Tagi

, , , , , , ,

Kryształowe wrota

[Utopia]

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT DRUGI

Dargel patrzył, jak niebo faluje tuż nad nim, zmieniając nieco barwę z błękitnej na fioletową. Wiedział, że było to efektem ruchów na powierzchni kopuły otaczającej cały jego kraj, ale lubił myśleć o tym, jak o zmianach samego nieba. Wiedział też, że to falowanie wywołuje jego frustracja. Wszyscy o tym wiedzieli. Pośród Murdów nic się nie ukryło. Każdy znał nastrój drugiego, każdy znał myśli pozostałych, szczególnie te najbardziej skryte, gdyż to one objawiały się najsilniejszymi emocjami. Murdowie uczyli się panować nad sobą, by sąsiedzi nie mieli zbyt łatwego dostępu do ich wnętrza. Ale pewnych rzeczy ukryć się nie dało. Zapytany o uczucia przyjaciel mógł nie chcieć zdradzić, kim jest jego ukochana, ale gdy tylko pojawiła się w pobliżu, gdy tylko ktoś wspomniał jej imię w rozmowie, wszystko stawało się jasne. Murdowie nie tylko potrafili czytać w myślach, oni współodczuwali. A razem z nimi współodczuwała przeźroczysta kopuła.

Dlatego Dargel schronił się w lesie. Im był dalej od rodziny i przyjaciół, tym trudniej było im poznać jego uczucia. A chociaż wiedział, że nie zdoła ukryć tego przed nimi na zawsze, to mimo wszystko chciał mieć chociaż tę namiastkę emocjonalnej prywatności. Ale wydarzenia ostatnich godzin wyniosły frustrację na tak wysoki poziom, że prawdopodobnie odczuwali ją wszyscy w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.

Przekręcił się z westchnieniem na brzuch i zamknął oczy, starając się wyciszyć umysł. Zbyt silne emocje niejednokrotnie w historii zdziesiątkowały ich lud i każdy Murd musiał nauczyć się panować nad gonitwą myśli, by osłabić targające nim emocje. Ale jak bardzo można się wyciszyć, gdy ma się dziewiętnaście lat i jest się zakochanym bez wzajemności? Jeszcze tego samego ranka miał nadzieję na szczęście. Więcej, czuł je całym sobą! Rozpierało go ono tak bardzo, że Kantala w końcu zrozumiała, że to ona jest przyczyną jego dobrego nastroju…

Tragedią Murdów było to, że nie potrafili ani kłamać, ani ignorować prawdy. Zrozumiawszy, że Dargel coś do niej czuje, Kantala nie była w stanie ukryć żalu. Chłopak odkrył, jak szybko wielkie szczęście na czyjś widok może zmienić się w ból. Kantala kochała innego…

Uderzył pięścią w ziemię, a kopuła nad nim zafalowała mocniej, zmieniając barwę na czerwoną – złość. Mógł zrozumieć wiele, ale czemu Kantala wybrała akurat Serga?!

Nagle coś błysnęło w oddali i chłopak usłyszał dźwięk łamanych gałęzi, a potem głuche uderzenie o ziemię, zupełnie jakby ktoś spadł z drzewa. Ale tak blisko? Przecież wiedziałby, że ktoś jest w pobliżu, czułby jego nastrój, słyszałby myśli zaprzątające jego umysł…

Podniósł się i ruszył w kierunku, z którego doszedł go ten dziwny dźwięk. Ze zdziwieniem odkrył, że na ziemi faktycznie ktoś leży. Powoli, trochę niezdecydowanym krokiem podszedł do nieprzytomnej dziewczyny. Kim ona była? Tak jak Murdowie miała spiczaste uszy, a jej długie, platynowe włosy nie miały co prawda zielonych pasemek, ale przez chwilę wydawało mu się, że światło słońca wydobywa z nich seledynowy odcień. Skąd mogła się tu wziąć? Nie wyczuł jej wcześniej, a przecież nawet gdyby była obca, to na kopule…

Z otwartymi ustami wpatrywał się w dziwny seledynowy wzór wiru, który pojawił się na powierzchni kopuły. Zatem była obca! Ale skąd się tutaj wzięła?! Przecież jeszcze chwilę wcześniej powierzchnia kopuły była zmącona jedynie jego złością.

– Hej. Żyjesz? – spytał, delikatnie potrząsając jej ramieniem.

Dziewczyna otworzyła oczy o jasnej, błękitnej barwie, z dziwnymi, jakby kryształowymi refleksami. Gdyby nie domyślił się tego wcześniej, teraz miałby pewność, że jest Elfem.

