Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIĄTY

Każdego dnia rytuał odbywał się tak samo. Nioanh i Branakh przychodzili rano i wypuszczali go na łąkę, by robił, co chce. Z dnia na dzień koń pozwalał sobie na coraz więcej. Raz nawet pokłusował tak daleko, że nie mogli go widzieć, a mimo to nie pobiegli za nim, zupełnie jakby się spodziewali, że nie ucieknie. Chciał im utrzeć te ludzkie, wystające nosy, ale w końcu wrócił, spuszczając nieco łeb, jakby ze wstydu, że przyszło mu to do głowy. Pragnął uciec od ludzi, pragnął tego z całego serca, a jednak coś go przy nich trzymało. Wmawiał sobie, że chodzi tylko o jego słabą kondycję, o to, że nie jest jeszcze gotów, by żyć na wolności… Ale w głębi wiedział, że to coś więcej. Zrozumiał to wtedy, gdy pewnego słonecznego dnia zamiast nich dwojga, wyprowadził go ktoś inny. Był na nich tak bardzo zły, że chciał przesadzić płot i szukać ich choćby i w tym domu, który był zdecydowanie za mały na kogoś jego rozmiarów. Ale w końcu Branakh przyszedł, odprawił tego człowieka i z miną pełną skruchy przeprosił.

I wtedy, zupełnie nie myśląc o tym, co robi, zupełnie nie zastanawiając się nad konsekwencjami, odpowiedział mu:

– Martwiłem się.

Branakh otworzył swoje senne zielone oczy w zdziwieniu, ale potem uśmiechnął się i pokiwał głową, jakby był sam na siebie zły, że się nie domyślał.

– Wiedziałem, że rozumiesz, co do ciebie mówimy – powiedział w końcu, a oczy mu się śmiały.

Chociaż był zły na siebie za to, że odezwał się do człowieka, to widząc roześmianą twarz chłopaka, także się uśmiechnął i skłonił lekko łeb.

– Rozumiem aż za dobrze. Zawsze rozumiałem ludzi.

– Musiało być ciężko, skoro nigdy nie mówili tego, co chciałeś usłyszeć…

Spojrzeli sobie w oczy. Z niemałym zdziwieniem zrozumiał, że Branakh faktycznie wie, czego on pragnie, i że chce mu to dać. Bronił się przed tym od dawna, wiedząc, jacy potrafią być ludzie, ale teraz w końcu pozwolił sobie na odrobinę nadziei.

– Naprawdę mnie wypuścicie? Chociaż wasz kraj będzie potrzebował takich, jak ja, gdy dotrze tu wojna?

– Inne konie godzą się na to. Dają się oswoić – powiedział tylko Branakh i trudno było się z nim nie zgodzić. Wszystkie tutejsze konie, te trzy kasztanki, które zajmowały tę samą stajnię co on, ufały chłopakowi, chętnie niosły go na grzbiecie i przymilnie skłaniały głowy, licząc na marchewkę. Mogły nie zdawać sobie sprawy z tego, co nadciąga, ale każdy z nich był gotów pomóc, jeżeli tylko Branakh je o to poprosi. Ale on… On nie był taki, jak inne konie.

– Dają się oswoić… – zaczął z wahaniem, czy może mu to powiedzieć. Ale jeżeli nie jemu, to komu? – Dają się oswoić, bo są tylko końmi i taka jest ich natura. Ale ja nie jestem koniem.

– Nie? – zdziwił się Branakh, ale nie było w tym ani odrobiny drwiny, a tylko czyste zainteresowanie.

– Jestem jednorożcem – powiedział cichutko i spuścił łeb, czując jak zwykle wstyd przez brak rogu.

– Ach! To dlatego rozumiemy swoje słowa – powiedział z radością Branakh, zupełnie ignorując fakt, że jak na jednorożca, ten jest troszeczkę wybrakowany…

– Nie pytasz o mój róg? – nie odpuszczał jednak jednorożec. Chłopak pokręcił tylko głową i wzruszył ramionami, dając mu do zrozumienia, że to przecież nie jego sprawa.

