Tagi

, , ,

Opowieść Trzecia
Wyzwanie edukacyjne

[Opowieści Rodzinne]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIĄTY

– To są chmury i tęcza – powiedział chłopiec, widząc zainteresowanie w oczach Orfa. – Mieliśmy wtedy inną lekcję, ale pani Minerwa pozwoliła nam wyjść do ogrodu i rysować, bo rzadko widać tęczę w czasie lekcji z wewnętrznego dziedzińca – wyjaśnił, wskazując drzwi prowadzące na ogromny ogród z widokiem na góry.

– Gdzie było wtedy słońce? – spytał zmarszczywszy brwi Orf.

– Z drugiej strony, to go nie rysowaliśmy – zaśmiała się jakaś dziewczynka, jakby pytanie Orfa było absurdalne.

Chłopak uniósł głowę w geście zamyślenia. Słońce, chmury burzowe, deszcz… Znowu spojrzał na dziwny kształt kolorowego łuku na rysunku chłopca i na pozostałych podtykanych mu przez dzieciaki kartkach. Przypominało mu to doświadczenia ze szkoły z pryzmatem i rozszczepianiem białego światła na fale różnych długości… Tylko gdzie oni umieścili pryzmat? Na dachu? Nie, musiałby być gdzieś poza miastem, żeby utworzyć łuk. Jak dokładne były te rysunki? Czy za ich pomocą zdołałby znaleźć pryzmat w górach?

– Rzadko ją widujecie? – Coś mu nie pasowało. Przecież wystarczyło odpowiednie ustawienie przyrządu, by uczniowie mogli rysować tę tęczę tak często, jak tylko by chcieli.

– Nie widziałeś nigdy tęczy? – spytało kolejne dziecko, przyglądając mu się ciekawie.

– Nie – powiedział zwyczajnie i oddał dzieciom ich rysunki, biorąc w ręce kolejne.

– To z zajęć nocnych! – podjął entuzjastycznie nowy temat kolejny z chłopców. – Cały miesiąc przychodziliśmy w nocy, by rysować niebo.

– Po co? – fuknęła od drzwi Dżej. I choć żadne z dzieci nie zwróciło uwagi na jej ton, to chętnie odpowiedziały na pytanie.

– Rysowaliśmy konstelacje. Każdy sobie jakąś wybierał i potem wszystkie ułożyliśmy według mapy nieba w sali do astronomii.

– Na suficie! Żeby wyglądało jak prawdziwe niebo!

– Może pani Minerwa pozwoli pokazać…

– A jak ktoś wolał, to rysował księżyc!

– Oj, bo ty się zawsze tym księżycem chwalisz! – fuknęły na rudowłosą dziewczynkę koleżanki. Korzystając z zamieszania, wciśnięto Orfowi kolejną partię rysunków.

Fascynował go ten brak skrępowania. Dzieci nie czaiły się, nie szeptały, tylko w tej samej chwili, w której nauczycielka zniknęła w drzwiach swojego gabinetu, otoczyły ich z zainteresowaniem i pokazywały wszystko, co tylko miały pod ręką, ciesząc się z okazanego zainteresowania. Ale nawet ciekawsze było nieskrępowanie, jakim wykazywały się rysując. Widząc tę samą tęczę na tle tych samych chmur, gór i drzew, każde z nich narysowało ją inaczej, skupiając uwagę na zupełnie innych elementach. To samo było z pozostałymi rysunkami.

Dwie dziewczynki poustawiały wazony i klocki, próbując mu pokazać, co miały przedstawiać różne kolorowe plamy, które na pierwszy rzut oka nie mogły przecież być wynikiem obserwowania tych samych przedmiotów. Orf wstał zza stołu, przy którym go posadziły dzieci, trzymając w dłoniach wszystkie te bazgroły i okrążając stolik zawalony kolorowymi bryłami. Ze zdziwieniem stwierdził, że jednak dzieciaki mogły próbować odtworzyć na papierze tę samą kompozycję przedmiotów. Nasycenie barw, kąt, pod jakim patrzyły na stolik, skupienie się na wybranych elementach z pominięciem pozostałych – to wszystko sprawiało, że każdy rysunek był inny. Orf potrafił sobie nawet wyobrazić, jakby wyglądały te obrazki, gdyby umiejętności manualne dzieci były lepiej rozwinięte, przy jednoczesnym zachowaniu różnorodności ich sposobów postrzegania świata. Jego wyobraźnia powędrowała nawet dalej, podsuwając mu trójwymiarową wizualizację, zdającą sprawę z faktycznej kompozycji oraz jej przedstawienia w zależności od punktu widzenia. Coś jak ta ich mapa nieba na suficie.

– No rzeczywiście, widzę to…

– A ja nie! – krzyknęła zdenerwowana Dżej, wciąż stojąc pod drzwiami, gdzie ją zostawiono. – Ja nie zamierzam się tu z nimi uczyć!

Dzieci spojrzały na nią zdziwione. Uczyć? Oczywiście, że nie. Byli za starzy na 4 klasę!

– Było lepiej wypełniać testy – mruknął pod nosem Orf, bardziej zainteresowany tym, że obrazki pobrudziły mu palce, niż absurdalnością pomysłu uczenia się z dziećmi młodszymi od niego o osiem lat. – Czym to rysowaliście?

– Kredkami! – odpowiedziało kilkoro dzieci, straciwszy zupełnie zainteresowanie obrażoną dziewczyną. Wyciągnęły natychmiast wszystkie przybory do rysowania i zaczęły podtykać je Orfowi pod nos, zadowolone, że mogą mu coś wytłumaczyć. W ich wieku nie zdarzało się często, by kogoś interesowały umiejętności, w jakich posiadaniu się znaleźli. A tutaj proszę! Taki dorosły człowiek chce wiedzieć, czym rysują!

Orf usiadł przy jednym ze stolików. Dżej z niechęcią patrzyła, jak cała ta banda smarkaczy obsiada brata ze wszystkich stron i zabiera się do rysowania, tłumaczenia i wyrywania sobie nawzajem tych przeklętych kredek.

O, jaki ten Orf towarzyski, myślałby kto! Całe dnie siedział w domu i gapił się przez okno, nigdy nie miał kolegów, nie licząc tych dwóch kretynów, którzy tak samo jak on nic tylko gapili się w przestrzeń; a teraz wielki miłośnik ludzi. Tfu! Dzieci!

– Jak tak ci się podobają, to się z nimi ucz, ja nie zamierzam! – krzyknęła i wybiegła z klasy.

– Nie pójdziesz po nią? – spytał po kilku chwilach ciszy jeden z chłopców.

– Nie. Teraz ma zły humor i potrzebuje pobyć sama.

– Skąd wiesz?

– Znam ją dobrze – powiedział z uśmiechem i spojrzał na zamknięte drzwi. Faktycznie znał dobrze swoją siostrę, chociaż nigdy nawet o tym nie myślał. Ale wiedział, że w chwilach zdenerwowania Dżej potrzebowała wszystko sobie przemyśleć, ponarzekać pod nosem, a co najważniejsze dużo się ruszać. To ją uspokajało. – Siostry czasami mają zły humor – zaśmiał się i wrócił do zgłębiania tajemnic nanoszenia kolorów na biały papier, przy pomocy dziwnej technologii, jaką były kredki.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

OPOWIEŚĆ PIERWSZA: DECYZJA PROFESORA

OPOWIEŚĆ DRUGA: CI DZIWNI ZIEMIANIE

Reklamy