– Ojej, gdzie ja jestem? Boli… – powiedziała, łapiąc się za nogę.

– Chyba spadłaś z nieba…

Widząc jej nierozumiejące spojrzenie, wskazał na połamane gałęzie. Spojrzała na nie bez zainteresowania. Dargel natomiast wpatrywał się w nią, zupełnie nie mogąc się odnaleźć w tej nowej sytuacji. Nie miał dostępu do żadnej jej myśli, do nawet jednego uczucia. Dziewczyna była jakby pusta… Nie, raczej zamknięta. Jej żywa mimika, grymas bólu jasno mówiły o gonitwie myśli i burzy emocji. Tylko że Dargel nie miał do nich żadnego dostępu.

– Gdzie jestem? – spytała ponownie, siadając tak, by mniej odczuwać ból nogi.

– Na wyspie Murdów – powiedział krótko, nie przestając obserwować jej twarzy.

– Czemu mi się tak przyglądasz?

– Bo nie słyszę… Twoich myśli – wyjaśnił. – Nie wiem, o czym myślisz. Próbuję to zobaczyć w twojej twarzy…

– Co? – Tamanthel nie była pewna, czy czasem się nie przesłyszała.

– Pierwszy raz widzę kogoś obcego – starał się wytłumaczyć, zdając sobie sprawę z tego, że może powiedział coś niestosownego… – My, Murdowie…

– Ach! Tak, już wiem! – powiedziała nagle i uśmiechnęła się wesoło. – Mudrowie znają swoje myśli. U nas taki talent prawie nigdy nie występuje – powiedziała, ale przed oczami stanęły jej dwie królowe Elfów. – Jestem Tamanthel.

– Dargel – powiedział krótko. – Nie powinnaś wyleczyć tej nogi? – spytał w końcu.

– Och, zrobiłabym to, gdybym umiała.

– Myślałem, że Elfy znają różne rodzaje magii.

– Tak. Różne. Każdy zna inną. Ja potrafię przenosić się z miejsca na miejsce. To znaczy… – zająknęła się, zdając sobie sprawę z sytuacji, w jakiej się znajduje. – To znaczy taką mam magię, ale jeszcze nie umiem nad nią panować…

– Chodź – powiedział nagle i bez ostrzeżenia wziął ją na ręce.

– Co? Ej, co ty robisz…

– No… Zabiorę cię do wioski. Opatrzą ci nogę…

Tamanthel spłonęła rumieńcem, co zupełnie odmieniło jej porcelanową twarzyczkę. Jeszcze nigdy nikt nie trzymał jej w ramionach. Jako kuzynka królowej Tamanthel była traktowana w sposób wyrażający najwyższy szacunek. Nikt nie pozwalał sobie na nadmierną poufałość. Nazywano ją małą księżniczką i raczej się jej kłaniano, niż podawano rękę. A teraz to! Ale tym, co najbardziej zaskoczyło dziewczynę był fakt, że jej serce zaczęło bić szybciej, a myśli stały się chaotyczne i podejrzanie skupione wokół tego chłopaka. Na Bogów, czy to było zauroczenie?! Przecież była Elfem, nie powinna czuć czegoś takiego!

Dargel spojrzał na nią podejrzliwie. Nienawykły do przyglądania się twarzom, uznał, że dziewczyna musi źle się czuć, skoro zrobiła się czerwona na twarzy. Bez słowa przyspieszył kroku, bo jej stan mógł się pogorszyć.

Jeszcze nim zobaczyli miasto, dotarły do niego myśli jego mieszkańców i ze zdziwieniem odkrył, jak zaczęły się zmieniać pod wpływem jego przybycia. Nim dotarł do bramy miejskiej, wszyscy już wiedzieli, że ktoś obcy potrzebuje ich pomocy. Bez jednego słowa otwarto przed nim drzwi domu medyka i wskazano łóżko, na którym miał położyć dziewczynę.

Tamanthel obserwowała to wszystko z okrągłymi ze zdziwienia oczami. Nie padło ani jedno słowo, wszyscy pracowali, jak tryby doskonałego zegara, każdy wiedział, co ma robić, nikt nikomu nie przeszkadzał, nikt o nic nie pytał. Ale nie to było najdziwniejsze. To, co zaprzątało jej myśli, to fakt, że w mieście wszyscy milczeli.

– Co mi się stało? – spytała w końcu, nie mogąc znieść tej ciszy.

