Tagi

, , ,

Opowieść Trzecia
Wyzwanie edukacyjne

[Opowieści Rodzinne]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT DZIESIĄTY

Orf patrzył na sufit, zastanawiając się, jak umieścić na nim obrazki, które dostał. W domu wczytałby je do centralnego systemu i wyświetlił na dowolnym przedmiocie znajdującym się w pokoju. Mógłby je powiększać, zmieniać im kolory… Mógł robić wszystko, a nigdy nie zrobił nic. Ściany jego pokoju wyświetlały jednolite tła, a sufit zaprogramował na transparentny, by móc obserwować niebo. Tęsknił za technologią, która na Marsie wykorzystywana była w każdej, nawet banalnej sprawie. Teraz widział, jak wiele możliwości to ze sobą niosło. Mógł już wtedy tworzyć obrazki tęcz w górach, nad jeziorami, nad morzem, w lesie, w jaskini: wszędzie!

Wyprostował rękę i patrzył na jeden z rysunków. Tym razem był to jakiś rodzaj ptaszka. Nawet podobny do jego czyżyków. W zasadzie wszystkie ptaszki z tych rysunków wyglądały podobnie. Dostał ich kilka i jedyną różnicą, którą dostrzegał w ich wyglądzie, były kolory. A przecież pamiętał, że obok wielkiej klatki z małymi ptaszkami, z której pochodziły jego czyżyki, stały też inne, zamieszkałe przez większe ptaki, o fantazyjnych kształtach i kolorach…

– Tata powiedział, że nie będziemy musieli uczyć się z tymi dzieciakami.

Zamknął oczy i uśmiechnął się pod nosem.

– To świetnie – odpowiedział bez złośliwości, chociaż nie miał ochoty na rozmowę Dżej.

Dziewczyna stała w drzwiach do jego pokoju jakaś niezdecydowana. Gdyby na nią fuknął i kazał spadać, wiedziałaby, co odpowiedzieć. Gdyby ją zignorował, także by się tym nie przejęła. Ale taka zwyczajna odpowiedź była czymś nowym, chociaż jeszcze nie wiedziała, czym różniła się od ignorowania…

W końcu weszła i usiadła na łóżku, zmuszając brata do podciągnięcia nóg. Ale i na to nie zareagował. Odłożył tylko rysunki i spojrzał na klatkę z czyżykami. Dżej także na nią spojrzała.

– Nie sprzątniesz im tej klatki? – spytała zaczepnie i oparła się łokciami o parapet.

– To nic nie daje. Cały czas znoszą te śmieci. Coś budują.

– Aha… – powiedziała i wsadziła palec między cienkie druciki. Czyżyk siedzący na tym całym śmietniku spojrzał na nią zdziwiony, ale nic nie zrobił. – Będę się uczyła grać – powiedziała ni to do siebie, ni to do brata. Orf patrzył na nią, ale z jego twarzy nie dało się niczego wyczytać. Po prostu ją obserwował, jakby sam chciał coś zrozumieć… – Może chciałbyś iść ze mną? – spytała w końcu najciszej jak mogła.

Łatwo było podejmować decyzje na fali emocji, ale wracając do domu uświadomiła sobie, że jednak boi się iść sama do Ziemian. Ta cała Luna była taka dziwaczna. Ale przecież Ziemianka z pewnością tak samo myślała o Dżej. Nie mogła więc wejść w ten ich świat ot tak, jak stała. Bała się, chociaż nigdy by się do tego nie przyznała.

– Mogę iść – usłyszała odpowiedź brata.

Spojrzała na niego z wdzięcznością, ale nie odezwała się słowem. Miała swoją dumę. To nie tak, że prosiła go o przysługę. Chyba Orf też zdawał sobie sprawę z tego, że na Ziemi to oni są dziwakami.

Wyzwanie edukacyjne - 10

***

Selena krążyła po gabinecie, nie mogąc skupić się na pracy. Nie wiedziała tylko czemu. Czy to dlatego, że pół dnia spędziła z dziećmi? Kiedyś na Marsie spędzała z nimi całe dnie…

– To nie było tak dawno… – westchnęła i usiadła przed mikroskopem. Patrzyła przez chwilę na obraz na dużym wyświetlaczu, ale nie miała ochoty na analizowanie go. Nie dziś.

W końcu zgasiła światła, otworzyła okno i wyjrzała w noc, chociaż zalecenia Biura były wyraźne: barykadować się po nastaniu zmroku. Wciągnęła w płuca przyjemne, chłodne powietrze i spojrzała w górę. Zza chmury wyłonił się właśnie lekko spłaszczony z prawej strony Księżyc. Selena zaniemówiła na widok blasku, jaki od niego bił. Był taki… taki… Tajemniczy. Niewiele brakowało, a wyszłaby przez okno, by znaleźć się bliżej… Ale jej analityczny umysł szybko przywołał ją do porządku. Przecież wcale nie będzie bliżej, jeśli wyjdzie na zewnątrz.

Jak w transie sięgnęła po czytnik i połączyła się z ziemską siecią.

„Selena”

Znalazła informacje o mitycznej bogini księżyca, ale niewiele jej to powiedziało. Przede wszystkim, co to znaczy „mityczna”? Lista zatwierdzonych na Marsie imion czerpie z kilku źródeł, widocznie ta „mityczność” jest jednym z nich.

– Zaraz… co ona wtedy powiedziała? System nadawania imion?

Chociaż poznanie ziemskiego systemu nadawania imion wydawało jej się absurdalne, to wyszukała także i to hasło. Okazało się jednak nie tylko niejasne, ale też bardzo zagmatwane.

– Wyrocznia… Kto nazywa człowieka wydającego wyroki wyrocznią? – mruknęła pod nosem. – I po co wydawać wyrok w sprawie imienia? Jakiś absurd…

Odłożyła czytnik i zamknęła okno. Czy Ziemianie mieli jakiś urząd, który orzekał o wyborze imienia? Ale po co?

– I takim ludziom mam zostawić moje dzieci? – westchnęła. Chyba będzie musiała zrezygnować z pracy na czas weryfikacji poczytalności pracowników szkoły. Co to za dziwna planeta?!

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | OSTATNI

OPOWIEŚĆ PIERWSZA: DECYZJA PROFESORA

OPOWIEŚĆ DRUGA: CI DZIWNI ZIEMIANIE

Reklamy