Tagi

, , , , ,

Czar

[Świat Wiedźmy]

Czar - 00

 

FRAGMENT TRZECI

Rzeka lawy zamieniła się w lodowaty górski potok, a jej ciałem wstrząsały dreszcze. Chłód okazał się jednak kojący. W końcu zapadła w głęboki, spokojny sen. Ponownie leciała wysoko ponad chmurami, ścigając się z wiatrem, nurkując ku wzburzonemu morzu i pędząc slalomem między drzewami. Ten lot nie skończył się tak katastrofalnie. Tym razem miała postawić trzy pary szponiastych łap na ziemi i ruszyć bezpiecznie dalej, dokądkolwiek zapragnie. Pod czujnym wzrokiem…

Jakiś niepokój wyrwał ją ze snu. Jej ciało wciąż było obolałe, ale mogła swobodnie się poruszać. Otworzyła nieznacznie oczy, by zobaczyć, gdzie się znajduje. Ciemność ogromnej jaskini, w której bez problemu zmieściłaby się cała rodzina Smoków, rozpraszało jedno ognisko. Na jego widok poczuła ogromne pragnienie. Rozejrzała się na boki, w poszukiwaniu jakiegoś dzbana… Wiadro stało pod jedną z odległych ścian. Podczołgała się do niego i zaczęła pić łapczywie.

Z wodą przypłynęły setki myśli, wspomnień z lotu, z upadku i tego, co wydarzyło się później. Te małe stworzenia… Pamiętała wszystko jak przez mgłę, ale była niemal pewna, że do tych starych legowisk Smoków Ziemi przyniosły ją gobliny. Nigdy wcześniej nie miała z nimi nic wspólnego, ale nie dało się ich pomylić z żadnymi innymi stworzeniami. Ten wulgarny sposób wyrażania się, silne ręce i nienawiść do ludzi… Tak, pamiętała, że uratowały ją dlatego, że powaliły ją ludzkie strzały. Ale jeśli tak… To powinna czym prędzej stąd uciec. Zanim się zorientują…

Z cienia wyszły trzy gobliny, patrząc na nią wrogo. Nic dziwnego, że ich nie zauważyła. Jej wzrok mógł być doskonały, ale w obecnym stanie jej percepcja zawodziła. Rozejrzała się nerwowo na boki, ale wyjście musiało być w tych ciemnościach, z których wyłonili się gospodarze. Nie było ucieczki, musiała kombinować. Położyła dłoń na wiadrze i czekała.

– To ja tu myślę, że ratuję Smoka… – zaczął jeden z goblinów podchodząc bliżej. – Pakuję w niego kilkumiesięczny zapas mazideł, a tu taka niespodzianka. Powiedz mi, jesteś Smokiem, który udaje elfa, czy elfem, który zamienia się w Smoka.

Benikaon nerwowo zerkała po ich dziwnych twarzach. Wiedziała, że gobliny nie są zbyt urodziwe, ale nie sądziła, że wyglądają jakby pozlepiano je z ziemniaków. Widziała jednak też inne rzeczy: miały silne ręce i nogi, a kompulsywne zaciskanie dłoni w pięści świadczyło o agresji i zniecierpliwieniu. Groźnie zmarszczone brwi nadawały ich twarzom dzikiego wyrazu, ale oczy były czujne i inteligentne. Gobliny były niebezpieczne i Benikaon poczuła, jak pod samym ich spojrzeniem budzi się w niej strach. Ale jej śniada twarz pozostawała niezmieniona. Była elfem, spokój był jej naturą.

– Kimkolwiek jestem – zaczęła spokojnym głosem i odgarnęła z twarzy ciemne włosy gestem mówiącym, że czuje się pewnie w tej dziwnej sytuacji. – Wiecie, że mogę przybrać drugą formę, a wtedy niewiele zostanie z was i waszej kryjówki.

