Tagi

, , ,

Opowieść Trzecia
Wyzwanie edukacyjne

[Opowieści Rodzinne]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT ÓSMY

Max szedł w milczeniu do głównego holu. Propozycja Minerwy dotycząca dalszej edukacji Orfa i Dżej była nieszablonowa. Ale i sytuacja nie należała do standardowych. Szkoła dotychczas nie gościła w swoich murach wychowanków z „tej drugiej planety” i to w dodatku w tak zaawansowanym wieku. Tylko czy jego dzieci docenią ten autorski projekt? Czy ma on szansę powodzenia? Dzieciaki bardzo ciężko znosiły odmienność, z jaką przyszło im się tu zmierzyć, a nauka z dziewięciolatkami na pewno nie wpłynęłaby pozytywnie na ich nastawienie do Ziemi.

– Dokąd poszła Dżej? – spytał w końcu, gdy po oddaleniu się od sali, dziewczyna nie dołaczyła do nich.

Orf podniósł głowę znad pliku kartek, które trzymał w dłoniach.

– Co? – spytał nieprzytomnie.

– Pytałem… – Max zawahał się, widząc roztargnienie na twarzy syna. – Co tam masz?

– Rysunki. Dali mi kilka. Patrz!

Profesor zerknął najpierw na syna, a potem na rysunek przedstawiający tęczę. Przypomniał sobie, jak w dzieciństwie, jeszcze mieszkając na Ziemi, sam rysował podobne widoczki albo kanciaste zwierzęta… Obrazek nie był wyjątkowy, ale Orf zdawał się widzieć w nim coś więcej.

– No ładna tęcza – powiedział profesor, nie wiedząc, jakiej reakcji się od niego oczekuje.

– Ale gdzie oni trzymają pryzmat? – zagadnął z autentycznym zafrasowaniem Orf. Wyciągnął kolejne dwie kartki przedstawiające podobne dwie tęcze. – Musieli widzieć to samo, a skoro tak… No popatrz, ten łuk jest ogromny! Chciałbym sam to zobaczyć. Czy możesz załatwić ze szkołą, by wypożyczyli ci ten pryzmat? Dostałem od nich kredki, chciałbym narysować taką tęczę w naszej dolinie. Powinna dobrze wyglądać z jeziorem w tle.

– Wątpię, by mieli taki pryzmat – zaczął z wahaniem profesor.

– Atmosfera może jest tu inna niż na Marsie, ale obaj wiemy, że potrzeba odpowiedniej struktury i przejrzystości materiału, by rozszczepić białe światło. Musi być pryzmat.

– Struktura i przejrzystość owszem jest potrzebna, ale nie pryzmat… A przynajmniej nie taki, o jakim myślisz…

– No właśnie – przerwał mu Orf. – Bo im dłużej na to patrzę, tym trudniej mi sobie wyobrazić, jaką musiałby mieć fakturę. Jakby się zastanowić… – Wyciągnął przed sobą rękę i nakreślił nią łuk. – …to musiałaby być jakaś konstrukcja z wielu pryzmatów, tak by odpowiednia część widma dotarła do obserwatora. Dopiero wtedy otrzymamy łuk. Myślisz, że dałoby się uzyskać inne kształty, przy odpowiednim ustawieniu tych pryzmatów?

Profesor patrzył na swojego syna i starał się nie zaśmiać. Jednocześnie ta analiza w pewnym sensie mu zaimponowała. Konstrukcja musiałaby być ogromna i wymagałaby wielu wyliczeń… A przy tym byłaby zupełnie bezużyteczna, a zatem nieinteresująca dla potencjalnych inwestorów, ale chyba nie była niemożliwa do zrealizowania?

– Myślę, że łatwiej będzie ci to zrozumieć, gdy zajdą odpowiednie warunki atmosferyczne i zobaczysz dokładnie to, co autorzy tych obrazków – powiedział ostrożnie, wracając myślami na Ziemię. – Minerwa zasugerowała mi, że zamiast nauki w szkole znacznie lepiej będzie wysyłać was na zajęcia w terenie, gdzie nauczycie się wykorzystywać swoją wiedzę.

– Wykorzystywać? – zainteresował się Orf. Ponownie spojrzał na obrazki. Czy gdyby wiedział, co zostało wykorzystane jako pryzmat do stworzenia tęczy, to mógłby dokładniej ją narysować? A może mógłby wpływać na jej wielkość, kształt, umiejscowienie? Kontrola warunków atmosferycznych nie była podobno łatwa, ale skoro na Marsie od tak wielu lat kontrolowano pogodę, to zapewne dało się to też robić na Ziemi. Co takiego w ziemskiej atmosferze powodowało, że światło się tak rozszczepiało?… – Kredki chyba nie nadają się do rysowania widma światła – zawyrokował. – Ta tęcza powinna być choć trochę transparentna.

– Są inne metody rysowania. Minerwa mówiła, że mają tutaj wiele kół zainteresowań. Możesz poza lekcjami w plenerze chodzić też na zajęcia z rysunku z innymi.

– Innymi? – Orf zapatrzył się w przestrzeń, a przed oczami stanęły mu tłumy dziewięciolatków rysujące transparentnymi kredkami. – To może być ciekawe.

