Tagi

, , , , , ,

Tajemnica kalendarza

[Świat Wiedźmy]

Tajemnica kalendarza - 00

 

FRAGMENT DRUGI

Gdy wreszcie znalazł się w samym centrum Rezerwatu, Norgark zrozumiał, czemu opowieści jego ludu dotyczące tego miejsca nie obfitowały w szczegóły: jego język nie posiadał słów mogących w pełni oddać urodę tego, co rozpościerało się przed oczami małego trolla. Nie wiedział, jak nazwać regularne łuki w jakie układały się rosnące bardzo wysoko nad ziemią pierwsze gałęzie starych, smukłych eukaliptusów. Nie wiedział też, jak opisać potężne sklepienie, które tworzyły kolejne gałęzie tych usadzonych w okrąg drzew, pozwalając przedostać się nielicznym tylko promieniom Słońca, malującym na twarzach przybyłych ruchome, jasne wzory. Brakowało mu słów na nazwanie ciemnozielonych liści bluszczu tworzących niesamowity ornament na pniach oraz u jego stóp. A już w ogóle nie był w stanie wyrzec nawet słowa na widok ogrów poruszających się z najwyższą delikatnością, by nie nadepnąć na żaden z listków. Jedyne na co się zdobył, to polizał wystającą spomiędzy latorośli korę, by mieć pewność, że nie znajduje się w ogromnej świątyni, którą wzniosły ręce śmiertelników… Och, bynajmniej! To były prawdziwe drzewa, które, rosnąc, stworzyły ogromną wolierę nie tylko dla ptaków, chociaż i ich przedstawiciele licznie zebrali się w koronach.

Wszyscy ustawiali się w ciszy niby z jakimś nabożeństwem w olbrzymich kręgach, tak by każdy mógł widzieć ogromny kamień, znajdujący się na samym środku. Norgark potruchtał z leśnymi elfami, by zająć dogodne miejsce, ale poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.

Odwrócił się zaciekawiony, który z sąsiadów go przyuważył, ale zamiast dorosłego trolla, zobaczył niskiego człowieka, albo dużego elfa leśnego… Przyjrzał się spiczastym uszom, które sugerowały drugą opcję, ale pięć palców u dłoni nie pasowało do czteropalczastych elfów… Jej skóra też miała jakiś dziwny połysk… Podobną widział czasami u Naga, gdy zaczynały zmieniać formę na wężową, ale przecież Naga były wyższe od ludzi. Nie mogąc więc, mimo swej ogromnej jak na trolla wiedzy, dojść do tego, z czym ma do czynienia Norgark wybałuszył uprzejmie oczy i bardzo grzecznie spytał:

– Co?

– Cieszę się, że przyszedłeś – powiedziała dziwna istota i nim się obejrzał, poprowadziła go do olbrzymiego kamienia. – Chciałybyśmy, żebyś był mistrzem dzisiejszej ceremonii.

– Eeee… – powiedział tylko, nie całkiem rozumiejąc, co się do niego mówi.

Za to bardzo wiele rzeczy czuł. Im bliżej kamienia się znajdował, tym wyraźniej wyczuwał coś… Jakąś moc! Zmrużył oczy i wtedy zobaczył, jak delikatne szare światło wydobywa się przy każdym najdrobniejszym ruchu listków bluszczu, które nieśmiało oplatały brzegi kamienia. Norgark spojrzał ze zdziwieniem w swoich dużych, brązowych oczach na prowadzącą go kobietę. Dopiero teraz zauważył, ze i od niej bije równie niezwykłe błękitne światło.

– Nie rozumiem.

– Czas. Tylko o to tutaj chodzi – szepnęła mu tak cicho, że nie był pewien, czy się nie przesłyszał. Nic mu to nie mówiło. – Przyłóż rękę, Norgarku – dodała zachęcająco.

Tajemnica kalendarza - 02

I Norgark położył dłoń na szarym kamieniu.

W jednej chwili wszystko stało się jasne. Nagle przestał być małym Norgarkiem, który pod czujnym okiem wszystkich zebranych stworzeń dotyka obrośniętego bluszczem szarego kamienia. Stał się kimś więcej. To on wypełniał sobą całą tę dziwną świątynię z drzew, to on porastał pnie eukaliptusów, ocierał się o stopy śmiertelników, wspinał się po starym ołtarzu, z którego Muzy – tak, to nie były żadne śmiertelne stworzenia, ta kobieta była jedną z Bogiń Czasu – utworzyły kalendarz. Teraz on-Norgark, on-Bluszcz będzie świadkiem przełomu kolejnych dwóch Er. I wszyscy jego-Bluszczu goście, będą patrzeć na niego-Norgarka, jak wchodzi w poczet Druidów. Został wybrany.

 

Tajemnica kalendarza - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | OSTATNI

Reklamy