Tagi

, , , , ,

Niewola

[Świat Wiedźmy]

Zuz

Niewola - 00

 

FRAGMENT DZIESIĄTY

Gobliny najpierw rzuciły się z dzikim krzykiem w kierunku jednorożca, a potem z jeszcze dzikszym wrzaskiem zaczęły uciekać na swoich koślawych, lecz diabelnie szybkich nóżkach, nerwowo naciągając w biegu kusze. Mogły być okrutne i niechętne do zorganizowanej współpracy, ale nie były głupie. Przeciwnie, były przebiegłe i spostrzegawcze, a to, co zobaczyły w oczach jednorożca, kazało im rzucić się do ucieczki.

– Wskakuj – powiedział przerażającym szeptem do Branakha jednorożec, gdy chłopak z niedowierzaniem patrzył w martwe oczy Nioanh.

Dziewczyna nie miała szansy, gdy bełt trafił ją w szyję. Prawie natychmiast zemdlała z upływu krwi, którą nie sposób było zatamować. Wykrwawiała się na jego rękach i chociaż uciskał ranę ile mógł, to pełen żłobień promień bełta sprawnie odprowadzał krew z jej ciała między jego palcami. Branakh nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Spokojny głos jednorożca wyrwał go z otępienia na tyle, że zdołał delikatnie ułożyć Nioanh na ziemi. Jej twarz była bledsza niż zwykle, ale dziewczyna wyglądała jakby tylko usnęła… Spojrzał pytająco na jednorożca.

– Wskakuj – powtórzył.

– Ale…

– Dopadniemy tego, który to zrobił. Dopadniemy je wszystkie.

Branakh wskoczył na grzbiet jednorożca i złapał się srebrzystej grzywy. Jeszcze nigdy na żadnym koniu nie pędził z taką prędkością. Jednorożec był nawet szybszy od wiatru i powietrze zdawało się nie tyle umykać przed nimi na boki, ile zupełnie znikać. Ale chłopak nie czerpał żadnej radości z tego cwału. Był skupiony na trzech goblinach, które z przerażeniem odwracały głowy w beznadziejnej próbie ucieczki. Jednorożec bez trudu uskoczył przed wystrzelonymi bełtami, jakby nie leciały, ale wisiały w powietrzu. W końcu skoczył w przód, tratując jednego z uciekających. Branakh zeskoczył mu z grzbietu i jednym ciosem pozbawił drugiego głowy. Jego nóżki jeszcze przebierały, niosąc korpus, ale padły z głośnym pacnięciem po kilku krokach. Trzeci goblin wrzasnął, ale jednorożec nadział go na swój róg, po czym zrzucił jak szmacianą lalkę. Branakh nigdy nie podejrzewał przyjaciela o takie okrucieństwo, ale w tej chwili on także nie myślał o niczym innym jak o zemście.

Jednorożec nie musiał nic mówić. Branakh natychmiast skoczył na jego grzbiet. Poczuł pod dłońmi napięte mięśnie jego szyi, a tuż przed oczami miał zakrwawiony róg, który błyszczał jakimś wewnętrznym światłem. Przez ułamek sekundy miał wrażenie, że słyszy słowa jednorożca. Były to najsmutniejsze dźwięki, jakie kiedykolwiek dopłynęły do jego uszu. Rozpacz w nich zamknięta brzmiała jak wezwanie o pomoc, o wsparcie, o naprawienie krzywdy.

Róg zaczął lśnić mocniej, gdy zobaczyli kolejne gobliny próbujące ratować się przed rozpędzonym jednorożcem. Nie miały jednak najmniejszej szansy, gdy ten biegł niczym błyskawica w czasie letniej burzy. Nawet nie próbował wyhamować, gdy nadziewał kolejnego goblina. Drugi schował się za głazem, lecz Branakh dopadł go, nim ten zdążył usiąść. Chłopak tylko jak przez mgłę rozumiał, co właśnie zrobił. On także poruszał się niczym w transie, gdzie każdy ruch był obliczony na pomszczenie Nioanh.

Nioanh… Ręce Branakha zadrżały, gdy spojrzał za siebie, tam, gdzie powinna leżeć dziewczyna… Potem spojrzał na swoje dłonie, które były czyste, chociaż właśnie zabił z zimną krwią dwa gobliny.

Przeniósł wzrok na jednorożca. W jego czarnych oczach nie było jednak wahania, które odnalazł w sobie. Były w nich łzy, które czekały na moment, gdy jednorożec w końcu dopuści do siebie uczucia. Teraz jednak jedyną rzeczą, która go interesowała, była zemsta. Bo czuł się winny. To przez niego Nioanh się tutaj znalazła.