Max uśmiechnął się pod nosem. Może niepotrzebnie obawiał się reakcji swoich dzieci? Orf wydawał się być co najmniej zainteresowany możliwościami, jakie niosła ze sobą nauka w szkole.

Ale Orf bardzo różnił się od swojej młodszej siostry. W zasadzie od obydwu sióstr, które miały silne charaktery. Nie znaczyło to jednak, że chłopak dawał się im zdominować. Gdyby profesor miał nazwać zachowanie syna w kontaktach z siostrami, użyłby chyba słowa: „dystans”. Orf nie uciekał przed kontaktami z Dżej czy Seleną, ale też sam nie dążył do zwiększania ich częstotliwości. Gdy młodsza siostra mu dokuczała, odpłacał jej tym samym. Na ogół jednak wydawał się stać z boku życia rodzinnego, jakby ono go nie interesowało. Od dawna martwili się z Arachne o tę skłonność syna do izolacji i brak zainteresowania światem. Z przyjemnością więc patrzył na to, że na Ziemi są rzeczy, które wydały się Orfowi interesujące. Oczywiście nawet teraz jego entuzjazm był porównywalny do radości wyciągniętego z nory królika, ale lepsze to, niż niechęć do robienia czegokolwiek.

Wizja królika natychmiast przywiodła mu na myśl rozwścieczonego byka, obrazującego przewidywane nastawienie córki. O nie, z Dżej nigdy nie było łatwo…

– Gdzie jest Dżej? – spytał ponownie.

– Musiała się przejść – odpowiedział Orf, podkreślając ostatnie słowo. Profesor pokiwał tylko głową, wyobrażając sobie byka forsującego drzwi klasy. – Chyba się nie zgubi, to nie taki duży budynek.

– Miejmy nadzieję – powiedział spokojnie profesor, patrząc z nieciekawą miną w kierunku kolejnych schodów prowadzących gdzieś pod ziemię. Jak duża była ta szkoła?

– O, widzisz, już na nas czeka.

Dżej siedziała na podłodze przy drzwiach wyjściowych. Nie było to jej typowe zachowanie, przez co ciężko było stwierdzić, czy zły humor już jej przeszedł. Wpatrywała się w nich jednak z jakimś nieodgadnionym wyrazem twarzy… Jakby mimo, iż ich widziała, zastanawiała się nad czymś zupełnie innym. To było niepokojące. Dżej nie należała do osób, które błądzą myślami po światach możliwych. Zawsze twardo trzymała się tego co tu-i-teraz.

Nagle w jej piegowatej twarzy o zamyślonym spojrzeniu, Max odnalazł Arachne z czasów, gdy jeszcze była studentką. Oto jak wielki wpływ na wygląd ma charakter – pomyślał, przypominając sobie te wpatrzone w niego oczy, za którymi kryła się chęć zrozumienia tych dziwnych wzorów, którymi zawsze zasypywał studentów na pierwszym wykładzie.

– Obiecuję, że pod koniec semestru nie będą stanowiły dla was żadnej zagadki – mówił żartobliwym tonem, którego nikt nigdy nie słyszał. Aż do tamtej chwili, gdy w skupionych, szarych oczach jednej ze studentek dojrzał błysk rozbawienia i mimowolny skurcz uśmiechu w prawym kąciku ust. Chyba właśnie wtedy się w niej zakochał…

– Tato, mogłabym chodzić na zajęcia z muzyki? – spytała wciąż nie całkiem wyrwana ze swojego świata myśli Dżej.

Orf przystanął wpół kroku.

– Muzyki? Oczywiście, czemu nie… Szkoła oferuje naukę na wielu instrumentach…

– Chcę grać na sztalugach! – powiedziała z mocą Dżej.

Profesor wytrzeszczył na nią oczy.

– Kochanie, sztalugi to nie jest instrument… – powiedział, starając się nie roześmiać, słysząc swoje słowa. – Sztalugi służą do malowania.

– Malowanie? – spytał Orf. Słowo wydawało mu się znajome.

– Jakby to… Najogólniej mówiąc, a wiecie, jak nie lubię uogólnień, kredkami się rysuje, a maluje się farbami. Proces jest zbliżony. Chodzi o nakładanie kolorów na różne powierzchnie…

– Chcę grać – powiedziała z przekonaniem Dżej, zupełnie ignorując rozbawione spojrzenia brata i ojca.

– No proszę… – powiedział z westchnieniem profesor. – Dostałem od Minerwy informator dotyczący tej szkoły. W domu możemy go przejrzeć i wybierzecie, co wam się spodoba.

– Pod warunkiem, że zrozumiemy… – mruknął Orf, zerkając w zamyśleniu na siostrę. Piętnaście minut samotności i nagle postanowiła, że chce się uczyć w tej szkole? Nie poświęcał jednak temu więcej myśli. Z doświadczenia wiedział, że nawet gdy nie interesowało go, co robi siostra, to dowiadywał się o tym prędzej czy później, często wbrew swojej woli. Dżej nie potrafiła trzymać rzeczy dla siebie. Wszyscy musieli wiedzieć, co chodzi jej po głowie.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

OPOWIEŚĆ PIERWSZA: DECYZJA PROFESORA

OPOWIEŚĆ DRUGA: CI DZIWNI ZIEMIANIE

Reklamy