Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT SZÓSTY

Od tego pamiętnego dnia, gdy jednorożec przemówił do nich po raz pierwszy, pozwalali mu całe dnie spędzać poza stajnią. Towarzyszyli mu w każdej wolnej chwili, prowadzili na tor przeszkód, by nabrał wprawy w chodzeniu pod górę oraz przesadzaniu żywopłotów i pułapek, które były tam zamontowane. Pomocnicy Branakha nie mówili tego na głos, ale jeden drugiego zapewniał o tym, że chłopak stracił swój dar do koni, że ten biały dzikus – jak go nazywali – ucieknie przy pierwszej sposobności. Nie mogli zrozumieć, dlaczego najdzikszy koń, jakiego w życiu widzieli, jest puszczany luzem i całe dnie może robić, co tylko chce. Całymi porankami, popołudniami a potem wieczorem czekali na moment ucieczki i z niedowierzaniem kręcili głowami, gdy zwierzę spokojnym, dumnym krokiem wracało na noc do stajni. To nie mogło trwać w nieskończoność. Oni też znali się na koniach i wiedzieli, że niektórych nie da się oswoić.

Mieli rację. Jednorożec wcale nie czuł się oswojony. Był głęboko przekonany o swoim prawie do wolności i decydowaniu o swoim losie, a oswojenie kojarzyło mu się z niewolą. Na to nigdy by się nie zgodził. Jednak teraz już nikt tego od niego nie wymagał. Początkowo z pogardą patrzył na trzy kasztanki, a także pozostałe konie. Czuł się od nich lepszy. Ale w końcu zrozumiał, że niczym się od nich nie różni. Nie raz przez ścianę boksu słyszał rozmowy. Kasztanki nie odznaczały się wybitnym intelektem, ale nie były głupie, tylko w zrozumiały sposób naiwne w swej zwierzęcej niewiedzy. Rozumiały, a razem z nimi wszystkie inne konie, że coś złego się zbliża, że czekają je ciężkie czasy. Ale w pomocy, jaką mogły służyć ludziom, widziały szansę na lepsze życie dla siebie samych i swoich rodzin, oraz możliwość odwdzięczenia się za okazaną dobroć.

– Mieszczuchy – prychnął cichutko, ale w jego słowach nie było już tej podyktowanej wcześniejszymi doświadczeniami pogardy, jaką odczuwał na początku.

Na wsi było inaczej. Konie zmuszano do ciężkiej pracy i nikt nigdy za nic im nie dziękował. Ale teraz, gdy ze spokojem, na który mógł sobie pozwolić dzięki oderwaniu się od tamtego życia, myślał o dniach spędzonych na wsi, musiał przyznać, że i ludzie pracowali tam ciężko i nie mieli zbyt wielu okazji do radości. Tamtejsze konie były jak ich ludzie, umęczone walką o przeżycie. Tutejsze były podobne do Branakha i Nioanh, myślały o tym, co niesie przyszłość i chciały jak najlepiej się na to wszystko przygotować. A on? Kogo on przypominał z tą swoją potrzebą wolności? Nigdy jeszcze nie spotkał człowieka tak pragnącego samotności, jak on sam… A jednak, chociaż już czuł, że jest dość silny, by poradzić sobie w górach, to nie pytał, kiedy wyruszą. Po raz pierwszy chciał jakiś czas jeszcze spędzić z ludźmi. Z tymi ludźmi!

Jednak wiadomość o tym, że wyruszą za kilka dni ucieszyła go. Nioanh i Branakh odprowadzą go, bo na pograniczu każdy niczyj koń był na wagę złota.

– Pojedziecie wierzchem? – spytał, gdy Nioanh z radosnym uśmiechem oznajmiła mu, że wszystko jest już ustalone.

– Chcieliśmy, ale ludzie z dodatkowymi końmi przykuwają uwagę. Tak powinno być bezpieczniej…

– A jeśli trzeba będzie uciekać?

