Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT ÓSMY

Las zaczął ustępować wrzosowiskom pogranicza, a szlak z każdym dniem stawał się coraz trudniejszy do pokonania, gdy łagodne równiny zamieniły się w poszarpany krajobraz wyżynny. Niebo tu było jakieś bledsze, a wiatr gwałtowniejszy. Gałązki wrzosu, usiane drobnymi kwiatuszkami, falowały niczym latający dywan, gdy wiatr ścigał się między olbrzymimi kamieniami. Gdy pierwszy raz zobaczyli te dziwne głazy, myśleli, że są to smocze jaja i przez dobrych kilka minut z niepokojem wypatrywali Smoczyc, nim w końcu zobaczyli z bliska, że są to tylko wygładzone przez wiatr granity.

– Ostatni odcinek. Teraz już cały czas będziemy na otwartym terenie. Możemy co najwyżej czołgać się między wrzosami – zaśmiała się Nioanh i uniosła głowę. Tuż nad nimi przeleciał ogromny Smok Światła. Ostatnio widywali je coraz częściej.

– Mieszkają w górach – powiedział jednorożec, patrząc w tym samym co ona kierunku.

– Coraz więcej potrafisz wyczuć. – Branakh spojrzał na przyjaciela z uznaniem.

Róg był już tak długi, że w każdej chwili mógł nabrać kształtu zdradzającego magiczny talent. Tylko jednorożec nie wyczekiwał tego momentu. Już teraz był zadowolony z rogu. Wiedział, a w zasadzie czuł to, tak jak wiele innych rzeczy, że róg pojawił się, bo wreszcie był wolny. Nie rozumiał, jak wcześniej mógł nie zdawać sobie sprawy z tego, że wolność jest aż tak ważna dla jednorożca. Nie była tylko zwykłym pragnieniem, była jego naturą. Musiał być wolny, inaczej nie mógł być sobą.

– Musimy być ostrożni – przypomniała Nioanh. – Miejcie oczy szeroko otwarte. W razie niebezpieczeństwa uciekamy. My z powrotem do lasu, ty w góry. Nikt cię tam nie dogoni – powiedziała z czułością i pogładziła jednorożca po chrapach, jak to miała w zwyczaju.

A on poczuł coś… Jakiś niepokój. Potrząsnął jednak łbem, tak było to niedorzeczne, i ruszył spokojnie za przyjaciółmi.

Nioanh opowiadała o czymś Branakhowi, śmiejąc się wesoło, chłopak także się uśmiechał. A jednorożec rozglądał się bacznie na boki, gdy to dziwne poczucie, że coś jest nie tak, wzmagało się z każdym kolejnym krokiem. Czy chodziło o to, że Nioanh zrobiła się taka rozmowna? Wiedział, że dziewczyna zagaduje smutek spowodowany rychłym rozstaniem. Widział to w jej oczach zawsze, gdy go głaskała. Ale co niepokojącego jest w czyimś smutku? Nie, to musiało być coś innego…

– Też to czujesz? – usłyszał ciche pytanie Nioanh, która nadal się uśmiechała, ale jej oczy były poważne.

– Ktoś nas chyba obserwuje…

– Coś czuję… – przytaknął jednorożec, chociaż zupełnie nie był w stanie stwierdzić, co to takiego.

– Nie możemy się ukryć. Nie ma jak. Niech to. Nie sądziłam, że napotkamy tu kogoś od razu po wyjściu z lasu… Z drugiej strony jest tu kilka świetnych miejsc obserwacyjnych… Jesteśmy jak na widelcu.

– Przed zmierzchem powinniśmy już dotrzeć między te wielkie kamienie, tam nie będziemy na widoku.

– Może powinniśmy się rozdzielić – zaczął cicho jednorożec, nerwowo stawiając kopyta. Ale gdzieś w środku, coś mu mówiło… Nie. Nigdy na nic nie jest za późno!

– Nioanh, on ma rację.

Branakh zatrzymał się i złapał ją za ramię. Nioanh patrzyła to na niego, to na jednorożca, nie mogąc zdecydować, co robić. Ona też czuła, że nie pozwolą im zbyt długo tak po prostu spacerować z koniem… z jednorożcem! Na pewno już zobaczyli róg, który lśnił w słońcu, niczym wyrzeźbiony z kryształu. Nie mogła narażać ich wszystkich. Ojciec wielokrotnie powtarzał jej, że na wrzosowiskach grasuje kilka band dezerterów, albo nawet regularnych żołnierzy w cywilnych ubraniach. Konie były na wagę złota, co dopiero jednorożce.

Przytaknęła w końcu kiwnięciem głowy, podejmując decyzję o rozdzieleniu się, ale gdy otworzyła usta, usłyszała dziwny zachrypnięty głos, mówiący z obcym akcentem.

– Proszę, proszę! Dzieci na pustkowiu! I to z konikiem. Bardzo ładnym konikiem…

Spojrzeli na przybysza, który z pyska do złudzenia przypominał korzeń selera. Wszyscy troje pomyśleli, a jednorożec był wręcz przekonany o tym, że obcy wśród swoich przodków musiał mieć jakiegoś goblina. Jego wzrost także nasuwał podobne skojarzenia, bo był tylko odrobinę wyższy od Nioanh. Zaciskał i prostował palce, jakby nie wiedział, co zrobić z rękoma, jeśli akurat nie kradnie, a jego małe oczka wpatrywały się pożądliwie w róg.

– Pewnie potrzebujecie przewodnika – powiedział wyszczerzając nieliczne zęby w parodii uśmiechu, a ton jego głosu nie zdradzał niczego dobrego.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy