Tagi

, , , , ,

Czar

[Świat Wiedźmy]

Czar - 00

 

FRAGMENT DRUGI

Piekący ból był niewyobrażalny. Zupełnie, jakby w jej żyłach płynęła nie krew, a rzeka lawy. Rzucała się niczym w agonii z chmury na chmurę, nie wiedząc nawet, z której strony nadleciały strzały. W końcu, wijąc się z bólu, spadła na ziemię, łamiąc i tratując drzewa. Ale nawet ten upadek był mniej bolesny od uczucia setek rozżarzonych pręcików wędrujących po całym jej ciele, coraz to nowymi falami od pachwin, nozdrzy i czoła – najdelikatniejszych miejsc na ciele Smoka Powietrza. Po co leciała nad tym przeklętym kontynentem? Mogła wylądować, gdy tylko przeleciała nad ciemnymi wodami Morza Krasowego. Ale dała się ponieść tej niezwykłej magii powietrza, czując pod łapami miękkie obłoczki i delikatne muśnięcia wiatru na całej długości wężowego ciała. Uczucie to było niepodobne do niczego innego, czego doświadczyła w życiu. Było tak cudowne, że zapomniała o wszystkim. Zapomniała o tym, dlaczego niebezpiecznie jest być Smokiem. Teraz za to zapłaciła.

Starała się być cicho, ale ból wyrywał jej z gardła rozdzierający powietrze jęk. Zwierzęta z lasu rozbiegły się we wszystkich kierunkach po drżącej od upadku wielkiej bestii ziemi, a ptaki wzleciały wysoko. Benikaon zamknęła oczy, czując, jak napływają jej do nich łzy. Czuła pod wrażliwymi nawet na najdrobniejsze ruchy powietrza łapami drżenie ziemi. Zbliżało się do niej wiele stworzeń. Czy to byli ci, którzy do niej strzelali? Jak daleko byli? Jak długo szli? Jak długo ona tu leżała, walcząc z omdleniem… Walcząc z magią, nad którą nie do końca panowała.

Poczuła dziesiątki sięgających do niej małych rączek.

Ha… Wszystkie rączki są teraz małe – pomyślała gorzko.

Poczuła, jak unosi się delikatnie nad ziemią. Do jej ukrytych pod ciemnymi łuskami uszu dochodziły jakieś dziwne rozmowy. Nie była pewna, które z nich są realne, a które powstały w jej zmąconym bólem umyśle. Mówili coś o wydłubywaniu jelit przez nos i wiązaniu na nich supłów – to na pewno jej się przyśniło. Kto tak w ogóle mówi?

Czuła, jak jej długie, wężowe ciało ociera się o chropowatą powierzchnię drzew; jak ci, którzy ją niosą, potykają się o kamienie, przez co tarła brzuchem o ziemię; jak zahacza wciąż rozłożonymi skrzydłami o gałęzie drzew, wywołując tym na zmianę salwy śmiechu i gorzkie przekleństwa. Spróbowała je złożyć, ale tkwiące głęboko w ciele strzały i ból, jaki się od nich rozchodził uniemożliwiły jej to. Przestała się starać, poddając się niosącym ją stworzeniom, cokolwiek chciały z nią zrobić. I kimkolwiek były, bo przez łzy nie rozróżniała niczego poza kształtami.

W końcu zrobiło się ciemno: znalazła się w podziemnym tunelu. Widziała już podobne konstrukcje… Nic dziwnego, że się tu zmieściła. Smoki Ziemi mogły być mniejsze od niej, ale były z kolei zacznie bardziej masywne. Nawet na wpół rozłożone skrzydło bez trudu mieściło się w tych starych korytarzach. Tylko kto je zamieszkiwał po tym, gdy wszyscy prawowici mieszkańcy zostali zabici…?

– Na kij pysk żeś przyniósł tu to ścierwo? – burknął ktoś tuż przy jej uszach.

– Stul pysk, rosochata dupo, i popylaj po mazidła. Mamy jeszcze robotę z zacieraniem śladów, bo to skrzydło tylko nałamało gałęzi po drodze.

– Było zostawić paskudę…

– Stul pysk, mówię! – krzyknął ponownie do gbura ktoś młodszy. – Ludzie na niego polują i taki pindol, jeśli myślisz, że im go oddam – dodał wulgarnie i splunął prawdopodobnie na rozmówcę.

– Ty tak nie szarżuj z pindolem, bo jeszcze go przedwcześnie stracisz, a ja czekam wnuków – odpowiedział stary.

– A niech cię poskręca od czekania, capi zadzie. Było samemu więcej chędożyć, to może byś się czego doczekał.

– Jak ci pysk obiję, to skończysz te swoje…

– Żebym ja ci czegoś nie obił!

Rozmówcy doskoczyli do siebie i poczuła, jak zaczęli ciskać sobą o ściany. Chciała coś powiedzieć, przerwać tę bójkę, przeprosić i uciec, chciała, by przestali, bo jej wrażliwe ciało odbierało najdrobniejsze drgania ziemi spod ich stóp, nasilając tylko ból, który czuła w całym ciele. Ale gdyby nawet nie zabrakło jej siły w płucach, gdyby jej cichy ryk nawet wydobył się z pyska, to zniknąłby w radosnym jazgocie gapiów. Gdzie ona się znalazła?

– I jak jeszcze raz będziesz pyskował – odezwał się, ciężko dysząc, młodszy, nie okazując najmniejszego szacunku ojcu – to przysięgam, wyrwę ci ten paskudny jęzor i wsadzę…

Po tych słowach na szczęście zemdlała.

 

Czar - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI | BONUS

Reklamy