Tagi

, , , , , , ,

Kryształowe wrota

[Utopia]

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT PIĄTY

Kryształowe wrota, których próg przekroczyli w lasach krainy Druix, przestały lśnić. Tamanthel z ciężkim westchnieniem upadła na kolana. To było potężne zaklęcie i chyba nigdy nie zdołałaby go rzucić, gdyby nie te ogromne pokłady magii, które uciekły od niej przy ostatnim przemieszczeniu się. Gdyby nie kryształ, który je ujarzmił pod postacią tej jasnej sfery, jej moc rozpierzchłaby się po świecie… A tak mogła jej użyć, zanim kryształ ostatecznie nad nią zapanował. Nie wiedziała jeszcze, jak to możliwe, że magia w stanie dzikim jest potężniejsza niż ta ujarzmiona. W końcu jednak uda jej się wrócić do domu i wtedy nauczy się korzystać z kryształu. Teraz jednak musiała odpocząć.

– Druix? – zdziwił się Dargel, widząc nad sobą niebo nieprzesłonięte żadną kopułą, oraz słysząc ciche pieśni drzew.

Druidzi potrafili zrozumieć poszczególne słowa wszystkich roślinnych pieśni, Murdowie tymczasem jedynie czasami słyszeli cichą melodię, którą nuciły najstarsze z druidzkich drzew-opiekunów. Teraz, stojąc w samym środku druidzkiego lasu, chłopak walczył z sennym zaklęciem, które drzewa właśnie nuciły. Czy uznały ich za wrogów? Ani Elfy, ani Murdowie nie mieli żadnych zatargów z Druidami. Czemu więc ich drzewa miałby rzucać na nich czar?

Oparł się o kryształowe wrota, których magia skryła się tak głęboko, jakby i na nią działał czar uśpienia. A przecież wyczuwał, że jest jej tylko tyle, by wystarczyło na powrót do domu…

Spojrzał na Tamanthel, która już zdążyła usnąć na miękkim mchu między korzeniami drzewa. Dargel jeszcze walczył, ale jego powieki stawały się coraz cięższe i cięższe.

– Ucieczka nigdy nie jest wyjściem.

Chłopak w jednej chwili oprzytomniał i obejrzał się za siebie. Tuż za nim stała oparta o pień drzewa kobieta o białych włosach i hipnotyzujących oczach koloru złota. Na bladej twarzy igrał uśmiech, który jednocześnie przyciągał i przerażał.

– Kiedyś wrócę – zapewnił ją Dargel, zdając sobie sprawę z tego, że jej tu wcale nie ma, że uległ czarowi drzew i zapadł w sen, w którym przekonywał sam siebie… w którym toczył rozmowę wewnątrz własnej głowy. Wielokrotnie miewał takie sny w domu, tylko wtedy zwykle rozmawiał z innymi pogrążonymi we śnie Murdami. Nigdy jeszcze nie zaznał zwyczajnego snu.

Kobieta ze snu uśmiechnęła się, jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale po chwili wahania skinęła głową.

– Gdy będziesz gotowy, przyślę po ciebie – powiedziała zagadkowo. – Przez tę bramę… – Podeszła do kryształowych wrót, a te pod dotykiem jej jasnych dłoni zalśniły delikatnym światłem. – …może przejść tylko jedna osoba. Pozwól jej wrócić do domu.

Dargel spojrzał na śpiącą Tamanthel i poczuł ukłucie żalu. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że Murd może przywiązać się do kogoś, kogo myśli nie zna… Gdy znowu spojrzał w kierunku wrót, nikogo już przy nich nie było. Wiedział też, że nie śni. Drzewa szumiały zwykłą pieśń i Tamanthel w końcu się obudziła.

– Spałam? – zdziwiła się, przecierając oczy.

– Tylko przez chwilę. Ja także zasnąłem – powiedział pocieszająco.

Tamanthel spojrzała najpierw na niego, potem na wrota.

– Dokąd idziemy? – spytała w końcu, nie wiedząc zupełnie, co teraz robić.

– A wrota?

– Tylko Elfy są w stanie ich użyć. Poza tym są w samym środku lasu, raczej będą bezpieczne…

– Pozwolą ci wrócić do domu?

– Pewnie tak… – zaczęła z wahaniem.

– Nie martw się o mnie – powiedział, po raz pierwszy dokładnie wiedząc, o czym myśli dziewczyna. – Bez trudu wrócę do domu. – Ale nie umiał kłamać.

Tamanthel z uśmiechem złapała go za rękę i pociągnęła w kierunku wielkiego skupiska magii – miasta. Przecież nie spieszyli się z powrotem.

 

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI

Reklamy