Tagi

, , , , ,

Czar

[Świat Wiedźmy]

Czar - 00

 

FRAGMENT SZÓSTY

Benikaon wciąż przyglądała się bladej twarzy Sinauga. Była pewna, że odwróci się od niej, że ją tu zostawi na pastwę jednej ze stron konfliktu, bo powiedziała zbyt wiele… Bo, niemal nic nie wiedząc o jego życiu, osądziła go. Bała się tego, bo był pierwszym elfem, którego spotkała odkąd uciekła przed ludźmi Romay. Po raz pierwszy odkąd posiadła magię, poczuła tę szczególną więź, która kazała jej braciom zawsze wracać do domu: magiczną więź z kimś takim, jak ona. Nie chciała tego stracić, ale to właśnie magia, która ich łączyła, kazała jej powiedzieć wszystkie te okrutne słowa, przypomnieć mu, kim jest, odnaleźć tę cząstkę siebie, dzięki której wiedziałby, jak należy postępować.

Nie mogła już cofnąć tych słów. Musiała przyjąć ich konsekwencje, nawet jeśli będą równie bolesne co chłodny wzrok mężczyzny.

Ale Sinaug w końcu oderwał od niej oczy i wbił spojrzenie w ziemię. Usiadł na zwalonym pniu, odrzucając krótki ludzki miecz na bok i jednym tym gestem mówiąc więcej, niż gdyby wypowiedział setki słów.

Wojna trwała dłużej, niż on żył na Świecie. Lepiej, niż niejeden człowiek wiedział, co ją zapoczątkowało: zniknięcie Wielkich Demonów. Ale gdy nie było już powodu do strachu, ludzie pozostali z ogromnym gniewem i nienawiścią do tego, co Demony po sobie zostawiły: Smoków, które na ich wezwanie niszczyły wszystko, co stało na drodze. Sinaug pamiętał opowieści o tym, jak bez żadnego powodu, bez zapowiedzi, pod Niebem pojawiał się Smok Ognia i palił żywcem las i jego mieszkańców; jak Smoki Wody wychodziły z rzek i jezior, i rozrywały na strzępy niewinne istoty. Pamiętał historie o Smokach Ziemi, które drążyły tunele pod miasteczkami, a te zapadały się, grzebiąc żywcem niewinne ofiary.

Czemu Smoki pozwalały sobą tak kierować pozostało tajemnicą, tak samo jak nikt nie wiedział, czemu tylko te trzy gatunki siały spustoszenie na wszystkich kontynentach bez żadnego wyraźnego powodu. Ale sam fakt, że tak się działo, sprawił, że ludzie zaczęli się ich bać i nienawidzić całą siłą swego śmiertelnego jestestwa. Z czasem nienawiść ta przeniosła się na wszystkie Smoki i zaraziła inne gatunki, w których pamięci wciąż pozostawały te incydenty z przeszłości. Sinaug nie był mścicielem spalonej jeszcze przed jego narodzinami wioski, był ofiarą nienawiści, którą pielęgnowali w sobie przede wszystkim ludzie. A jednak pozwalał temu cudzemu gniewowi prowadzić się całe swoje życie i karmił go opowieściami, które słyszał z ust babki, mieszkając w okropnym, kamiennym mieście.

Spojrzał na stojącą przed nim dziewczynę tak, jakby nie wiedział, skąd ona się tu wzięła. Ale zamiast niej widział zestrzelonego niedawno Smoka Wiatru. Szczególnie jej oczy przypominały mu spojrzenie zestrzelonej Smoczycy.

– To gobliny zabrały Smoczycę z polany, prawda? – Ale Benikaon milczała. Nagle zaczęło ich dzielić zbyt wiele. – Wiedziałabyś, gdyby tak wielki Smok pojawił się w tunelach, skoro tam byłaś. Czy ją wyleczyły? – spytał, a w jego głosie pojawił się cień nadziei.

Czy to możliwe, by ktoś tak nagle zmienił zdanie? – myślała Benikaon. Był elfem, kierował się przede wszystkim logiką i powinnością, która, o czym mógł nie wiedzieć, miała swe źródło w magii, którą w sobie nosił. Ale przez te wszystkie lata, gdy strzelał do Smoków, moc elfów zdawała się nie mieć wielkiego wpływu na jego decyzje. Wciąż widziała w jego oczach walkę nadziei i chęci zemsty…

A mimo wszystko magia, która łączyła wszystkie elfy na całym Świecie, kazała jej powiedzieć prawdę bez względu na konsekwencje:

– Zajęły się Smoczycą – potwierdziła.

– Czy ona nadal tam jest?

– Nie. Kazały mi odejść.

Głucha cisza zawisła między nimi, jakby nagle znaleźli się w innym miejscu, z dala od drzew, ptaków, goblinów, ludzi, trolli, wszystkiego. Ponownie, tak jak wtedy, gdy biegli przez las, poczuli, że znaleźli się gdzieś poza czasem, sami w tej nowej przestrzeni. Sinaug nawet nie drgnął, słysząc jej odpowiedź, zupełnie jakby właśnie tego się spodziewał. Jakby już wtedy, gdy przyglądał się lecącej Smoczycy wiedział, że widzi tylko część prawdy. Benikaon też się nie poruszyła, chociaż tuż przed wypowiedzeniem tych słów była gotowa do ucieczki. Teraz poczuła, jak jej ciało się rozluźnia, jak całe napięcie znika pod zamyślonym spojrzeniem błękitnych oczu.

Słońce było już nisko nad horyzontem, gdy Sinaug w końcu się odezwał, przywołując ich obydwoje do rzeczywistości:

– Wybacz mi.

Benikaon skinęła tylko głową i delikatny uśmiech rozjaśnił jej spokojną, pociągłą twarz. Słyszała jednak to niezadane pytanie swojego towarzysza. Słyszała to pytanie w szepcie liści i szumie traw, w świergocie ptaków i piskach leśnych gryzoni. Słyszała je, odkąd po raz pierwszy przemieniła się w Smoka Powietrza: Czemu?

– Mój talent – zaczęła, wiedząc, że nadszedł w końcu czas, by odpowiedzieć. Kto jak nie inny elf zrozumie to, z czym się borykała? Była magicznym stworzeniem i potrafiła wyczuwać najdrobniejsze zawirowania magii i kruchą równowagę, którą Świat zawsze próbował utrzymać, a sama ją zaburzyła. Niczego tak nie pragnęła, jak tego, by ktoś to zrozumiał… – Jestem Benikaon i mój talent, to odbieranie mocy innym.

 

Czar - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI | BONUS

Reklamy