Tagi

, , ,

Opowieść Trzecia
Wyzwanie edukacyjne

[Opowieści Rodzinne]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT TRZECI

Chociaż niepozorna, szkoła była jednym z większych budynków w mieście. Był to rozłożysty, parterowy gmach, z gdzieniegdzie dobudowanymi piętrami przypominającymi wieżyczki. Jej centralną część, na oko jedną czwartą powierzchni, stanowił ogromny hal, w którym całe tłumy ludzi w różnym wieku kłębiły się w jakiś chaotyczny lecz do pewnego stopnia uporządkowany sposób.

– Tu się uczą? Siedzą na podłodze? – spytała słabym głosem Selena.

Obejrzała się przez ramię, upewniając się, że ten kudłaty stwór nie wszedł za nimi, tylko został na zewnątrz, pod czujnym okiem kogoś, kto „zajmuje się pupilami na czas wizyty w szkole”. Znak zakazujący wprowadzania zwierząt wywarł na niej pozytywne wrażenie, trzeba jednak było się upewnić, że zasada jest respektowana. Z komputerową wręcz precyzją lustrowała przewalający się przed nią tłum, wypatrując jakichś… zwierząt. Ale zapach środków czyszczących unoszący się w powietrzu działał kojąco i pozwalał jej się nieco odprężyć.

– Nie. Uczą się w salach – powiedział z roztargnieniem profesor i ruszył przed siebie, jakby tego tłumu wcale tu nie było. A co dziwniejsze, poruszał się między tymi wszystkimi ludźmi dokładnie tak, jakby nie istnieli! Bezbłędnie mijał się z każdym z nich o milimetry, chociaż szedł cały czas prosto. Jego rodzina meandrowała tymczasem w tej rzece rozbawionych tylko sobie znanymi rzeczami ludzi, starając się maksymalnie ograniczyć kontakt fizyczny podczas wpadania na czyjeś plecy i deptania stóp.

– Dokąd idziemy, tato? – zawołała żałośnie Dżej, łapiąc ojca za ramię, by nie upaść po zahaczeniu o czyjąś nogę.

– A tak… Dowiedzieć się, gdzie mamy spotkanie. Poczekajcie tu na mnie, to zajmie chwilę – powiedział, znikając w jakichś drzwiach.

Cała czwórka spojrzała po sobie. Chociaż przywarli do ściany, czuli presję tłumu i ciekawskie spojrzenia, słyszeli szepty i śmiechy, których treści nie znali. Podobnie było przy pierwszej wizycie w mieście – wszyscy byli ciekawi, ale nikt nie pytał. Nawet nie wiedząc kiedy, Selena stanęła między ścianą a Tycjanem, chroniąc się za plecami męża przed tym tłumem. Zza mężowskich pleców mogła bezpiecznie obserwować tych ludzi w absurdalnych, kolorowych strojach, o twarzach i włosach pokrytych jakimiś barwnikami, ozdabiających różne części swych ciał drobnymi świecącymi przedmiotami. Nie odnajdywała w nich niczego fascynującego. Byli dla niej dziwaczni z tą rzucającą się w oczy chęcią zmiany swojego wyglądu. Mogłaby nawet powiedzieć, że trochę ją przerażali w tym pędzie ku dziwności, chociaż kryjąc się za Tycjanem czuła się nieco pewniej, niż jeszcze przed chwilą, przedzierając się przez ten tłum.

– Może pójdę zobaczyć co z Kołtunem…

– Stój! – szepnęła przerażona Selena i mocno złapała Tycjana za ramię.

Mężczyzna spojrzał na nią zdziwiony. Jako jedyny z rodziny regularnie wychodził do miasta i niemal już się przyzwyczaił do tej atmosfery ciekawości i dystansu, jaka zawsze mu wtedy towarzyszyła. Selena jednak po raz pierwszy opuściła ich dolinę i wyglądała na wystraszoną tym, co właśnie widziała. Tycjan nigdy by nie pomyślał, że jego żona może się czegoś bać, i nawet nie śnił o tym, że będzie potrzebowała jego wsparcia. Zwykle sytuacja była dokładnie odwrotna: to ona go uspokajała, zapewniając, że wszystko się dobrze ułoży i przywołując go do porządku.

Pogładził ją po dłoni, cały czas z niedowierzaniem patrząc, jak nieporadna wobec tego tłumu obcych ludzi okazała się być Selena. I chociaż było mu jej szkoda, to sprawiło mu przyjemność to, że go w tej chwili potrzebowała.

– My idziemy do sali 4, a was zaraz ktoś zaprowadzi do sekcji maluchów. Poczekajcie chwilę przed gabinetem – powiedział profesor, wychodząc z pomieszczenia. Selena spojrzała na ojca z tym samym przerażeniem, z jakim patrzyła na szkolny tłum. Profesor tylko się zaśmiał i pogładził córkę po głowie. – Już jej wyjaśniłem sytuację. Oprowadzi was i o wszystkim opowie. Spotkamy się przed wejściem.

– Tato… – szepnęła cichutko, tak jak w dzieciństwie, gdy podczas wizyt w pracy ojca, musiała czasami zostawać z jedną z jego asystentek. Ale profesor już zniknął razem z Orfem i Dżej w tym pulsującym, kolorowym tłumie. Wciąż tym samym zrozpaczonym spojrzeniem smutnego dziecka Selena spojrzała na Tycjana. Po co jej to było? Przecież mogła zostać w domu…

– Wszystko będzie dobrze – powiedział tak łagodnie, jak tylko mógł i otoczył ją ramieniem. – To tylko dużo ludzi na niewielkiej przestrzeni.

Kiwnęła głową, wdzięczna mężowi za ten logiczny argument. To tylko ludzie. To tylko ludzie.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

OPOWIEŚĆ PIERWSZA: DECYZJA PROFESORA

OPOWIEŚĆ DRUGA: CI DZIWNI ZIEMIANIE

Reklamy