Tagi

, , , , , , ,

Kryształowe wrota

[Utopia]

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT ÓSMY

Nie zdążyli niczemu się przyjrzeć. Gęsty las Druixu, łagodne zielone wzniesienia a później strome szczyty Gór Granicznych, ostre granie Gór Virdyjskich, wszystko przemknęło pod nimi, gdy w nieprawdopodobnym wręcz pędzie Smok przemieszczał się nad Utopią, jakby nie była to wielka kraina, ale malusieńki kawałek lądu. Nim zdołali cokolwiek pomyśleć, znaleźli się nad półwyspem oddzielonym tak dzikimi górami, że nawet Virdyjczycy, dla których góry były największą miłością, nie byli w stanie ich przekroczyć. Olbrzymie Jezioro Przyszłości – Nadzamcze Kryształowego Pałacu – odbijało w swej złotej tafli bezchmurne niebo, jakby wyczekując chwili, gdy coś zmąci jego równą taflę. Legendy mówiły, że wrzucony do niego kamień spada w nieskończoność, gdyż jezioro nie posiada dna, a w bezchmurną noc można dojrzeć w nim własną przyszłość.

Kryształowe wrota - 08(ilustracja autorki)

Było jednak późne popołudnie, nie noc, a Smok w niczym nie przypominał kamienia. Gdy zanurkował w jeziorze, zamiast wypatrywać dna, po prostu przeniósł się do Starego Królestwa Elfów. Z najwyższym spokojem wylądował przed kryształowym pałacem i delikatnie odstawił dwójkę śmiertelników. Potem, nie przekazując Dargelowi nawet jednej myśli, wzbił się do lotu i wrócił do Utopii, przekraczając złotą kopułę znajdującą się nad pałacem. To magiczne przejście mogli przekraczać nieliczni…

Dargel jednak nie patrzył ani za Smokiem, ani na wspaniały pałac. Ciężka, kryształowa atmosfera Podziemnego Królestwa Elfów sprawiała, że z trudem oddychał. Nie mógł na niczym skupić uwagi. Chwiał się na nogach. Nawet Elfom z talentem naziemnym ciężko było tutaj wytrzymać, co dopiero jemu. Mógł poprosić Smoka, by go zabrał ze sobą. Już w chwili przekroczenia granicy wiedział, że nie będzie mu łatwo. Ale został…

Tamanthel czuła się jednak dobrze. Zastanawiała się, jak szybko się to zmieni. Ostatnie dni w Utopii jasno świadczyły o tym, że przyjdzie jej żyć w Naziemnym Królestwie.

Pozwoliła Dargelowi oprzeć się na swoim ramieniu i poprowadziła go do pałacu. Bez trudu odnalazła salę tronową, wyczuwając w niej energię obydwu królowych – silną Lunithien i bardzo słabą moc Solerth.

– Tami! – wykrzyknęła na jej widok Lunithien, zasłaniając dłonią usta. Królowa Podziemia nie wierzyła własnym oczom. Tamanthel znalazła sposób, by dostać się do Podziemia. Odkąd okazało się, że Solerth nie może wrócić do Utopii, ani nawet przekazać informacji, obie siostry straciły wszelką nadzieję… Magia Tamanthel była potężniejsza, niż się spodziewały, ale przecież dziewczyna nie potrafiła jeszcze z niej korzystać.

– Tami? – spytała słabo Solerth. Jej oczy już nie widziały, a oddech był ciężki. Taki sam jak Dargela…

– Lunithien… Powiedz, co mam robić – zawołała z rozpaczą Tamanthel.

Królowa patrzyła na nią przez chwilę, lecz szybko odgoniła cisnące się jej na usta pytania. Były ważniejsze rzeczy do zrobienia.

– Najpierw musisz odzyskać swoją moc…

– Jej fragment został w nowych wrotach w Utopii.

Lunithien przez chwilę ważyła w myślach tę wiadomość. Nowe wrota? Pokręciła jednak głową.

– Musimy ich zaprowadzić do komnaty z wrotami. Tam jest wszystko, czego potrzebujemy.

– Tami, to ty? – spytała jeszcze raz Solerth, gdy przywołani przez Lunithien służący przybiegli z noszami, by pomóc swojej królowej.

– Tak, wasza wysokość – powiedziała do niej Tamanthel, gdy dwóch rosłych mężczyzn ujęło Dargela pod łokcie, pomagajac słaniającemu się na nogach chłopakowi dotrzeć do odległej komnaty.

– Wiedziałam, że wrócisz… – westchnęła jedynie Solerth. Tamanthel nie była w stanie powiedzieć ani słowa więcej, widząc, w jakim stanie jest jej kuzynka. Gdyby tylko wiedziała, że jej moc doprowadziła do uwięzienia jej w Starym Królestwie…

Lunithien bez słowa podała jej mały, przeźroczysty kryształ. Tamanthel wodziła wzrokiem od Solerth do Dargela. Chociaż jej myśli zajmowała przede wszystkim królowa, to Tamanthel nie mogła zignorować tego dziwnego uczucia, które do niej wróciło… Czy to dlatego, że cząstka jej magii była wciąż w Utopii? Dlatego znowu patrzy na Dargela w ten dziwny sposób?

Mały kryształ rozprysł się w jej palcach, uwalniając zamknięte w nim zaklęcie. W jednej chwili Tamanthel poczuła, jak zaczyna ją wypełniać jej własna magia. Po chwili już wiedziała, tak jak wtedy, gdy zeskakiwała z zamkowych tarasów, że magia jej nie zawiedzie. Zdoła przebudzić wszystkie uśpione wrota i kryształowe lustra. Odpokutuje to kolejnymi tygodniami osłabienia, ale uratuje Solerth i Dargela.

Dargel… Chociaż znowu czuła w sobie magię, to te dziwne uczucia na myśl o nim nie zniknęły. Czyżby to się jednak stało? Zakochała się? W Murdzie?!

Pokręciła szybko głową, nie chcąc o tym myśleć. Nie teraz.

Podeszła do uśpionych wrót i musnęła je tylko delikatnie, a kryształ na jej nadgarstku rozbłysł jasnym światłem. Solerth i Dargel zostali natychmiast przeniesieni do zamku w Naziemnym Królestwie. Obydwoje odetchnęli głęboko, nabrali kolorów, ale wciąż byli słabi. Tamanthel natychmiast wezwała służbę, by zajęła się Solerth i przydzieliła jakiś pokój Dargelowi. Gdy wydawała rozkazy, w zamku pojawiła się także Lunithien.

– Musimy porozmawiać, Tami – powiedziała w końcu, patrząc z dumą, jak kuzynka bierze sprawy w swoje ręce. To do nich dwóch, nie do zamieszkujących ambasadę w Latyndii rodziców dziewczyny, należała decyzja o przyszłości Tamanthel. Lunithien z radością patrzyła na tę młodą kobietę, która zdołała do nich wrócić zupełnie odmieniona.

– Oczywiście – powiedziała cicho Tamanthel. Była wyczerpana. Przebudzenie tylu uśpionych kryształów odebrało jej prawie całą moc.

– Twoja magia… Jest znacznie potężniejsza niż przypuszczałyśmy – powiedziała wprost Lunithien, gdy wreszcie usiadły w saloniku przylegającym do sypialni Solerth.

– Muszę nauczyć się nad nią panować… – powiedziała nieśmiało.

– Tak. Wiem. Ale, Tami, kryształowych wrót jest tak niewiele w całej Utopi dlatego, że do ich stworzenia potrzeba bardzo potężnej magii. Wszystkie, które znamy, powstały jeszcze w czasach Legendarnych Władców.

– Stworzyła je Lethia?! – spytała z niedowierzaniem Tamanthel. Lethia, Legendarna Władczyni Złotej Ery Utopii. Czy to możliwe, że miała jeden z cudownych talentów samej Lethii?

– Tak, wszystkie stworzyła Lethia, ale i jej zabrakło mocy na to, by ofiarować wrota każdej z krain. Rozumiesz zatem, jak niezwykła szansa maluje się przed tobą. Jeżeli zapanujesz nad całą swoją mocą, będziesz mogła dokończyć jej dzieło, a może nawet uda ci się stworzyć takie portale, które będą się otwierały także przed innymi mieszkańcami Utopii.

– Ależ…

– Twoja moc uśpiła je wszystkie i żaden Elf nie mógł ich otworzyć – przerwała jej Lunithien, by dokładnie wytłumaczyć kuzynce to, co za jej sprawą się wydarzyło. – Możliwe zatem, że zdołasz je także otworzyć na stałe.

Tamanthel patrzyła na Lunithien z niedowierzaniem. Mogłaby stworzyć taką bramę, która pozwoliłaby Dargelowi odwiedzać ją, gdy tylko tego zapragnie? Zarumieniła się na samą myśl o tym. Przecież było wiele znacznie ważniejszych powodów dla stworzenia bram. A jednak nie mogła sobie wyobrazić ani jednego!

Uśmiechnęła się do swoich myśli. Elfy zakochują się raz na całe życie, a niektórym nie zdarza się to nawet tak często. Ileż tracili ci, którzy ani razu w swoim życiu na nikogo nie spojrzeli w ten specyficzny, pełen emocji sposób.

– Tami, źle się czujesz? – spytała zaniepokojona Lunithien i przyłożyła jej dłoń do czoła.

Tamanthel zarumieniła się jeszcze mocniej.

– Wszystko w porządku. Jestem tylko trochę zmęczona – skłamała, bo przecież nie była Murdyjką.

 

Kryształowe wrota - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | OSTATNI

Reklamy