Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT DZIEWIĄTY

Branakh intensywnie wpatrywał się w osobnika, który stanął na ich drodze. Obcy skupiony był na jednorożcu, ale zwracał się do chłopaka. Chociaż chwila była nieodpowiednia, z rozbawieniem pomyślał o minie nieznajomego, gdy to Nioanh mu odpowie. Gobliny, ani nikt, kto miał w sobie choć kroplę ich krwi, nie traktował kobiet poważnie.

– W lesie owszem, brakowało nam kogoś do pomocy, ale tutaj trudno się zgubić – powiedziała twardo Nioanh, co w końcu skusiło nieznajomego, by oderwał wzrok od jednorożca.

– Jakie zaczepne dziewczę. Nikt cię nie nauczył milczeć, gdy mężczyźni rozmawiają? – Wciąż się uśmiechał, ale oczy zmrużył groźnie i w końcu zdecydował się zacisnąć pięści, jakby szykował się do ataku.

– Jest niski, przeskoczę nad nim, a wy uciekajcie – powiedział w tym samym momencie jednorożec, a obcy niby za sprawą magii nie usłyszał jego słów.

– Chabeta widzę też wygadana, tak rży ochoczo – dodał obcy i zaczął tupać stopą.

Kątem oka Nioanh zobaczyła jakiś ruch w pobliżu najbliższej skały. Jeden z jego towarzyszy pewnie się tam ukrywał i coś albo go zaniepokoiło, albo skłoniło do zmiany pozycji. Nioanh także zmrużyła groźnie oczy przekonana, że tupanie było jakimś sygnałem.

W tym samym czasie Branakh i jednorożec także zobaczyli jakiś ruch znacznie dalej, przy gęstszej kępie wrzosów. Napastnicy musieli tak, jak ten tutaj być drobnej budowy, skoro zdołali się tam ukryć. Może to w ogóle była jakaś banda goblinów? W takich warunkach miały one ogromną przewagę, a przy tym były sprytne i bardzo zachłanne, nie wspominając o agresji…

– Będę mówiła wtedy, gdy najdzie mnie taka ochota, i nic ci do mojego konia – warknęła Nioanh i położyła dłoń na rękojeści miecza.

Nieznajomy zmarszczył brwi na to jawne wyzwanie, a Nioanh zastanowiła się, czy czasem nie popełniła błędu. Jej także przyszło na myśl, że mogą mieć do czynienia z bandą goblinów, a jeśli tak, to zapewne z całkiem sporą hordą przycupniętą przy ziemi w oczekiwaniu na sygnał do ataku. Gdyby tylko domyślali się z ojcem, że na pograniczu grasują nie ludzie a gobliny, wtedy zupełnie inaczej przygotowałaby tę podróż. Niestety, było już za późno… Z narastającym niepokojem wsłuchiwała się w głuchy odgłos tupania, bojąc się myśleć, co się stanie, gdy ucichnie.

– Jest ich więcej. Dużo więcej – powiedział cicho jednorożec, gdy jego nierozwinięta jeszcze magia zaczęła w końcu wyławiać spomiędzy wrzosów poszczególne istoty. – Gobliny, ponad piętnaście…

Umysł Nioanh natychmiast zaczął przetwarzać wszystkie dostępne informacje. Banda goblinów czekała na sygnał do ataku. Prawdopodobnie zdołały już ich okrążyć. Ucieczka może się nie powieść, będą musieli stawić im czoło. Ona i Branakh mieli miecze, ale jednorożec? Może je co najwyżej stratować. Ale gobliny, z racji na wzrost zwykle używają broni miotającej, więc i miecze na niewiele się zdają, gdy w szarży na jednego, dostaje się centralnie w serce od kilku innych. Ich skórzane zbroje mogą być niewystarczające do obrony przed bełtem z kuszy goblina, która zwykle ma potężny naciąg. Poza tym kto powiedział, że nie będą celować miedzy oczy, skoro żadne z nich nie miało hełmu… Trzeba uciekać zakosami. Albo zagrozić temu tutaj, w nadziei, że to on wydaje rozkazy. Nie, to na pewno nie on, gobliny gardzą mieszańcami. Poza tym są doskonale znane z tego, że cieszy je każda śmierć, nawet towarzysza. Co robić?

– Konia? – zaśmiał się w końcu obcy, zaniepokojony tym ciągłym rżeniem. Jego stopa zaczęła wystukiwać żwawszy rytm, gdy mierzył jednorożca wrogim spojrzeniem. – No niech będzie, że to koń.

Gobliny, chociaż nie były magicznymi stworzeniami, także rozumiały mowę większości żywych istot. Jeżeli więc mieszaniec posiadał ten talent, musiało w końcu zaniepokoić go to, że nie rozumie jednorożca.

Branakh, który został wyszkolony tak samo jak Nioanh, wiedział, którą drogą podążają jej myśli. Wiedział, że będą musieli w końcu zdecydować się na ucieczkę, chociaż dziewczyna z pewnością chciałaby złapać tego jednego, by coś wynegocjować, a jeśli nie, to chociaż się za nim schować. Brutalne, ale jedyne rozsądne w tych okolicznościach posunięcie, które przypadło jemu, bo stał najbliżej obcego. Czekał więc na jej znak. Nioanh tym czasem czekała na moment, w którym przeciwnik zdecyduje się zaatakować, a sam rzuci się do ucieczki. Obydwoje nie spuszczali z niego oczu, wiedząc, że dostrzegą zmianę w jego twarzy, gdy podejmie tę decyzję.

Ale obcemu nie było spieszno. Wiedział, że gra toczy się o wysoką stawkę. To nie był zwykły koń, za którego wojsko odpali standardową kwotę. To był jednorożec! Znacznie cenniejszy i zdecydowanie bardziej sprytny. Będzie się w czym pławić po skończonej robocie, byle tylko chabeta wyszła z tego cało.

Jednorożec tymczasem obserwował wrzosy, w których czaiły się coraz bardziej zniecierpliwione gobliny. Niemal sam czuł ich frustrację, gdy co i rusz jakaś obsypana fioletowymi kwiatami gałązka bujała się delikatnie, mimo iż wiatr ustał. Także czekał na znak Nioanh, w jakiś dziwny sposób wiedząc, co dziewczyna planuje.

Jednak tuż przed tym, gdy zagradzający im drogę mieszaniec w końcu zdecydował dać znak do ataku, mając nadzieję, że już wszystkie durne gobliny zorientowały się, jak cenna zdobycz na nie czeka i odgania ogonem muchy, nim Nioanh i Branakh mogli skupić się na czymś więcej niż stojący przed nimi mieszaniec, jednorożec dostrzegł większe poruszenie przy skale oraz błysk światła na grocie bełtu.

Krzyknął jak mógł najgłośniej, skoczył, by odepchnąć dziewczynę, ale nie zdążył. Mieszaniec puścił się biegiem w kierunku gór, gobliny skoczyły na równe nogi i wystrzeliły wszystkie przygotowane na nich bełty, z których połowa poleciała za tchórzem, który uciekł na widok ruszającego z miejsca jednorożca. Jednak żaden z nerwowo wystrzelonych bełtów nie trafił. Żaden, z wyjątkiem tego pierwszego. Nioanh osunęła się na kolana, kaszląc krwią.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy