Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT SIÓDMY

Droga była spokojna. Obawy, jakie mieli wszyscy troje, okazały się bezpodstawne. Dni mijały leniwie, gdy spokojnym spacerowym tempem przemierzali leśny szlak, który prowadził do niewysokiego łańcucha górskiego na Ziemię od miasta. Wieczorami, gdy Nioanh i Branakh rozbijali obóz, jednorożec wędrował po lesie, nasłuchując, czy jakaś grupa trolli nie zawędrowała aż tutaj. Nigdy wcześniej nie widział trolla, ale wiedział, że go rozpozna, tak jak zawsze rozpoznawał wszystkie napotkane stworzenia. Ale zgodnie z informacjami generała, trolle nie włóczyły się po obrzeżach lasu, a czasami miał nawet wrażenie, że wyczuwa ich obecność daleko za miastem, z którego ruszyli.

Zanim zdecydował się wrócić do obozu, pozwalał sobie na slalom między drzewami, skoki przez zwalone pnie, krzaki i strumienie, a czasem gonił za leśnymi zwierzętami, po raz pierwszy w życiu czując się prawdziwie wolny.

Wrócił właśnie z jednej z tych pogoni radosnym kłusem, szczęśliwy niczym źrebię, które właśnie odkryło, że kopyta mogą służyć do skakania, gdy Nioanh podbiegła do niego i objęła mocno, mówiąc coś bez ładu i składu. Jednorożec spojrzał z pytaniem w ciemnych oczach na Branakha, gdy wreszcie dziewczyna zakończyła swoją dziwaczną przemowę niezrozumiałym: „Widzicie?!”.

Wspięła się na palcach, sięgając dłońmi do jego srebrzystej grzywy. Przy każdym ruchu jej skórzana zbroja wydawała dziwne trzeszczenie, niczym zaciągany popręg. Jednorożec przyzwyczaił się już do tego dźwięku i do jej radosnych okrzyków, chociaż nadal czuł się nieswojo, gdy gładziła go lub przytulała. Jednak z wrodzonym spokojem czekał na wyjaśnienie, co też mieli widzieć. Nioanh pewnie myślała, że grzywa mu coś zasłania, bo odgarnęła ją z jego oczu. Jakież więc było jego zdziwienie, gdy Branakh skoczył na równe nogi i podbiegł do niego, mówiąc:

– Róg! Zaczyna ci rosnąc róg! – powiedział z mieszaniną radości i zaskoczenia.

Jednorożec stał przez chwilę zupełnie nie rozumiejąc jego słów, a gdy już dotarło do niego ich znaczenie, zrobił zeza, by móc samemu zobaczyć to, o czego zajściu nigdy nawet nie marzył.

– Nie, głuptasie – powiedziała z uśmiechem Nioanh i zaczęła czegoś szukać w swoim plecaku. – Teraz zobaczysz.

Uniosła przed nim lustro, które było tak maleńkie, że z trudem mógł zobaczyć jednocześnie obie swoje chrapy. Ale było dostatecznie duże, by guz rogu, ukrywający się nieśmiało w jego grzywie, mógł wreszcie zostać zauważony przez swego właściciela.

– Ja… Ja… – Ale nie potrafił powiedzieć niczego więcej. Czy to dlatego czuł czasem obecność magicznych stworzeń zamieszkujących ten las? Czy to znaczy, że teraz będzie prawdziwym jednorożcem, że teraz każdy będzie o tym wiedział? Zadrżał na samą myśl o tym, bojąc się łowców jednorożców, o których krążyły setki przerażających opowieści, ale radość szybko odgoniła te ponure myśli. Ma róg!

– Jest taki piękny – mówiła z nieskrywanym zachwytem Nioanh.

Jednorożec rzucił jeszcze jedno pełne dumy spojrzenie w lusterko i przytaknął kiwnięciem łba.

– Gdy nabierze kształtu, będę wiedział, jaką magią dysponuję.

– Do tego służy róg? Do czarowania? – spytał Branakh, wracając do rozpalania ogniska.

– Tak. Jednorożce mają różne talenty, jakimi może obdarzać śmiertelników opiekujące się nami Bóstwo.

– Bóstwo? – spytali Nioanh i Branakh.

– Wy, niemagiczne stworzenia niewiele wiecie o strukturze Świata… – Pokręcił smutno łbem. – Magia pochodzi od Wielkich Bogów, a każdy z nich ma inne talenty. Nami opiekuje się Bóg, o którym mówimy Bezimienny.

– I jaką możesz mieć magię? – spytała Nioanh, zdejmując część swojej podróżnej zbroi, by wygodniej jej było siedzieć.

– Och, różne. Mogę mieć jakiś talent związany ze snami, albo kontrolowaniem czyjejś woli. Albo przywoływaniem czegoś…

– To na pewno coś ze snami! – powiedziała z przekonaniem Nioanh, wciąż pamiętając te realistyczne sny, w których wołał ją o pomoc.

Jednorożec przystanął na uboczu, pogrążony jednak w zupełnie innych myślach. Nigdy nie zależało mu na magii. Wiedział, że chociaż daje wspaniałe możliwości, to jest też ryzykowna. Ot, choćby ci łowcy, którzy żywcem ucinali rogi, by przejąć magię jednorożców. Bez mrugnięcia okiem oddałby każdą magię, byleby tylko móc zachować swój róg – dowód na to, że jest jednorożcem, że wiara w to, że nim jest, przez te wszystkie lata nie była oznaką szaleństwa. Po prostu zawsze o tym wiedział, nawet jeśli cały świat twierdził inaczej!

– Imię? – spytał odruchowo, słysząc ostatnie słowo w pytaniu Nioanh.

– Jak masz na imię? Znamy się już tyle czasu, a nadal tego nie wiemy – powiedziała, uśmiechając się znad ogniska.

Jednorożec podszedł do niej i zapatrzył się w ogień. Imię?

– Nie mam imienia.

– Jak to? Każdy jakieś ma.

Nioanh wpatrywała się w niego wciąż z tym samym radosnym uśmiechem, ale w oczach Branakha mignął jakiś cień. Czy imię było tak ważne?

– Jednorożce nie mają imion.

– Spotkałeś jakiegoś? – Oczy Nioanh rozszerzyły się w zachwycie, lecz mina jej zrzedła, gdy pokręcił łbem.

– Nie. Ale są rzeczy, które po prostu wiemy. Tak samo jak po prostu rozumiem wasze słowa, a wy rozumiecie moje, chociaż mówimy innymi językami. I tak samo jak od zawsze wiedziałem, że jestem jednorożcem.

– Zawsze wiedzieć, kim się jest…

Obydwoje spojrzeli na Branakha z pytaniem w oczach, nie rozumiejąc tego dziwnego westchnienia.

– To musi być coś wspaniałego – powiedział z jakąś tęsknotą. Przecież wiedział, kim jest i co jest dla niego ważne. Czemu więc słowa jednorożca sprawiły, że za czymś zatęsknił? Czego brakowało w jego życiu?

– Jesteś moim najlepszym przyjacielem – powiedziała na to Nioanh. – Obaj nimi jesteście – dodała z uśmiechem i zapatrzyła w dal, umykając do świata własnych myśli. Wszyscy troje do niego uciekli.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy