Tagi

, , , , , , ,

Kryształowe wrota

[Utopia]

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT TRZECI

Tamanthel powoli wracała do zdrowia. Mieszkanie z Murdami było dla niej niezwykłym doświadczeniem. Nie mówili wiele, ale byli bardzo życzliwi. Wszyscy w miasteczku chcieli ją poznać, możne nawet obejrzeć jak jakąś ciekawostkę turystyczną, ale mimo wszystko Tamanthel nie czuła się wśród nich obco. Każdy na swój sposób starał się jakoś okazać jej sympatię, a nie było to łatwe dla ludzi, których uczucia nigdy nie wymagały żadnych słów ani innych gestów. Ale dla niej, dla Elfa była to tak ogromna dawka uczucia, że z trudem sobie z nią radziła. Czasami czuła nieśmiałe próby czytania jej myśli, ale poza Halią oraz jej mężem Jaharem, nikomu się to nie udało. Tamanthel była z tego bardzo zadowolona, gdyż jej myśli nazbyt często dotyczyły Dargela… Widziała porozumiewawczy uśmiech Halii zawsze, ilekroć chłopak przychodził ją odwiedzić. Zawsze się przez to rumieniła, co z kolei powodowało zakłopotanie młodego Murda. Halia szybko jej wytłumaczyła, że Dargel po prostu myśli, że jest to związane z gorączką…

Od tego momentu Tamanthel z większą uwagą przyglądała się wszystkim twarzom. Okazało się, że jest to znacznie lepszy sposób na porozumienie się z Murdami niż za pomocą słów. Chociaż i ich mimika była bardzo delikatna, to w końcu Tamanthel nauczyła się rozpoznawać uczucia odmalowujące się na ich poważnych twarzach. Pewnego dnia odkryła też, co znaczą dziwne spojrzenia, jakie Dargel rzucał jednej z córek Halii i Jaharema. Był rozżalony…

Siedziały właśnie w ogrodzie z Kantalą i kroiły warzywa na obiad, gdy Dargel podszedł i oparł się o biały płot. Starał się jak mógł, ale jego spojrzenie co jakiś czas uciekało do rumianej twarzyczki Kantali. Tamanthel z jakimś smutkiem pomyślała o tym, że w ogóle nie jest podobna do szesnastoletniej córki medyka. W zasadzie były chyba całkowitym swoim przeciwieństwem. Kantala po matce odziedziczyła gęste, ciemnobrązowe włosy z seledynowymi pasemkami, jej rumiane policzki i nos nie były naznaczone ani jednym piegiem, a ciemne, spokojne oczy ojca w niczym nie przypominały jasnych oczu Elfki. Była też drobna i krągła, podczas gdy Tamanthel była wysoką, szczupłą dziewczyną… I chociaż wiedziała, że to tylko przejściowe zauroczenie, to było jej przykro tak samo jakby to była jej prawdziwa i jedyna miłość. A przecież nie mogło tak być. Elfy się nie zakochują… – pomyślała ze smutkiem… Skoro obecne emocje były tylko ułamkiem tego, co czują zakochani, to strasznie wiele omijało jej lud.

– Chcesz iść na spacer?

Tamanthel wpatrywała się w groszek, który właśnie łuskała niewprawnymi rękoma, które na dodatek zaczęły dziwnie drżeć. Było jej głupio, że znalazła się akurat obok i zupełnie zapomniała, że dla Murdów wszyscy zawsze byli obok. Każdy mieszkaniec miasta mniej lub bardziej był świadkiem każdej rozmowy…

– Tamanthel?

Podniosła zamyślony wzrok.

– Słucham?

– Pomyślałem, że może chcesz pójść na spacer. Siedzisz całe dnie w ogrodzie.

– Ale… – zaczęła z wahaniem. – Jeszcze nie wolno mi chodzić…

– Mogę cię ponieść – powiedział zwyczajnie. Tamanthel zaklinała rumieniec, by znowu nie zalał jej twarzy, ale na nic się to zdało. Znowu była czerwona.

– Źle się czujesz? – zapytała natychmiast Kantala, ale Tamanthel pokręciła tylko głową.

– Ja… – zająknęła się jak jeszcze nigdy w życiu. Co się stało z jej pewnością siebie?! – Ja nie… – zaczęła mruczeć pod nosem.

