu. Pierwszy na pewno był krwią. Znając preferencje tej trójki, Maya domyślała się, co było w drugim. – My bierzemy nasze zapasy i tych dwoje…

– Chyba oszalałaś, jeśli sądzisz, że pozwolę ci na zabranie świeżej przekąski.

– Oni nie są przekąską, wężowa gębo – powiedziała z rozbawieniem Sue. – Naprawdę, tyle lat służysz pod Penelopą i niczego się nie nauczyłaś?

– A was trzeba było wszystkiego uczyć? – Ale śmiech ugrzązł jej w gardle, gdy Mel odkorkowała flakon z białą zawartością. Jak każdy użytkownik magii Naga, wyczulona na zapachy Maya z trudem powstrzymała się od wymiotów. Z pewnością ta ciecz pochodziła od chłopaka, który siedział na krześle. Chociaż po chwili zaczęła wyczuwać drobne różnice…

Mel z uśmiechem na twarzy powąchała zawartość flakonu i zakorkowała go znowu.

– Udane halloween – powiedziała zagadkowo.

– Jesteście obrzydliwi.

Nikt jednak nie skomentował jej słów. Maya patrzyła, jak pakują swoje słoje i flakoniki. Nie była zdecydowana, co teraz robić. Jeżeli mieli pozwolenie od Lil, to jedyne, co mogła z nimi negocjować, to zostawienie tej dwójki. Ale z drugiej strony ona była sama, a ich było troje. Poza tym byli świeżo po posiłku…

Z tego zamyślenia wyrwały ją w końcu słowa Franka.

– Gdybyś chociaż raz znalazła kogoś, kto ma potencjał do rozwijania takiej magii, jak twoja, może Penelopa wreszcie by cię doceniła.

Maya otworzyła szerzej oczy. Dopiero te z pozoru bezsensowne słowa pozwoliły jej zrozumieć, z czego wynikała różnica między zapachem płynu z flakonu a chłopakiem. Przemienili tych dwoje! Nie miała czego negocjować.

– Lepiej zacznij sprzątać, bo kto wie, co powie Rada na taki bałagan na twoim terenie.

Maya zaklęła pod nosem. Frank miał rację. Musiała się tym zająć. Ale dokładnie zapamiętała każde jego słowo. Potrafiła się uczyć, potrafiła się dostosowywać do zmian. Znajdzie odpowiednich ludzi i ich wychowa. Penelopa będzie z niej dumna!

Nauczka - 04

***

Clary otworzyła oczy. Była strasznie głodna. Pamiętała, że Frank już ją karmił. Zaraz po tym, gdy ją przemienił… Wszystko się wtedy zmieniło.

Gdy zabrał ją z parkietu i zaczął jej wszystko tłumaczyć, nie mogła zrozumieć ani słowa. Była w takim szoku, że nawet się nie bała. I chyba nawet nie zauważyła, co się wokół niej dzieje. W pewnym momencie po prostu było po wszystkim, a jedyną myślą w jej głowie była ta, że wokół śpi tylu chłopców… Tyle krwi!

Słyszała, jak Frank się śmiał, gdy ona rzucała się po kolei na wszystkich, by spróbować choćby odrobiny od każdego z nich. W końcu podniósł ją z ziemi i z najwyższą delikatnością wytarł jej twarz i szyję z krwi. Ale jego oczy były chłodne. Tak jak jej. Wtedy zrozumiała, że jedyną rzeczą, jaką będzie od teraz czuła, jest głód. I nie myliła się. Ale istnieją różne rodzaje głodu…

Rozejrzała się po pomieszczeniu. Wcześniej stały tutaj flakoniki… Rzuciła się na nie zaraz po wejściu, ale Frank pojawił się na jej drodze, wykręcił jej ręce i przywiązał do krzesła.

– Sam? – spytała, widząc nieprzytomnego chłopaka na krześle obok.

I dopiero wtedy z całą mocą dotarło do niej, że głód jest jedynym uczuciem, jakie jej zostało. Uśmiechnęła się i z siłą, jakiej wcześniej nie miała, rozerwała więzy. Wstała i przeciągnęła się z błogim uśmiechem na twarzy. O tak. Teraz już nie będzie się zachowywała przy nim jak kretynka. Teraz będzie go miała na wyciągniecie ręki jak każdego innego. Jeśli tylko będzie tego chciała…

***

Sam obudził się, czując, jak opadają mu więzy. Spojrzał w górę, lecz zamiast Mel i Sue zobaczył Clary. Była jakaś inna… Nie patrzyła na niego z tym uprzejmym uśmiechem, tylko z chłodem pomieszanym z pożądaniem. Wszystko odeszło na dalszy plan, gdy sięgnęła do jego spodni. Głód, jaki czuł do tej pory, przerodził się w coś innego. Nie spuszczał z niej oczu, gdy usiadła mu na kolanach i wplotła palce w jego włosy. Wpatrywał się w nią, gdy wpiła się ustami w jego wargi. Ona także miała otwarte oczy. Było to spojrzenie chłodne, ale rozpalało go do czerwoności.

Zdarł z niej to okropne przebranie, nawet nie myśląc o tym, że może zrobić jej krzywdę. Clary też nie zwróciła na to większej uwagi, zupełnie jakby nie czuła żadnego bólu.

Kilka godzin wcześniej byłby zdenerwowany tym pierwszym razem, kilka godzin wcześniej nie przyszłoby mu do głowy, że mógłby znaleźć się w takiej sytuacji z Clary. Ale kilka godzin wcześniej był tylko człowiekiem. Chciał coś powiedzieć, chciał ją może nawet ostrzec, mając wciąż jakieś ludzkie odruchy, ale Clary jednym spojrzeniem sprawiła, że głos uwiązł mu w gardle.

– Cicho. Pewnie zaraz po nas przyjdą – powiedziała i uśmiechnęła się, ale jej oczy pozostały tak samo chłodne jak wcześniej. Była zachwycająca. Tak wspaniale zaspokajała jego głód. Przez te wszystkie lata z jakiegoś powodu nie dostrzegał tego, co wszyscy inni widzieli w Clary. Mel miała rację: nie potrafił patrzeć.

 

Nauczka - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY| 2 | 3 | OSTATNI

Reklamy