Tagi

, , , , , , , , ,

Kim jestem?

[Utopia]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT TRZECI

„W większej części Utopii funkcjonuje podział roku na cztery pory, zgodnie z cyklem życiowym opierającym się na dominacji czterech żywiołów. Ziemia odpowiada czasom intensywnego wzrostu na polach, Ogień to okres kwitnienia oraz godów wśród fauny, Woda to czas plonów i „opuszczania gniazd”. Pora Wody trwa najdłużej, gdyż młode muszą zyskać siły przed najchłodniejszym okresem roku: Powietrzem, kiedy to przyroda spowalnia, a czasem nawet zasypia na wiele dni, nim ponownie przebudzi się na czas Ziemi.

W niektórych krainach Utopii ze względu na różnice w klimacie i zachowanie zwierząt oraz roślin wyróżnia się dodatkowe pory, o długości nieprzekraczającej dwudziestu dni. Przykładem jest Górna Virda, kraj wysokich gór, gdzie dwukrotnie w czasie jednego roku można zaobserwować pory Ziemi i Ognia.

Kraina Inox jednak już u zarania swych dziejów odrzuciła tradycyjny podział roku wedle zmian natury jako podstawę datowania. Reforma króla Horka podzieliła czterysta dwunastodniowy rok na dwanaście miesięcy, w oparciu o trzydziestoczterodniowy cykl faz księżyca. Pierwszy miesiąc roku zaczyna się zawsze wraz z pierwszym nowiem. Dni poprzedzające go wliczane są do ostatniego miesiąca poprzedniego roku. Podział taki był podstawą do…”

Mion westchnął znudzony nad książką do geografii administracyjnej. Po co mu była ta wiedza o innych krainach, skoro nigdy nie ruszy się z Inoxu? I po co mu była taka rozległa wiedza o własnej krainie, skoro pewnie i tak skończy w jakimś małym miasteczku przy pługu, albo przy kilofie… Tak mu mówili bracia. Co z tego, że był synem władcy, skoro najmłodszym bez szans na sukcesję. Ojciec już pewnie wybrał dla niego miejsce w jednej z jedenastu prowincji i jedyne, co Mion mógł w tej kwestii zrobić, to zapewne ucieczka z domu.

Westchnął ponownie. Wiedział, że nie ma dokąd uciec. Był tylko dwunastoletnim chłopcem, który nigdy nie garnął się do książek. A bez tego nie miał na co liczyć – tak mu mówili. Ale po co mu wiedza, której w ogóle nie rozumiał? Po stokroć wolał jeździć z ojcem i starszymi braćmi do prowincji, gdzie mógł z chłopcami w swoim wieku bawić się, łowić ryby, czy nawet biegać po kopaniach, pomagając górnikom. Niewiele z tej pomocy wychodziło, ale lubił każdego miesiąca zajmować się czym innym z chłopcami, których poznał przy ostatniej wizycie. Wolałby być następcą ojca i tak jak on regularnie widywać się z poddanymi, rozmawiać z nimi o tym, co u nich się dzieje i czy można im jakoś pomóc. Ale był dwunastolatkiem z sześcioma starszymi braćmi, z których każdy miał większe prawo do korony niż on.

– Bryła – zaklął cichutko, bo wiedział, że nauczycielka tylko stwarza pozory zajętej własną książką.

Spojrzał bezmyślnie na grubą kobietę o surowym wyrazie twarzy, tak samo jak przez ostatnie minuty patrzył w podręcznik. Nie mógł się skupić na słowach, które zaczęły skakać mu przed oczami. Podział roku… Podział roku – myślał, wiedząc, że za kilka lat jego rok skurczy się do miesiąca wyznaczonego na królewską wizytację prowincji, w której zamieszka, oraz pozostałych trzystu siedemdziesięciusiedmiu dni, gdy będzie musiał robić ciągle to samo. Na przykład obsiewać maleńkie pole, wygospodarowane między miasteczkiem a stokiem góry.

– Nie czytasz, Mion – powiedziała lodowatym tonem panna Hinne i spojrzała na niego znad okularów zsuniętych na sam koniuszek naznaczonego licznymi piegami nosa.

Chłopiec nawet nie zamierzał udawać, że jest inaczej. Wstał i pod czujnym spojrzeniem szarych oczu podszedł do stołu nauczycielki.

– Nie rozumiem tego.

– To nie jest do zrozumienia, tylko do zapamiętania – powiedziała chłodno, ale bez nagany w głosie.

– To wiem, panno Hinne. Ale nie rozumiem, czemu my dzielimy rok inaczej niż reszta krain. Po co?

