Tagi

, , , , ,

Czar

[Świat Wiedźmy]

Czar - 00

 

FRAGMENT SIÓDMY

Zwinny Smok Ognia zrobił salto wysoko pod chmurami, po czym zapikował z zawrotną prędkością. Tłum patrzył z zachwytem, jak Smok z rozwartą paszczą, eksponując szereg twardych jak diamenty i ostrych niczym groty strzał zębów, spada prosto na nich, niczym bala drewna spuszczona w dół wodospadu. Ale nikt nie krzyknął ze strachu, nikt nawet się nie odezwał i nie drgnął. Czekali z uśmiechami na twarzach. Tuż nad nimi, gdy lśniące w Słońcu zębiska zamknęły się niebezpiecznie blisko ich nosów, Smok zmienił postać na ludzką i, przywołując na twarz maskę spokoju, ruszył razem z tłumem, który doskonale znał tę dziecinną zabawę dwóch dziewczyn, które już nie były dziećmi.

Wyższa od najwyższych mężczyzn o głowę elfka, młoda Benikaon o chłodnej, śniadej cerze i oczach jak dwa szmaragdy, wbiegła między ludzi i złapała za ramię starszego pana szorującego brodą po ziemi, z trudem przemieszczającego się w tym tłumie.

– Mam cię, Ignis – powiedziała triumfalnie, patrząc w czerwone oczy, które w żadnym razie nie mogły należeć do ułomnego staruszka. Zmarszczki na tej starej twarzy załamały się w uśmiechu, a po chwili długi nos zmniejszył się, rzadkie włosy zaplątały w gruby, miedziany warkocz i cała skóra nabrała zdrowej, młodzieńczej barwy dojrzałej brzoskwini. Tylko oczy pozostały niezmienione: wesołe i ciemnoczerwone, jak u Smoka, którego postać Ignis przyjmowała. Młoda dziewczyna o bujnych kształtach wydęła usta w udawanym niezadowoleniu.

– To już nie jest takie zabawne, odkąd potrafisz wyczuć moją magię.

– Mi się podoba – powiedziała z uśmiechem Benikaon, gdy ruszyły do parku, by usiąść pod starą jabłonią rosnącą w samym środku miasta.

– Jesteś bardzo potężna…

Benikaon spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwie, bo w jej głosie dosłyszała dziwną nutę. Potężna… To przecież Ignis była potężną maginią. Potrafiła przybrać postać dowolnego człowieka: takiego, którego znała, jak i zupełnie obcego, wymyślonego… Albo Smoka Ognia jak przed chwilą. W Dolinie Pięciu Wzniesień niewielu było magów, ale gdy już się pojawiali, byli potężni jak Ignis. Potrafili zmieniać swoją postać. To przez tę niezwykłą magię Romay od wieluset lat tak bardzo chciało podbić to miasteczko. Ignis i jej ludzie byli jednak bezpieczni, bo dolina słynęła nie tylko z magów-przemienieńców, ale także z najlepszych łuczników broniących dostępu do miasta, oraz magicznej mgły, która nie pozwalała wrogom odnaleźć drogi. Ignis uwielbiała legendę o potężnym Caligo, którego poświęcenie pozwoliło mu po śmierci przyjąć tę niezwykłą formę i już zawsze bronić wejścia do miasta.

Benikaon też lubiła wszystkie magiczne historie związane z tą doliną. Niezwykła aura tego miejsca fascynowała dziewczynę od chwili, w której tu trafiła. Teraz, potrafiąc posługiwać się już swoją elficką magią, rozumiała znacznie więcej z otaczającego ją świata. Wiedziała, że opowieści, które przekazywano tu sobie z pokolenia na pokolenie, nie były czystą fikcją. Ot choćby historia o stare jabłoni, której owoce miały dawać nieśmiertelność, ale były tak kwaśne, że nikt nie był w stanie przełknąć więcej niż jednego kęsa… Ich magia byłaby w stanie wydłużyć życie, gdyby ktokolwiek dał radę zjeść cały owoc. Benikaon czuła to doskonale, ale milczała. Wiedziała, że pewnych rzeczy nie powinno się zmieniać. Urok legend polega na niemożności ich zweryfikowania.