– Nie trzeba będzie. Świetnie strzelamy z kuszy. Wystarczy, jak ty się ukryjesz – powiedziała pewna siebie. Jednorożec już wiedział, że Nioanh była jednym z najlepszych wojowników w tej części kraju, jednak z jakiegoś powodu martwił się i o nią, i o Branakha.

– Wolałbym, gdybyście zabrali ze sobą konie…

– Ojciec mi to odradzał. Wskazał mi szlak, który jest dość bezpieczny. Tylko przez chwilę będziemy na otwartej przestrzeni, przez pozostały czas szlak prowadzi skrajem lasu.

– Mówiłaś coś o trollach – przypomniał jej zgryźliwie.

– Trolle mieszkają w głębi lasu – zaśmiała się, jakby tłumaczyła najprostsze rzeczy dziecku. – Znam te tereny. Gdy byłam młodsza, nim zaczęły się napady na pograniczu, często jeździliśmy tam z Branakhiem, gdy rodziców nie było w domu. Obozowaliśmy tam nawet raz, czy dwa. Wszystko będzie dobrze – powiedziała ciepło i położyła mu doń na jedwabiście miękkich chrapach.

Jednorożec patrzył na nią uważnie. Chciała go przekonać, uspokoić, zapewnić, że nic mu nie grozi, że im wszystkim nic nie grozi. Rozumiał jej argumenty, uznawał głos generała w tej sprawie, ale mimo wszystko bał się. Czuł gdzieś pod skórą, że droga wcale nie będzie taka bezpieczna, jak starała się ją odmalować Nioanh. Martwił się o nich. On potrafił biegać niczym wiatr, ale oni byli tylko ludźmi, groziło im znacznie więcej niebezpieczeństw niż jemu.

Próbował jeszcze przekonać Branakha, wiedząc, że chłopak w mniejszym stopniu ulega emocjom niż Nioanh. Ale ten spojrzał na niego z bladym uśmiechem i spytał tylko:

– A jakie inne wyjście mamy? – Jednorożec chciał już coś powiedzieć, ale Branakh ciągnął dalej: – Nawet jeżeli zaczniemy uciekać konno, to jeżeli do nas trafią, to niewiele to zmieni. Będziemy musieli się zatrzymać. Walki na pograniczu trwają od dawna i już wiemy, że jeźdźcy mają znacznie mniej szans niż piesi. Głównie przez konie, które są cenną zndobyczą – powiedział ze smutkiem. – Martwym można je odebrać.

– Ale ja przecież będę jechał z wami! I tak mogą nas zaatakować!

– Jeśli uciekniesz, to pogoń ruszy za tobą. Ty dasz radę uciec, widziałem, jak cwałujesz. Ale konie z nami na grzbiecie…?

Jednorożec nie powiedział nic więcej. Mieli rację. Jedynym rozwiązaniem, jakie jeszcze przychodziło mu do głowy, było zabranie ze sobą obstawy, ale na pograniczu mogłoby to zostać źle odebrane. Musieli jechać po cywilnemu, a wtedy im mniej koni, tym bezpieczniej. Może powinien zostać? Może życie w stajni nie było takie złe?

Nie, oczywiście, że nie było. Już nie myślał o nim z pogardą. Ale nie mógł też zaprzeczyć naturze. Był jednorożcem, musiał być wolny. Za długo już pozostawał w zamknięciu. Wołały go góry, wołały go lasy i łąki. Mógł ignorować to wołanie, wiedząc, że nie ma szans na bezpieczną ucieczkę, ale jak długo będzie w stanie je ignorować, gdy wie, że nic już nie ogranicza jego kopyt? Mógł teraz wyruszyć z przyjaciółmi, spędzić z nimi jeszcze tych kilka dni, pożegnać się i być w końcu wolny. Albo mógł zostać i którejś nocy zwyczajnie uciec, bez słowa… Wiedział, że nawet jego, mądrego jednorożca zew wolności w końcu poprowadzi z dala od wszelkich żywych istot. Taki był. Nie należało się dłużej oszukiwać…

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy