Tagi

, , ,

Opowieść Trzecia
Wyzwanie edukacyjne

[Opowieści Rodzinne]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT SZÓSTY

Kobieta mówiła, i mówiła, i mówiła, pokazując wciąż ten sam korytarz pełen drzwi, za którymi miała znajdować się przyszłość dzieci. Co takiego oni tam trzymali, że nazywano to przyszłością – myślała skołowana tą dziwaczną retoryką Selena.

– A to? – spytał Tycjan, zatrzymując się przed kolejnymi drzwiami, przez co Selena omal na niego nie wpadła. Spojrzała na męża wrogo, ale nie odezwała się nawet słowem. Na chwilę obecną jego nieodgadniony spokój stanowił znacznie wyższą wartość, niż przyjemność wyniesiona z fuknięcia na niego. Zresztą, on ostatnio w ogóle nic nie robił sobie z jej fuknięć. Robił, co chciał! Sprowadzał do domu zwierzęta jakie chciał. I zatrzymywał się przed drzwiami, gdy tylko chciał. Bez żadnego wyraźnego powodu.

Spojrzała nad drzwi, sprawdzić, co on tam zobaczył, i otworzyła usta, postąpiwszy kilka kroków w kierunku tego, co nad nimi wisiało. Kiedyś, gdy pogodzony z nieudacznictwem swego syna dziadek zabrał ją do pracy, widziała podobne obrazy, tylko w wersji cyfrowej. Ta prymitywna papierowa oddawała jednak szczegóły w takim stopniu, że nawet Selena musiała się nią zachwycić.

Przed oczami stanęła jej chwila sprzed wielu lat, gdy urzeczona pięknym kolorem piłeczki spytała dziadka, co to jest.

– To Księżyc, kochanie – usłyszała w odpowiedzi.

– Nie… Księżyce wyglądają inaczej! – powiedziała natychmiast, biorąc się pod boki i wprawiając dziadka tą jedną uwagą w śmiech.

– Ależ to ziemski księżyc, księżniczko!

– Byłeś na nim dziadku? Z czego jest zrobiony, że tak pięknie świeci?

– Och, z niczego wyjątkowego tak naprawdę, w większości to zwykły antrozyt mocno rozdrobniony przez uderzenia meteorytów… Podobno tak Księżyc wygląda oglądany z Ziemi – powiedział dobrodusznie, widząc, że wnuczka niewiele jeszcze rozumie z tego wykładu o geologii.

– Teraz zrozumiałabym pewnie więcej, dziadku – szepnęła do siebie, wpatrzona w rysunek.

– Ach, to jest pracownia astronomiczna – pospieszyła z wyjaśnieniem przewodniczka. – Rysunek jest wynikiem nocnych zajęć z obserwacji nieba w klasie 4. W sali znajduje się mapa nocnego nieba ułożona z rysunków wszystkich dzieci. Zadziwiająco dokładnie odwzorowały gwiazdozbiory – powiedziała kobieta z zachwytem nad tymi dziećmi z przyszłością.

– To księżyc, prawda? Ten ziemski – spytała Selena, by mieć pewność.

– Tak, oczywiście. Jeżeli wyjdą państwo dziś go oglądać, to powinien mieć dokładnie taki kształt. – Wskazała na spłaszczone z prawej strony kółko. „Trzeci dzień po pełni” – głosił podpis. – Ależ oczywiście! Powinnam się domyślić, że on panią zaciekawi, w końcu ma pani na imię Selena.

– Słucham? – spytali zdziwieni tą jakże absurdalną uwagą.

– Och, przepraszam. Zapominam, że na Drugiej Planecie nie obowiązuje nasz system nadawania imion… Proszę dalej. – Ruszyła stropiona, drepcząc szybciutko.

– Co wspólnego z księżycem ma moje imię? – spytała zdziwiona Selena. Ale Tycjan tylko pokręcił głową z takim samym brakiem zrozumienia na twarzy jak ona.

Ruszyli szybkim krokiem, by nie zgubić swojej przewodniczki. Natrętne myśli o tłumie, który znowu mógł zalać szkołę, zastąpiła Selenie męcząca myśl o związku jej imienia z księżycem. O co mogło chodzić? O co mogło chodzić?

– Jesteśmy na miejscu! Sala maluchów! – powiedziała triumfalnie i z jakąś ulgą kobieta, ciesząc się, że jej księżycowe faux pas zostało niezauważone.

Otworzyła drzwi i wprowadziła młodych rodziców do najgłośniejszej z sal w całej szkole. Nawet nie miała pojęcia, jakie szczęście ją spotkało, że zafascynowana paplaniem maluchów wymieszanym z dziwacznymi dźwiękami tak dobrze znanymi z jej własnego dzieciństwa, Selena nie spojrzała na napis nad drzwiami: „Ognisko dziecięce”. Gdyby do tego doszło, zapewne nie tylko nie zainteresowałaby się pozostawieniem tu dzieci, ale i sama nie przestąpiłaby progu, kojarząc tę nazwę w jak najgorszy sposób.

– Jak ich tu dużo! Jakie są głośne…

– Przypominają mi Kołtuna – mruknął Tycjan, na swoje nieszczeście dość głośno, by dostać od żony kuksańca w bok.

– To są ludzie, nie psy!

– Ale zobacz, są tak samo wesołe jak Kołtun…

– Moje dzieci też ci przypominają tę bestię? – warknęła, ale nawet nie czekała na odpowiedź, zainteresowawszy się nagle jakimś maluchem sortującym zabawki wedle tylko sobie znanego schematu. – Przecież to bakterie… – powiedziała bez tchu Selena, zwinnie zgarniając jedną z miękkich kulek z dziecięcego zbioru.

– Zabawki edukacyjne. Maluchy mogą się nimi bawić jak tylko zechcą, ale przy ich pomocy mają uczyć się pewnych rzeczy na poziomie podświadomym. Obserwując ich zabawę ustalamy, według autorskiego systemu profesor Minerwy, która kilka lat temu została zaproszona na cykl wykładów na Drugiej Planecie… Ekhem… Ustalamy dzięki obserwacjom, jakie dziecko ma predyspozycje, dzięki czemu możemy skupić się na rozwijaniu jego talentów w ramach zajęć kierunkowych. Oczywiście po omówieniu wszystkich szczegółów z rodzicami. Niektóre dzieci zaczynają wcześnie, inne dopiero na własne życzenie.

– Jak to na własne życzenie? – Selena oddała dziecku pluszową śpiączkę afrykańską, która natychmiast została zaklasyfikowana do sterty, wedle autorskiego klucza, którym kierował się maluch. Na pierwszy rzut oka fioletowa śpiączka w żadnym razie tam nie pasowała.

– Niektóre rodziny wolą, by dzieci miały więcej czasu dla siebie…

– Barbarzyństwo – szepnęła pod nosem Selena. Tycjan przezornie milczał, wiedząc, że wypowiedzenie swego jakże odmiennego zdania w tej kwestii, narazi go na kolejnego kuksańca. Zamiast tego spytał o najbliższą łazienkę, widząc, że uwaga o pozwalaniu dzieciom decydować o swoim wolnym czasie, nadmiernie zdenerwowała Selenę.

– W części dla maluchów jest dużo łazienek. – Kobieta wskazała najbliższe drzwi z jakimś dziwacznym symbolem.

Selena spojrzała najpierw na kobietę, potem na drzwi, w końcu na Tycjana. Jakież było jego zdziwienie, gdy na jej twarzy odmalował się nieśmiały uśmiech.

– Czy wszystko w porządku? – zaniepokoiła się przewodniczka, widząc, jak Selena biegiem rzuca się do łazienki.

– Tak. To nic takiego… – powiedział, wierząc w to z całych sił.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

OPOWIEŚĆ PIERWSZA: DECYZJA PROFESORA

OPOWIEŚĆ DRUGA: CI DZIWNI ZIEMIANIE

Reklamy