Medyk, starszy mężczyzna o jasnozielonych włosach, w których połyskiwały pojedyncze białe pasma, spojrzał na nią zdziwiony.

– Ach. To tylko zwichnięta kostka… Przez jakiś czas nie powinnaś chodzić.

– Nie będę… – przytaknęła.

Mężczyzna mierzył ją wzrokiem przez chwilę. W końcu uśmiechnął się i pogładził ją po głowie. Tamanthel spojrzała wystraszona na wciąż stojącego przy drzwiach Dargela, jakby miała nadzieję, że w jego spokojnej, skupionej twarzy odnajdzie odpowiedzi na wszystkie pytania. Znowu spłonęła rumieńcem. Co się z nią działo?! Przecież uczyła się o różnych ludach zamieszkujących Utopię. Wiedziała, że większość okazuje uczucia, odczuwa je znacznie intensywniej niż Elfy. Ale mimo tej wiedzy, zaskoczył ją ogrom zainteresowania, jakie wzbudziła, oraz te dziwne pocieszające gesty… Nawet jeśli z jakichś powodów wydały się jej przyjemne, to sprawiały, że czuła się nieswojo.

– Dawno nie musiałem czytać z twarzy, czy pacjent nie kłamie – powiedział medyk, widząc, jak rozgląda się ze zdziwieniem.

– Dlaczego miałabym kłamać?

– Nie wiem. My, Murdowie od dawna nie kłamiemy, bo nie da się tego ukryć… Ale inni mieszkańcy Utopii… – zawiesił głos.

– Myślałam…. – zaczęła niepewnie i spojrzała najpierw na medyka, potem na Dargela. – Myślałam, że potraficie czytać w każdych myślach… – i ponownie spłonęła rumieńcem, przypominając sobie gonitwę swoich myśli, gdy Dargel wziął ją na ręce, a potem nie odezwał się ani słowem. Poznał jej myśli?! Nie, przecież sam przyznał, że ich nie słyszy…

– Och, to nie takie proste – zaśmiał się mężczyzna. – Do tego trzeba praktyki, a jeżeli nie ma się kontaktu z obcymi…

Nie słyszał! Na pewno nie słyszał! Co za szczęście. Co by było, gdyby do zamku dotarły wieści, że Tamanthel ma tak niegodne księżniczki myśli! Kto wie, może nawet przed czasem wydano by ją za mąż!

– Możesz zatrzymać się u nas, aż wydobrzejesz – powiedział niespodziewanie medyk. – Mamy z żoną duży dom. Nasze dwie młodsze córki są pewnie w twoim wieku.

– Mam siedemnaście lat – powiedziała natychmiast Tamanthel, by wyjaśnić to… No właśnie, komu? Spuściła wzrok, zażenowana tym, że jej myśli ciągle wracają do młodego Murda, chociaż starała się jak mogła skupić na tym, dlaczego się tutaj znalazła.

– Wspaniały wiek dla młodej panny – uśmiechnęła się żona medyka, wchodząc do pokoju z jedzeniem. – Czy jesteś u nas w związku z otrzymaniem kryształu?

Tamanthel spojrzała natychmiast w ciepłe, zielone oczy kobiety. O tak. Nie musiała nawet pytać. Ona potrafiła czytać w myślach obcych. Ale nie było to wcale wścibskie przeglądanie zakamarków pamięci. Kobieta jedynie prześlizgnęła się po powierzchni jej wspomnień. Tamanthel czuła tę niezwykłą magię, której użyto, by to zrobić. Była równie ciepła jak uśmiech kobiety.

– Chyba tak – powiedziała Tamanthel z wahaniem.

– Dargelu…

– Tak? – chłopak spojrzał ze zdziwieniem na Halię. Zrozumiał jednak, że kobieta mówi na głos, by Tamanthel mogła ich słyszeć.

– Idź proszę do naczelnika. Sądzę, że należy powiadomić elfickich ambasadorów o obecności naszego gościa. Tamanthel nie miała chyba szansy nikomu powiedzieć dokąd się wybiera.

– Nigdzie się nawet nie wybierałam – zaśmiała się dziewczyna, zdając sobie sprawę z tego, że Halia lepiej rozumie sytuację, w której się znalazła, od niej samej.

Dargel spojrzał na dziewczynę. Bardzo często się uśmiechała. Murdyjki tego nie robiły. Ich uśmiechy były delikatne i zupełnie nieistotne, gdy znało się ich uczucia. Ale uśmiech Tamanthel był równie wymowny, co myśli. I udzielał się tak samo, jak cudze emocje.

 

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI

Reklamy