Jednorożec poczuł, jak ściska mu się gardło. Nigdy nie doświadczył czegoś podobnego. Był dumnym stworzeniem i jeszcze nigdy w życiu nic go nie wzruszyło. Jednak pełna akceptacja w oczach Branakha, jego dobroć… Och, jaki musiał mu się wydać żałosny, gdy podszedł do niego i delikatnie, jakby nie wiedząc, czy robi to dobrze, oparł swój łeb na jego ramieniu, niezdarnie próbując się do niego przytulić. Nigdy nie sądził, że kiedyś zapragnie bliskości i to człowieka.

Nioanh nie mogła uwierzyć w to, co widzi. Obydwoje z Branakhiem mieli tego dnia ważne obowiązki i nie mogli wyjść z białym koniem na łąkę, więc robiła, co mogła, by czym prędzej załatwić swoje sprawy. Domyślała się, że Branakh też postara się szybko uwinąć i pobiegnie na łąkę, ale w najśmielszych snach nie spodziewała się, że zastanie coś takiego! Koń z niejakim onieśmieleniem podszedł do Branakha, cudem nie potykając się o własne kopyta, i oparł mu łeb na ramieniu!

– Och… – zdołała tylko wykrztusić i puściła się biegiem do nich. – Oswoiłeś go!… – zakrzyknęła, ale coś w tej scenie sprawiło, że zwątpiła w swoje słowa. Koń znowu uniósł łeb wysoko, spojrzał na nią zmieszany, potem pokręcił łbem i przemówił:

– Nie… – Chciał wyjaśnić, że nie jest oswojony, że to nie tak, że jednorożca nie da się oswoić, nawet jeśli to tak wygląda, ale Nioanh przerwała mu nagle, a jej ciemne oczy lśniły radośnie!

– Mówisz! Ty mówisz! Wiedziałam! Branakh, on mówi! Śniłam o tym, że mówi…

– Jest magicznym stworzeniem i dlatego go rozumiemy – powiedział chłopak, ale Nioanh nie widziała żadnej różnicy. Nie interesowała ją też ona. Przeskoczyła przez płot i podeszła do niego, patrząc mu prosto w oczy.

Niewola - 05

– Śniło mi się – powiedziała poważnie, zatrzymując się tuż przed nim. – Śniło mi się, że jesteś w niebezpieczeństwie i że mnie wołasz. Biegłam z całych sił, wołałam do ciebie, ale ty byłeś coraz dalej i dalej, a ja nie mogłam nic zrobić, chociaż tak bardzo się starałam.

Jednorożec patrzył na nią zdziwiony. Nioanh, zupełnie odruchowo sięgnęła do jego chrap i gładziła go tak delikatnie, jakby się bała, że stworzenie może zniknąć pod dotykiem jej palców, a on nie odsunął się, nie uciekł, tylko stał, patrząc na tę drobną ludzką dziewczynę i cieszył się, że został. Wtedy zrozumiał, że chociaż go nie oswoili, to zdołali go przy sobie utrzymać tak długo czymś zupełnie innym.

– Przyjaźń – powiedział w końcu, patrząc na Branakha. – Nie oswoiliście mnie, tylko okazaliście mi przyjaźń.

– Dla jednorożca, który rozumie nasze słowa, będzie to przyjaźń, dla zwykłych koni to troska, która oswaja – powiedział, jakby cytował jakąś mądrą księgę. Ale jednorożec zrozumiał to, co Branakh chciał mu powiedzieć. To, co odróżniało go od zwykłych koni, to zrozumienie ludzkiego zachowania, ale tak samo jak one przyjął to, co dawali ci dwoje.

– Jednorożec… Oczywiście, że musisz być jednorożcem! – powiedziała z zachwytem Nioanh i zupełnie już nie czując poprzedniej nieśmiałości, wspinając się na palcach objęła jego śnieżnobiałą szyję. – Jesteś dokładnie taki, jaki jednorożec być powinien – powiedziała, wtulając się w jedwabiście miękką sierść.

Jednorożec wzruszył się po raz drugi w swym życiu i gdyby tylko mógł, spłonąłby rumieńcem ze wstydu. Nie miał przecież rogu.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy