Tagi

, , , , ,

Poszukiwania

[Las Mori’Anth]

Poszukiwania - 00

 

FRAGMENT DWUNASTY

– Co ty mówisz? – Pierwszy odezwał się Mgiełka. Czy to znaczyło, że ten cień… No tak, był związany z Modagwen tak, jak bywają ze swymi panami związane chowańce, ale czym on był? I jak w ogóle cień może być chowańcem?

– Gunen jest specjalistką od chowańców – powiedziała Kiminoom, mrużąc oczy i podchodząc do Modagwen. – Jeżeli mówi, że masz chowańca, to tak jest… – szepnęła już milszym tonem.

– To coś złego?

Mgiełka zmrużył oczy, przyglądając się Modagwen. Chowaniec, tak, to by wiele wyjaśniało. Chowańce nie tyko służą swym panom, ale też ich chronią, dzielą z nimi myśli i doświadczenia, oraz pomagają swoją własną magią. Od czasu wizyty w kasztelańskim Kunam’Duru poglądy Modagwen zaczęły się zmieniać, jakby ktoś kierował jej myśli ku prawdzie. Umysł chowańca zawsze był silnie związany z umysłem jego pana, co doskonale tłumaczyło tę dynamiczną zmianę przekonań. Tylko jak Modagwen udało się użyć magii, nie tylko nie mając odpowiedniego przeszkolenia, ale nawet nie wierząc w nią? Jaką potężną moc kryła ta kopuła niewiary?

– Nie, w żadnym razie – powiedziała Kiminoom, przerywając głuchą ciszę opustoszałego lasu, i uważnie spojrzała Modagwen w oczy. – Tyle lat… – szepnęła do niej. – Tyle lat próbowałam coś zrobić, żebyś dostrzegła magię, żebyś w nią uwierzyła. Gdy mój ptaszek powiedział mi, że jesteś tutaj i że zaczynasz dopuszczać do swego umysłu drobne rzeczy, myślałam, że to przez podróż, że poczułaś wezwanie na zlot, jak wszystkie czarownice…

– Jakie wezwanie? – zdziwiła się Modagwen, ale nie uciekła przed wyciągniętą w kierunku jej ramienia dłonią Kiminoom.

– Piętnaście lat temu je poczułaś. Opowiadałaś mi o tym, pamiętasz? – przypomniała jej czarownica. – Uciekłaś z domu, ale cię zawrócili. Spotykaliśmy się wtedy na zachodzie – ścisnęła mocniej ramię dziewczyny. – Teraz tego nie czujesz?

– Czuję – przyznała mimo woli Modagwen. W ciemnych, zielonych oczach Kiminoom odbił się uśmiech. Pogładziła Modagwen po ramieniu, jakby chciała jej powiedzieć: no widzisz! Ale kobieta nic nie widziała. Mogła nie mieć tej samej co wcześniej pewności, ale w otaczającym ją świecie nic się nie zmieniło. Może i Kiminoom wyglądała młodziej, może na jej widok słowo „czarownica” samo się nasuwało na usta, ale nic więcej Modagwen nie widziała.

– Myślałam, że to przez Mgiełkę, przez podróż z nim, albo przez to, że jesteś blisko naszego miejsca… – powiedziała Kiminoom, jakby prowadziła dialog z myślami Modagwen. – Ale przełom musiał nastąpić w chwili, gdy go odnalazłaś. Odkąd go masz?

– Od wieczoru w Kunam’Duru – powiedział natychmiast Mgiełka. – Rozbiła tam coś…

– Cicho! – syknęła zażenowana Modagwen.

– Możemy się dowiedzieć, kim jest twój chowaniec – powiedziała z ukrywaną ekscytacją Gunam. – Ale nie tutaj. Trzeba potężnego zaklęcia, by przebić się przez magię, która cię otacza, i dotrzeć do twego umysłu. Sama go nie nie rzucę – dodała wyjaśniającym tonem. – Potrzebne są trzy wykwalifikowane czarownice.

– Zawsze trzeba trzech – westchnęła zrezygnowana Kiminoom. – Od dawna szukamy trzeciej, może czekałyśmy właśnie na Gweny?

– Nawet jeśli, to należy zająć się najpierw sprawami podstawowymi, takimi jak wprowadzenie jej do Porządku. Jak najszybciej należy też poznać jej chowańca. On pomoże rozbić tę iluzję, która ją otacza. Ale sama nie rzucę tego zaklęcia – powtórzyła dobitnie, a mała brodawka na jej długim, wąskim nosie nastroszyła się groźnie.

– Zaraz, zaraz! – odzyskała animusz Modagwen. – Jakie rzucę?! Ja się na nic nie godzę! Ja tylko odprowadzam dzieciaka! – złapała się ostatniej racjonalnej mantry, jaka została w jej rozgorączkowanym umyśle.

– I wracasz do domu? – spytała ze złośliwą nutą w głosie Kiminoom. Modagwen zawahała się. Cała pewność siebie ponownie z niej wyparowała i pozostawiła za sobą ziejącą pustką dziurę tęsknoty. Nie chciała wracać. Chciała poznać świat, chciała się przekonać, czym jest to, co wszyscy nazywają magią, i czemu tylko ona jej nie dostrzega. Jeżeli nie mogła tego doświadczyć, chciała to chociaż zrozumieć. Ale nie odważyłaby się na samotną podróż. Mgiełka mógł być dzieckiem, a przynajmniej tak myślała, ale czuła się pewniej w jego towarzystwie. Zwariowałaby, gdyby musiała przez cały ten czas być sama. Nawet w wiosce, jako dziwaczka nie była sama. Zawsze ktoś był obok…

– A co mam robić? – spytała smętnie.

– Chodź z nami, poznaj nasz świat, a potem decyduj – powiedziała uroczystym tonem Gunam.

Modagwen spojrzała na Mgiełkę, jakby szukała u niego odpowiedzi na jakieś ważne pytanie, ale on jedynie wzruszył ramionami. No tak, w końcu był tylko żywiołakiem, co on wiedział o życiu czarownic?

Gunam uśmiechnęła się do siebie. Walka wewnętrzna Modagwen, dialog, który odbywała w myślach, sprawił, że cień, który widywał żywiołak, pokazał się także przed jej czujnym wzrokiem. O tak, Modagwen miała chowańca o bardzo dzikiej naturze, a to, co nie pozwalało jej widzieć magii, sprawiło, że to stworzenie nie przybrało cielesnej formy tak, jak powinno, tylko skryło się w jej umyśle. Nie pozostało jednak nieme. Kimi, a także Mgiełka, o czym Gunam nie mogła wiedzieć, mieli rację: chowaniec musiał drążyć umysł młodej czarownicy, wlewając w nią zwątpienie co do obrazu świata, jaki miała. Robił wszystko, by przełamać barierę, która odgradzała ją od rzeczywistości. Gunam nie mogła się doczekać, by odkryć, czym on był.

– Jesteś czarownicą – powiedziała w końcu Kiminoom, ujmując Modagwen za rękę. – Przebyłaś długą drogę pod pretekstem znalezienia mnie, by dotrzeć aż tutaj. Nie było nikogo, kto poprowadziłby cię piętnaście lat temu, magia zadbała o to, byś odnalazła swoich teraz. Raz na piętnaście lat spotykamy się wszyscy i tylko raz na piętnaście lat masz okazję, by znaleźć wszelkie odpowiedzi – powiedziała z naciskiem, a jej palec delikatnie dotknął amuletu, który Modagwen miała na szyi.

– Ale… – Przerwała, gdy znaczenie tych słów przebiło się przez jej umysł. Kiminoom znała pytanie, które dręczyło Modagwen przez całe jej życie. W końcu co by nie mówić, znały się od dawna. Stara czarownica poświęcała jej dużo uwagi, chcąc dociec, co sprawiło, że Modagwen nie ma w sobie nawet odrobiny wiary. Wiedziała też, co jest dla niej ważne. A teraz Modagwen poznała odpowiedź na dręczące ją od dawna pytanie. Zacisnęła dłoń na wisiorze. – On tam będzie, prawda? Mój ojciec też będzie między wami.

Kiminoom skinęła głową, uśmiechając się przyjaźnie. Modagwen w końcu zaakceptowała prawdę. Teraz musi tylko ją dostrzec. Ruszyły dalej we trzy po łagodnym zboczu Huntnei.

– A o żywiołaku to wszyscy zapominają – mruknął pod nosem, idąc za nimi, Mgiełka. Pójdzie tak daleko, jak tylko pozwoli magia czarownic. Potem poczeka. W końcu i on odnajdzie swoją odpowiedź: sposób na spłacenie długu u starej Kiminoom. Nie mylił się tamtego dnia. Nawet nie wiedząc, że Modagwen jest czarownicą, był pewien, że tylko ona da radę mu w tym pomóc.

– O żywiołakach, psach, osłach i chowańcach. Co poradzisz, takie życie – ćwierknął mu do ucha gil i poleciał wysoko, ignorując te irytujące babskie pogaduchy.

 

Poszukiwania - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI

Reklamy