Dargel przyglądał się jej przez chwilę w skupieniu. W końcu podszedł i wyciągnął do niej rękę tak, jak to zawsze robiła Solerth. I nim zdała sobie sprawę z tego, co się dzieje, Dargel wziął ją na ręce i po prostu ruszył przed siebie. I nikt się za nimi nie oglądał. Nikt, chociaż miał doskonały dostęp do myśli chłopaka, nie uznał jego zachowania za dziwne. A przecież wszyscy musieli wiedzieć, co czuł do Kantali… No tak, musieli też wiedzieć, co ona czuje do niego… I na pewno wszyscy uznali, że po prostu jest miły dla tej obcej dziewczyny ze zwichniętą kostką.

– Wiem, że las to nic ciekawego, ale Halia powiedziała, że pewnie się nudzisz tak ciągle siedząc w domu albo w ogrodzie.

– Ach… Halia… No, tak. Troszeczkę…

– Na pewno. Nie uśmiechasz się już tak często jak na początku.

Tamanthel nie wiedziała, co powiedzieć na tak prostolinijne stwierdzenie. No nie uśmiechała się, odkąd zrozumiała tę całą sytuację z Kantalą… No ale właśnie, czemu się nie uśmiechała?

– Możemy pójść tam, gdzie mnie znalazłeś? – spytała. Nagle wszystkie te troski stały się nieistotne. Nagle poczuła, że po prostu musi się tam znaleźć.

Dargel kiwnął tylko głową i ruszył w tamtym kierunku.

Tamanthel przestała zwracać uwagę na otoczenie, na to, że jest niesiona, i kto ją niesie. Nagle te dziwne uczucia uleciały. Była pewna, że tak się stanie, gdy wróci do domu, ale z jakiegoś powodu jej emocje wyciszyły się już teraz… A gdy dotarli na miejsce, zrozumiała dlaczego. Ta burza uczuć wypełniła pustkę, jaką zostawiła po sobie jej moc.

Spojrzała w górę, w miejsce, z którego prawdopodobnie spadła. Niektóre gałęzie, całkiem już zeschnięte, nadal smętnie zwisały przy grubym pniu. Ale nad nimi coś się jarzyło.

– Widzisz to? – spytała i wyprostowała nogi, chcąc stanąć o własnych siłach.

Chłopak spojrzał w tym samym co ona kierunku i zobaczył jarzący się sferyczny kształt, a nad nim seledynowy wir na powierzchni kopuły, który zawsze towarzyszył Tamanthel.

– Co to takiego?

– To moja magia… – powiedziała zwyczajnie i nim chłopak zdołał ją powstrzymać, zaczęła się wspinać po drzewie, które wcześniej próbowało ją złapać, gdy jej własna magia pozostała nad jego konarami.

– Twoja noga…

– Trochę boli – powiedziała tylko i uśmiechnęła się do niego tak samo radośnie jak wcześniej. Tamanthel wiedziała, że jeśli tylko odzyska magię, jej noga sama się wyleczy. Gdyby tylko wcześniej zdała sobie sprawę z tego, że ta przedłużająca się rekonwalescencja spowodowana jest ubytkiem w magii… Już dawno by tu wróciła!

A Dargel, widząc ponownie jej uśmiech, poczuł coś nieznanego, co objawiło się dziwnym, nieregularnym wzorem na powierzchni kopuły. To uczucie jeszcze nie miało koloru. Może to strach, że dziewczyna coś sobie zrobi? Obserwował ją uważnie, gotowy na to, by ją złapać… Ale Tamanthel wspinała się wprawnie, czując z każdym krokiem, jak ból w nodze znika. Sięgnęła ręką do jasnej niczym słońce sfery. Kryształ, który nosiła na rzemieniu oplątanym wokół nadgarstka przekształcił sferę w jasny wir, który zaraz otoczył dziewczynę. Tamanthel poczuła, jak jej moc wraca, wypełniając tę dziwną pustkę.

Ku przerażeniu Dargela zeskoczyła z wierzchołka drzewa, lecz zamiast spaść, nagle pojawiła się obok niego, pokazując mu swój kryształ, który znowu lśnił magicznym światłem.

– Wróciła! – zawołała i rzuciła mu się na szyję. Jej twarz już nie płonęła rumieńcem. Wszystkie te nonsensowne myśli zniknęły. Elfy nie muszą powściągać uczuć, po prostu z natury są mało uczuciowe. Ale zwykle też nie przytulają kogoś tylko dlatego, że się z czegoś cieszą.

 

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI

Reklamy