Goblin, który uważnie śledził jej ruchy wykrzywił usta w złośliwym uśmiechu. On też miał dobry wzrok, a ponadto świetnie widział w ciemności. To stworzenie, czymkolwiek było, nadal nie odzyskało sił, nienaturalne ruchy rąk wynikały z bólu, który wciąż czuła… Ani w tej postaci, ani jako Smok nie da rady całemu plemieniu. On jednak także nie życzył sobie kłopotów. Pieszy oddział już przeczesywał okolicę, a walka na dwóch frontach nie przyniesie niczego dobrego.

– Tak dziękujesz nam za ratunek? – zaczął, licząc na to, że spuści z tonu i szybko da mu odpowiednie informacje.

– Dziękuję odpowiednio do sytuacji, w jakiej się obecnie znajduję – powiedziała i sztywno skinęła głową w geście podziękowania. – Czy zamierzacie mnie więzić?

– Jeżeli jesteś Smokiem, zamierzamy cię ochronić przed ludźmi i ich popychadłami. Jeżeli jednak jesteś elfem, to z chęcią oddamy cię w ich ręce, mówiąc, w jakim stanie cię znaleźliśmy.

Benikaon rozważyła w myślach jego słowa. Jeżeli ci ludzie… Ci, którzy do niej strzelali, dowiedzą się, że przyjmuje postać Smoka, nie będą zadawać żadnych pytań. Benikaon wiedziała, że ludzie wydali wojnę Smokom na całym Świecie, a tutaj, na kontynencie Ziemi już prawie ją wygrali. Zabiją ją z zimną krwią. Czy zatem powinna okłamać gobliny?

– Jestem Smokiem – powiedziała krótko.

– Nie wierzę ci – usłyszała w następnej chwili. Nim zdążyła cokolwiek zrobić, dwa milczące do tej pory gobliny podbiegły i wykręciły jej ręce do tyłu. Obolałe ciało zaprotestowało i Benikaon padła na ziemię, nie dając rady siedzieć w takiej pozycji, jaką jej próbowano narzucić. – Widzisz, tak się składa, że mam gdzieś Smoki, ale ludzie bardzo mnie interesują. I chociaż z chęcią bym się pozbył takiej kłamliwej suki jak ty, to prędzej powieszę się na drzewie za jaja, nim oddam im to, czego pragną. Rozumiesz mnie?

Benikaon ze łzami w oczach kiwnęła głową. Gobliny nawet nie musiały używać siły, by ją zranić, wystarczyło, że przytrzymywały jej ręce w tej niewygodnej pozycji. Nawet wróciwszy do swojej postaci czuła ból od ran zadanych Smokowi… Miała nadzieję, że wraz z formą Smoka znikną też rany, które zadano w miejscach, których jako elf nawet nie posiadała, ale tak się nie stało.

– W normalnych warunkach – kontynuował goblin tuż przy jej uchu – kazałbym ci odpracować dług, jaki masz u nas, ale ciężko mi zaufać komuś, kto tak bezczelnie mnie oszukał, będąc zdanym na moją łaskę. Dlatego wyniesiesz się stąd, a w ramach podziękowania nie piśniesz nawet słowem o tym, gdzie mieszkamy. To chyba wystarczająco uczciwa oferta nawet jak na wasz gatunek, co?

– Tak… – wyjąkała, bojąc się myśleć, jak wygląda uczciwość goblinów.

– Świetnie. Puśćcie ją. Nasz gość już wychodzi.

Gobliny oswobodziły jej ręce. Benikaon objęła się nimi, dociskając dłonie do obolałych pach. Spojrzała na goblina, który czekał, by wstała.

– A gdybym powiedziała, że jestem elfem? – spytała, nie mogąc przestać myśleć o tym, że skłamała, by ratować swoje życie, a i tak na niewiele się to zdało.

– Wtedy zawisłabyś na jednym z drzew – powiedział z radosnym uśmiechem.

– Ale… – zaczęła oniemiała Benikaon.

– Kodeks goblinów mówi jasno: jeśli ktoś nie zrobi wszystkiego, by przetrwać, nie zasługuje na to, by żyć. No już, idziemy.

Ruszyli korytarzami, a Benikaon nie mogła uwierzyć w to, jak wiele miała szczęścia.

 

Czar - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI | BONUS

Reklamy