Tagi

, , , , ,

Czar

[Świat Wiedźmy]

Czar - 00

 

FRAGMENT JEDENASTY

Benikaon nie spała spokojnie. Całą noc męczyły ją koszmary o tym, jak mała goblinka z diamentowym diademem zamienia się w okropną bestię i znika w ciemnych korytarzach, które niegdyś były domem dla Smoków Ziemi. Benikaon biegła za nią, wołała, ale Ignis nigdzie nie było… Nie było też królowej Void. Wokół była tylko ciemność…

Odrobiny spokoju od koszmarów Benikaon zaznała dopiero tuż przed świtem. Wtedy przyśniły jej się dwa szare Smoki o długich smukłych ciałach i niedużych, migdałowych oczach tak czarnych jak oczy Króla Karpia. Przy nich poczuła się wreszcie bezpiecznie, zupełnie jakby jej chroniły.

Obudziła się z jakimś przeświadczeniem, że sen przyniósł jej zrozumienie czegoś, czego na jawie nie zdołała pojąć. Tylko co to było?

Gdy już się posilili, królowa Void zaprosiła ich na królewski statek, zacumowany w przystani, do której prowadziły wyrzeźbione w koralowcu schody.

– Nie jest tak szybki jak Smoki, ale z kolei pozwala nacieszyć oczy widokami – powiedziała z uśmiechem.

Jej ubranie nadal wyglądało koszmarnie, a diadem zawadiacko spoczywał na dużej głowie, ale na jej widok wszyscy uśmiechali się radośnie. Nie było marynarza, który nie starał się uczynić czegoś dla poprawy jej nastroju. Królowa Void mogła wyglądać jak oberwaniec, ale była uprzejma i radosna, i poddani to doceniali.

– Na Oko Karpia, kapitanie – wydała polecenie krasnoludowi stojącemu za sterem. Gdy tylko wypłynęli z portu opuszczono żagle i statek ruszył wraz z wiatrem. Benikaon znowu poczuła się, jakby latała, a drzemiący w niej Smok zaryczał radośnie, ku konsternacji towarzyszy.

– To bardzo miłe, wasza wysokość, że nas tam zabierasz. Myślałam, że chciałabyś najpierw… przyjąć mój podarunek – powiedziała, by odwrócić uwagę od niestosownego ryku.

– Jak ładnie to nazwałaś! – zaśmiała się królowa Void i przysiadła między nimi, by podziwiać swoje królestwo. – Chciałam żebyście najpierw kogoś poznali. Nie zwykłam przyjmować… podarunków bez uprzedniej rekompensaty.

– Ależ…

– Nie, nie – przerwała jej unosząc dłoń. – Wszystko zrozumiesz na miejscu.

– Czy to magiczne miejsce? – zapytał z zainteresowaniem Sinaug i tak jak królowa oparł się na burcie, patrząc na lazurową wodę, którą ciął statek i porośnięte drzewami wyspy. Nie licząc przejażdżki z poprzedniego dnia, nigdy nie miał okazji płynąć po jeziorze czy morzu. Całe swoje życie podporządkował tępieniu Smoków. Teraz, widząc jak wiele oferuje Świat, żałował tego.

– I miejsce i człowiek. Na wyspie znajduje się Świątynia…

– Świątynia w Oku Karpia. Czy…?

– O tak! Na pewno znajdziesz podobieństwa do tej w pobliżu Doliny Pięciu Wzniesień.

– Chodzi o tę Świątynię, w której byłaś z Ignis?

– Tak… – powiedziała z jakąś nostalgią Benikaon. – Wybudowano ją na Wyżynie Węża, w miejscu, w którym powinno znajdować się jego oko.

– Są najwyraźniej tradycjonalistami – zaśmiała się królowa. – Pamiętam, że Mistrz przybył tutaj na naszą prośbę, a wraz z nim jego młody uczeń. Sam zaproponował wzniesienie Świątyni. Jego uczeń został, by pomóc budowniczym przy pracach. I został, jako jej mistrz. Mówią na niego Mistrz Więzi.

– Och…

– Co się stało? – spytała królowa Void, słysząc zdziwienie w głosie Benikaon.

– Kiedyś Mistrz poprosił mnie, bym pozdrowiła od niego Mistrza Więzi… Wtedy tego nie rozumiałam. Skąd on…

– Oni wiedzą bardzo wiele – powiedziała Void i zamknęła oczy, wystawiając twarz na ciepłe promienie Słońca.

– Czy to jego mamy poznać? – spytał Sinaug.

– Tak.

Zapadła cisza. Królowa patrzyła na wysepki i odmachiwała ich mieszkańcom, którzy na widok królewskiego statku zbiegali się na brzegach. Dzieci i dorośli, krasnoludy, ludzie, elfy, gobliny, trolle, cyklopy, chyba nawet ogry – na każdej wyspie nieprawdopodobna wręcz mieszanina ras. Kila maleńkich wróżek podleciało do nich, by zapytać o zdrowie królewskiej pary. Widzieli też magiczne stworzenia, chociaż te zwykle stroniły od humanoidów: gryfy, jednorożce, pegazy, Smoki… Nie zdziwiliby się pewnie nawet na widok centaurów, ale ostatnie zginęły wiele wieków temu…

– Chyba nieczęsto wychodzisz z zamku, co? – spytała oszołomiona Benikaon, zapominając o tym, że rozmawia z królową.

Ale Void nie przejęła się tym zbytnio. Uśmiechnęła się nawet pod nosem, zadowolona, że w końcu zaczynają w niej widzieć kogoś podobnego sobie, a nie władczynię, której należą się niewytłumaczalne względy. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć, szczególnie będąc władcą – zawsze tak uważała. A jeżeli mieliby go jej okazywać tylko ze względu na pozycję… to przecież nigdy nie zniknęłaby ta absurdalna przepaść, którą każdy sobie wyobrażał w obliczu władcy. Tego nie chciała.

– Regularnie odwiedzam wyspy – powiedziała z uśmiechem. – Znam ich wszystkich. Żałuję, że nie mogę tak często odwiedzać miast na lądzie. Ale też nie ma ich tam tak wiele. Lasy mają być schronieniem dla tych, którzy potrzebują chwili wytchnienia. Wyspy zamieszkują ci, którzy postanowili zostać na stałe.

– Na stałe… Nie na zawsze? – spytał Sinaug, przypomniawszy sobie rozmowę z poprzedniego dnia.

– Jesteś bardzo przenikliwym młodzieńcem – powiedziała ze złośliwym błyskiem w oku Void. – Nasz Mistrz i to wam wytłumaczy. O, chyba już dopłynęliśmy.

Spojrzeli na niedużą wysepkę, którą wskazała im królowa. Nie różniła się ona niczym od pozostałych, chociaż wiedzieli, że była jedyną naturalną wyspą na tym jeziorze. Była chyba też najmniejsza z nich wszystkich. Jak wielkim wizjonerem musiał być ten, który postanowił stworzyć cały archipelag…

– Pamiętam, jak ją budowaliśmy – powiedziała królowa, gdy kopuła Świątyni zaczęła wychylać się zza skał. – Pomagałam nosić kamienie, a Król Karp postanowił wtedy, że tu zamieszkamy. Wydobył skały na powierzchnię, stworzył cały archipelag. Wiecie, że na mapie wyspy te układają się w skrzela, przez co jezioro jeszcze bardziej przypomina karpia? Nawet nie podejrzewałam go o taką artystyczną duszę – zaśmiała się.

– Ale… Myślałem, że archipelag powstał wieleset lat temu – powiedział ze zdziwieniem Sinaug.

– O tak! W drugiej połowie Ery Nieszczęścia.

– Słucham? – zdziwili się oboje. – To ile… – urwali jednak, nie chcąc być impertynentami.

Era Nieszczęścia, czasy, w których Wielkie Demony pojawiły się na Świecie i zmusiły Smoki do wykonywania ich poleceń. Czy to przypadek, że wtedy właśnie Król Karp zamieszkał w tym jeziorze, dając początek swemu królestwu? Domyślali się, że ten niezwykły karp może być długowieczny, ale królowa Void…

– Chodźcie! – zawołała do nich wesoło z trapu.

 

Czar - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | OSTATNI | BONUS

Reklamy