Usiadły jak każdego dnia opodal tej przygnębiająco spróchniałej jabłonki i rozmawiały o różnych codziennych sprawach. Benikaon widziała w oczach przyjaciółki jakąś tęsknotę i bardzo ją to martwiło. Nie przypuszczała nawet, że i jej oczy kryją podobne uczucia, a już na pewno nie uwierzyłaby w to, co stanie się jeszcze tego samego dnia.

– Romay naciska coraz mocniej. Chce, byśmy przyłączyli się do walki ze Smokami – powiedziała w końcu Ignis. Nie raz zaczynała ten temat. Jako mag zmieniający się w Smoka była narażona na ataki. Wszyscy mieszkańcy miasta o tym wiedzieli, tak samo jak o tym, że przemiany są naturą ich niezwykłych magów. Ignis będzie się zmieniała bez względu na wszystko, a zatem będzie narażała się na ataki, odbywając swoje loty nad kontynentem.

– Oni cię nie wydadzą, ochronią cię – przypomniała jej Benikaon. – Ja też jestem tu po to, by cię chronić, pamiętasz?

– Ale ja nie chcę, by mnie chroniono – powiedziała Ignis i spojrzała na swoją towarzyszkę z wyrzutem w ognistych oczach. – Nie chcę, by się mną opiekowano! Nie chcę, by ciągle ktoś mi towarzyszył, nawet jeśli jest to moja najlepsza przyjaciółka. – Uścisnęła jej rękę.

Benikaon trafiła do miasta, gdy Ignis miała zaledwie cztery lata. Chociaż nie należało to do tradycji, to właśnie Benikaon, elficka dziewczyna została towarzyszką małej Ignis, która miała stać się potężną maginią. Mała sama ją wybrała, gdy Benikaon, nieprzytomna z wycieńczenia została przyprowadzona do domu jej rodziców. Ignis siedziała przy jej łóżku i potem już nie odstąpiła jej na krok. Decyzja Starszyzny nie zaskoczyła nikogo. Niedługo potem razem udały się do Świątyni, razem podróżowały już zawsze.

– Ignis…

– Proszę cię, odbierz mi tę magię.

– Ale… Co ty w ogóle mówisz?! – zdziwiła się Benikaon. – Elfy potrafią widzieć magię, a nie ją odbierać.

– Beni… – przerwała jej Ignis i spojrzała z prośbą w oczach. – Ja wiem. Obie wiemy. Mistrz rozmawiał z tobą o tym, gdy byłyśmy ostatnio w Świątyni.

– Pamiętasz? – zdziwiła się Benikaon.

– Tak… Pamiętam. To nie może być przypadek. Odnalazłyśmy się, byś mogła odebrać mi magię.

– Nie! To niemożliwe. To nic nie znaczy. Poza tym, nigdy nikomu nie odebrałam mocy, nie potrafię tego zrobić.

– Potrafisz. Mistrz wie, że potrafisz, a on nigdy się nie myli. Pozwól mi pozbyć się tej magii. Proszę cię. Wiesz, co ona ze mną robi. Gdy ją zamkniesz w duszy, to ta klątwa zniknie. Wiesz o tym przecież! – Ignis złapała przyjaciółkę za ręce i patrzyła na nią błagalnie.

Benikaon ważyła jej słowa w myślach. Niewątpliwie moc Ignis, jak również jej klątwa była zaklęta w ciele, a nie w duszy. Czy uda się ją wydobyć? Benikaon wiele spędzonych w Świątyni miesięcy poświęciła na wydobywaniu magii z duszy i zawsze oddawała ją mnichom, którzy na prośbę Mistrza zgadzali się jej pomóc. Ale nigdy nie zabrała żadnej z tych mocy, chociaż wiedziała, jak to zrobić. Tylko co się stanie z klątwą, która ciążyła na Ignis? Czy dziewczyna nadal będzie się zmieniała wbrew swojej woli? Jeszcze kilka dni wcześniej była wysoką, chudą blondynką o krzywych zębach. Jak będzie wyglądała jutro? A za rok? Kim Ignis będzie za rok, jeśli Benikaon nie odbierze jej magii?

– Starszyzna się nie zgodzi.