Róg jaśniał coraz mocniej i gdy Branakh podszedł do przyjaciela, nabrał wreszcie kształtu. Wyglądał jak powróz, a przy samym czole znajdowały się jakieś dziwne wzory, jakby pismo. Chłopak jednak o nic nie pytał. Wiedział, że jednorożec czeka na niego. Wsiadł więc ponownie na jego grzbiet i zastanawiał się, czy znajdą się jakiekolwiek słowa, które mogłyby go powstrzymać. Bał się, że gdy przyjaciel otrząśnie się z tego szoku, będzie czuł się tak samo paskudnie jak on.

Ale jednorożec nie był w takim samym transie jak Branakh. On doskonale zdawał sobie sprawę z tego, co robi, i nie obawiał się wyrzutów sumienia. Wbrew temu co myśleli o nim przyjaciele, nie był łagodnym stworzeniem. Żaden jednorożec taki nie był. Rogi nigdy nie służyły jedynie do używania magii. Ta mroczna natura, którą zawsze ukrywał nawet przed samym sobą, teraz w końcu ujrzała światło dzienne. Był to ostatni element, którego brak nie pozwalał mu odkryć swojego magicznego talentu. Ale teraz już doskonale wiedział, na czym on polega.

Nim dopadli kolejną grupę uciekinierów, nad wrzosowiskiem pojawiły się trzy Smoki Światła. Branakh patrzył na te majestatyczne stworzenia, których ogromne skrzydła były niemal przeźroczyste a ich obecność zdradzało jedynie światło tańczące tysiącami kolorów na nierównej powierzchni. Żaden ze Smoków nie zwrócił na nich nawet najmniejszej uwagi, gdy potężnym płomieniem niszczył wrzosy oraz gobliny, które nie miały najmniejszej szansy uciec. Branakh patrzył na to wszystko z niedowierzaniem. Coś mu mówiło, że Smoki przybyły na to rozpaczliwe wezwanie jednorożca.

Ostatnie gobliny zostały stratowane pod kopytami i jednorożec zawrócił do miejsca, w którym leżała Nioanh, nie oglądając się za siebie ani razu.

Gdy znaleźli się przy niej, jednorożec w końcu zwrócił uwagę na Smoki, które nawet na sekundę nie dotknęły ogromnymi łapami ziemi. Skłonił łeb i przygiął kolano, dziękując im za pomoc, chociaż wiedział, że nie miały wyboru. Jego talentem było przyciąganie Światła, a zatem wzywanie każdego stworzenia, które było związane z tą magią. Smoki także skłoniły swe głowy i natychmiast odleciały, nie mając jednorożcowi za złe tego, że wydał im ten rozkaz. Dopiero gdy się oddaliły, jednorożec podszedł do martwej dziewczyny. Ukląkł przy niej z okrutną świadomością, że jednorożce nigdy nie klękają. Ale Nioanh była zbyt ważna, by zawracać sobie głowę takimi głupotami.

– Nie pożegnałem się z nią – powiedział wciąż tym samym spokojnym głosem, ale z jego oczu w końcu spłynęły łzy. Wiedział, że nie sposób doświadczyć smutku większego niż ten po stracie bliskiej osoby, nie sądził jednak, że kiedykolwiek go to spotka. Miał odejść ze świadomością, że jego przyjaciele są gdzieś tam cali i zdrowi, że zawsze może ich znowu zobaczyć. – Gdyby nie ja…

– To była jej decyzja – przerwał mu Branakh. – Byłeś jej przyjacielem i chciała mieć pewność, że będziesz bezpieczny.

– Mogłem podróżować sam. Oboje o tym dobrze wiedzieliście – powiedział ostro.

– Właśnie. Wiedzieliśmy. Nie szliśmy z tobą dla ochrony… – powiedział w końcu, zawierając w tych słowach wszystkie uczucia, jakie łączyły jego i Nioanh z jednorożcem.

– Co teraz zrobisz? – spytał po dłuższej chwili.

– Zabiorę ją do domu. Potem przejmę swoje dawne obowiązki – powiedział chłodno. – Chciałem przed tym uciec, ale ich wojna… – spojrzał w kierunku granicy. – Trzeba coś zrobić, inaczej ofiar będzie więcej.

Sięgnął dłonią do ciemnych włosów Nioanh i pogładził je delikatnie. Dziewczyna wyglądała tak spokojnie, jakby nic złego się nie stało. Jednorożec patrzył na niego ze smutkiem.

– Kochałeś ją.

Branakh jedynie skinął głową. W końcu wziął ją na ręce i ruszył spokojnym krokiem z powrotem. Jednorożec ruszył za nim. Odprowadzi ją do domu. Wolność może poczekać. Jednorożce są wierne swym przyjaciołom, jeżeli już ich mają. Nigdy nie zapominają. On też nie zapomni ani Nioanh, ani Branakha. Pożegna się z dziewczyną tak, jak powinien.

 

Niewola - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

Reklamy