Tagi

, , , , ,

Czar

[Świat Wiedźmy]

Czar - 00

 

FRAGMENT ÓSMY

– Żyłam pod tą postacią kilka dni, śpiąc w chmurach i polując, nim wreszcie mój umysł znowu zapanował nad tym należącym do Smoka – powiedziała w całkowitych ciemnościach Benikaon. Pochłonięci przez opowieść, nawet nie zauważyli, kiedy las spowiła noc. – Tyle czasu zajęło mi zapanowanie nad nową mocą, której zbyt pochopnie postanowiłam doświadczyć. Chyba byłam po prostu ciekawa, co to znaczy móc się przemienić w Smoka… Możemy rozumieć magię, którą władają inni… – Powiedziała, nawet w tych ciemnościach odnajdując jego spojrzenie. – …ale jest to niczym w porównaniu z przeżyciem jej działania. Magowie z Doliny Pięciu Wzniesień nie bez powodu są tak potężni. Oni nie zmieniają tylko formy, oni stają się tymi stworzeniami.

Sinaug nawet nie starał się sobie wyobrazić, jak to jest być kimś innym. To życie przyszło mu spędzić z umysłem elfa i nie tęsknił do żadnego innego. Elfy zawsze z należytym spokojem i dystansem podchodziły do świata. Mogły tęsknić za swymi bliskimi, których odebrał im Los, ale nigdy nie zagnębiały się myśleniem o tym, jakby to było, gdyby wrócili – ich marzenia zawsze pozostawały w granicach tego życia. Ciekawość Benikaon, jak to jest być innym stworzeniem, była mu całkowicie obca. Szczególnie, że dotyczyła Smoków… Ale też Sinaug nie był taki jak ona. Mógł, tak jak Benikaon, żyć w ludzkim mieście, ale nigdy nie zbliżył się do nikogo poza wychowującą go babką. Nawet pozostające pod jego dowództwem elfy były mu obce. Czy wynikało to z tego, że tak jak on nigdy nie zaznały życia wśród swoich?

Benikaon wychowywała się w elfickiej wiosce. Przez całe dzieciństwo poznawała ich zwyczaje, czuła magię elfów i pozwalała jej kierować swoim życiem. Dlatego jej umysł odnalazł go w lesie w chwili, w której ich oczy się spotkały, i stworzył więź, łączącą go z elficką magią, której z jakichś powodów nie przekazała mu babka…

Przekazała – pomyślał natychmiast Sinaug. Tylko więź ta była słaba, nie w pełni rozwinięta. Była raczej instynktem niż świadomym działaniem i szukaniem swoich. I przebudziła się wtedy, gdy zobaczył Benikaon po raz pierwszy: gdy, wciąż przebywając w ciele Smoka Wiatru, była zdana na jego łaskę. Już wtedy, gdy szykował się do strzału, poczuł, że nie ma do czynienia ze zwykłym Smokiem. Dlatego ruszył z piechurami do lasu, dlatego odłączył się od reszty, by szukać w goblinich tunelach, i zrezygnował z tego, gdy tylko odnalazł ją w lesie. Jej ciężka sytuacja pomogła mu odnaleźć drogę, którą podążali jego przodkowie. Teraz on musiał pomóc jej.

– A co z klątwą? – spytał Sinaug, nie mogąc przestać myśleć o tym, że jeszcze tego samego ranka wierzył, że siedząca obok dziewczyna jest jego największym wrogiem.

– Istnieje. Dlatego nie wróciłam do miasta. Nie mogłam ich narażać, pojawiając się w tej postaci. Poza tym Ignis chciałaby, żebym oddała jej moc. Ale jak mogę to zrobić, skoro nawet odzyskawszy świadomość nie mogłam przybrać z powrotem swojej formy? W ciele Smoka, panując nad jego myślami, spędziłam ponad trzy tygodnie. W zasadzie nawet nie wiem, jak udało mi się ponownie zmienić. Czy przez to, że mnie zastrzeliłeś, czy dzięki pomocy goblinów… Po prostu nagle obudziłam się znowu będąc elfem.

– Chcesz powiedzieć, że będziesz co jakiś czas musiała zamieniać się w Smoka i nie będziesz mogła ponownie stać się sobą?

– To potężna magia – przytaknęła Benikaon i podciągnęła kolana pod brodę.

Nie pożyje zbyt długo z taką klątwą, to było pewne i obydwoje zdawali sobie z tego sprawę. A to wszystko dlatego, że Benikaon chciała pomóc dziewczynie, którą obiecała się opiekować. A może było tam coś więcej? Może Ignis miała rację i Benikaon z jakiegoś powodu musiała otrzymać tę moc.

– Jest takie jedno miejsce… – zaczął z wahaniem Sinaug, starając się sobie przypomnieć wszystko, co słyszał o tym dziwnym kraju. Benikaon spojrzała na niego wyczekująco, ale w jej oczach nie było nawet cienia nadziei. – Na każdym kontynencie są kraje, które nie godzą się na wojnę ze Smokami… – Zamilkł, wciąż czując niechęć do tych stworzeń. Nie wystarczy jedno popołudnie, by tak diametralnie zmienić swoje życie. – Na naszym kontynencie jest państwo, w którym każdy może znaleźć schronienie, a zwłaszcza Smoki. Nie jest ono zbyt duże, w zasadzie leży między dwiema dużymi rzekami.

– Smoki są terytorialne…

– Tak, dlatego w końcu zginą – powiedział to, o czym wiedzieli wszyscy i co podtrzymywało ich na duchu. Nie było takiego miejsca, w którym Smoki będą mogły się ukrywać wiecznie… Kiedyś zginą wszystkie.

– My też kiedyś zginiemy – przerwała jego myśli Benikaon. – Ludzie nienawidzili nas zanim znienawidzili Smoki. Na nas też przyjdzie czas.

– Może wtedy i nam ktoś udzieli schronienia… – powiedział, pamiętając, że jego lud zginął już dawno. On był ostatni. – Ale nim do tego dojdzie, myślę, że powinniśmy się tam udać. Jeżeli sądzisz, że zdołasz zapanować nad tą mocą do czasu, aż dotrzemy, to tam powinnaś znaleźć schronienie na czas przemiany.

– Kolejny dom, którego przyszło mi szukać… – szepnęła Benikanon i położyła się na ziemi. – Pójdziesz tam ze mną? – spojrzała na niego.

Sinaug widział w ciemnościach jej pytające spojrzenie. Skinął głową. Coś ich łączyło. Coś, co kazało jej opowiadać o swoim życiu, a jemu słuchać i szukać rozwiązania dla jej problemów. Nie chodziło nawet o tę więź między elfami. Żadne z nich tego nie rozumiało, ale obydwoje czuli, jakby jakaś magia splotła ich drogi i losy. Magia znacznie potężniejsza od subtelnej, elfickiej więzi umysłów.

– Opowiedz mi o tym kraju – poprosiła.

– Nigdy tam nie byłem… – zaczął, wzruszając ramionami. – Stolica leży na archipelagu wysp na ogromnym jeziorze w kształcie ryby… Prawdopodobnie dlatego ich władca zwany jest Królem Karpiem.

– Karpiem? To śmieszne – powiedziała wesoło, jakby wcale nie miała zmartwień. Sinaug także się uśmiechnął, zastanawiając, czemu jakikolwiek kraj decyduje się na taki dziwaczny tytuł dla swego władcy.

– Chyba tak. Ale tutaj, na Kontynencie Ziemi imię Króla Karpia budzi powszechny szacunek. Chyba nikt nie zastanawia się, czemu tak go nazywają.

– Może robi taki rybi dzióbek? – spytała, desperacko pilnując wątku, który przynosił śmiech. Kto wie, kiedy znowu będzie mogła się pośmiać?

– Może… Jest on jednak wystarczająco potężny, by jego decyzja o pomocy Smokom nie była bagatelizowana. Na terenie Królestwa Karpi nikt nawet nie myśli o polowaniu na Smoki.

– To musi być piękne miejsce – westchnęła Benikaon sennym głosem.

– Na pewno… – powiedział cicho. A potem przyglądał się pogrążonej we śnie dziewczynie. Ponad trzy tygodnie pod postacią Smoka, zestrzelenie przez jego oddział i spotkanie z goblinami… Musiała być wykończona. A przed nimi wiele dni w podróży, nim dotrą do kraju Króla Karpia.

 

Czar - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI | BONUS

Reklamy