– Już się zgodzili. Wiedzą, że nie panuję nad mocą, brakuje mi równowagi. Twoja kontrola nad magią jest nieporównywalnie większa. Wiem, że proszę o wiele. Wiem, że klątwa z mego ciała może przejść na ciebie… Mistrz twierdzi, że nie, że magia tak nie działa. Że dusza i ciało rządzą się innymi prawami, ale przecież to on nas uczył, że nic ot tak nie znika, że za wszystko trzeba zapłacić odpowiednią cenę. Dlatego proszę cię, Beni, odbierz mi tę magię tak, jak chce tego Starszyzna, a potem zwróć mi ją, umieszczając ją w mojej duszy.

Benikaon nie wierzyła własnym uszom. Ignis nie chce pozbywać się magii, tylko chce pozbyć się klątwy, by móc lepiej panować nad swoim talentem. Czy, gdyby cały czas miała tę samą postać, łatwiej byłoby jej zapanować nad innymi formami? Czy poskromiłaby to pragnienie ciągłych przemian w Smoka Ognia?

– Nie oddam ci mocy, jeżeli będzie na niej ciążyła równie potężna klątwa, Ignis – powiedziała niespodziewanie Benikaon. Zawdzięczała zbyt wiele temu miastu, by zdradzić ich zaufanie. Starszyzna chciała chronić swoją podopieczną, a nie sprowadzić na nią jeszcze większe kłopoty.

– Ale… – Ignis nie spodziewała się takiego obrotu spraw. Gorączkowo myślała nad tym, jak naprawić swój błąd, który mógł kosztować przyjaciółkę życie z okropnym brzemieniem. Zbyt dobrze wiedziała, czym jest los przemienieńca, a Benikaon nie znała nawet połowy tej okrutnej prawdy, chociaż towarzyszyła jej całymi dniami. – Nie. Nie zgadzam się!

– Musisz. Nadal jestem twoim opiekunem – powiedziała Benikaon, i nim zdała sobie sprawę z tego, co robi, pchnięta jakimś magicznym impulsem ujęła Ignis za rękę.

Młoda magini nie zdążyła zaprotestować. Chciała tego bardziej niż czegokolwiek innego i to właśnie pragnienie przeważyło nad kiełkującym dopiero strachem o przyjaciółkę.

– Nie! Nie! – krzyczała na całe gardło, zwracając na siebie uwagę kilku przechodniów. – Nie zgadzam się! – powiedziała z płaczem, wiedząc, że brak zgody uniemożliwi Benikaon odebranie jej magii.

Ale już było za późno. Na dłoni Benikaon błyszczał okrągły klejnot o głębokim, czerwonym odcieniu: zaklęta w fizycznej postaci magia ognia, z którą urodziła się Ignis.

– Beni! Nie! Nie możesz! Och nie, czemu cię poprosiłam.

– Sama mówiłaś, że mam lepszą kontrolę nad magią, Ignis.

– Przestań, proszę cię!

Ale Benikaon już zacisnęła palce na błyszczącej delikatną poświatą kuli i po chwili poczuła niesamowitą magię, którą do tej pory miała jej przyjaciółka. Poczuła, jak natura Smoka, którego forma była teraz w jej zasięgu, kipi gdzieś pod powierzchnią jej świadomości, jak pragnie być uwolniona… Benikaon potrafiła nad nią zapanować, ale po raz pierwszy zrozumiała, z czym walczyła Ignis. Ten Smok nie był tylko umięśnionym ciałem i umiejętnością ziania ogniem. Zmieniając postać, Ignis stawała się Smokiem ze wszystkimi jego cechami, z jego poczuciem przynależności do gatunku, ze smoczą świadomością. I umysł ten, który skuwały okowy magii, musiał co jakiś czas zostać uwolniony. Wystarczyło tylko dać mu przyzwolenie, by przekonać się, co to znaczy być Smokiem.

– Bieni! Benikaon! – krzyczała zapłakana Ignis, widząc, jak nieprzyzwyczajona do tej potężnej magii Benikaon przybiera postać ogromnej Smoczycy Powietrza i odlatuje w tylko sobie znanym kierunku.

 

Czar - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI | BONUS

Reklamy