Nauczycielka zmarszczyła brwi i z uwagą studiowała jego twarz. Ze wszystkich braci Mion był najbardziej podobny do swego ojca, chociaż jak wszyscy królewscy synowie miał ciemne włosy swojej matki. Jednak urodę odziedziczył po rudowłosych przodkach ze strony ojca: duży, lekko garbaty nos tak gęsto naznaczony piegami, że wydawał się pomarańczowy, mocno zarysowaną szczękę, znamionującą zdecydowanie i silny charakter, oraz bladozielone oczy, tak samo jak u króla Karemona łagodne i nieco zamyślone. W młodości panna Hinne, córka poprzedniej nauczycielki kształcącej królewskie dzieci, podkochiwała się w młodym Karemonie, z których to czasów pozostał jej sentyment do najmłodszego z jego synów. Znała Miona od kołyski i lepiej od innych wiedziała, że mimo niechęci do podręczników, chłopiec przejawia ogromne zainteresowanie światem.

Mion także znał pannę Hinnę jak górnik swoją kopalnię. Wiedział, kiedy się gniewa – co nie zdarzało się w zasadzie tak często. Była oczywiście surowa i wymagająca, ale sprawiedliwa. Bracia, chociaż zawsze na nią narzekali, nigdy nie byli dla niej złośliwi. Nawet teraz, gdy mijali ją w zamkowych korytarzach, grzecznie się kłaniali i z uprzejmym uśmiechem pytali o zdrowie nauczycielki. Było w niej coś takiego, że budziła respekt, ale nie strach. A czasami, do czego Mion nigdy by się nie przyznał, widział w niej swoją drugą matkę. Panna Hinne nie miała własnych dzieci, czasem jednak odwiedzały ją dzieci jej rodzeństwa, które czy tego chciały czy nie, zawsze brały udział w prowadzonych przez nią lekcjach. Panna Hinne uważała, że wiedza to dar, którego nie należy trzymać tylko dla siebie. Ze swoją cierpliwością i stanowczością była urodzoną nauczycielką.

Teraz także czuł, że przygląda mu się nie ze zniecierpliwieniem, ale jakby zastanawiała się, co odpowiedzieć uczniowi, na to nieoczekiwane pytanie.

– Przejdźmy się, Mion – powiedziała w końcu i poprowadziła go na taras, a dalej do ogrodów, gdzie zwykle odbywały się lekcje przyrody.

Panna Hinne, jakby się nad tym zastanowić, miała niesamowicie rozległą wiedzę, skoro uczyła go tak wielu różnych rzeczy. Ileż ona mogła mieć lat? Kiedy się zdążyła tego nauczyć?

– Mapa? – zdziwił się, gdy stanęli przy wielkim, kamiennym stole, na którego blacie wyryta została mapa całej Utopii. Bracia mówili, że to przy tej starej mapie odbywały się najtrudniejsze sprawdziany. – Ale ja nie umiem… – zaczął.

Panna Hinne spojrzała na niego zdziwiona, a potem, nie mógł w to uwierzyć, zaśmiała się cichutko pod nosem.

– Mapa jest najlepszym sposobem, na wytłumaczenie ci, czemu Inox dzieli rok inaczej niż pozostałe krainy. Przyjrzyj się dobrze, Mion – powiedziała i wskazała mu jedną z krain. – Góry, szczyt obok szczytu, niewielkie doliny, wąwozy wyżłobione przez rzeki. Jaka to kraina?

Utopia - mapa

(ilustracja autorki)

– Pewnie Górna Virda – powiedział, patrząc na chropowatą powierzchnię mapy, którą wskazywała nauczycielka. Jej krótki opis pobudził wyobraźnię chłopca. Inox co prawda także była górzystym krajem, ale na mapie to właśnie tereny, które pokazywała panna Hinne jako jedyne wyraźnie wskazywały na górzysty charakter tej części Utopii. Wyglądały, jakby ktoś poustawiał obok siebie lodowe sopelki. Góry w ich kraju były łagodniejsze, co wielokrotnie widział na własne oczy.

– Brawo. A tutaj? Wyżyny poprzecinane dużymi rzekami, trochę jakby wyspy, prawda?

– To Wielka Gnoxia?

– Dokładnie. A ta wyspa o suchej ziemi, przecięta na pół ogromną rzeką, która ma swoje źródło w najwyższym paśmie górskim?

– Ataladia?

– Coś jednak zostało ci w głowie. To dobrze – pochwaliła go.

Potem wskazała na kolejną górzystą krainę, ale znacznie łagodniejszą, niż przypominające szczecinę jeża szczyty Górnej Virdy. Te góry miały łagodniejsze zbocza i znajdowało się między nimi więcej dolin, niektóre całkiem obszerne, a koryta toczących je rzek były szerokie nawet wtedy, gdy przedzierały się przez głębokie kaniony. Wybrzeże klifowe schodziło stromo ku morzu, często jednak tworzyło naturalne przystanie, gdzie cumować mogły statki. Wschodnia granica także wyglądała niczym klif, gdyż stanowiły ją wysokie, niemal pionowe ściany gór, wyglądające zupełnie tak, jakby ta część Utopii została uniesiona przez Bogów ponad resztę krain. Tylko trzy starożytne przejścia wydrążone w skale łączyły Utopię z tym górskim krajem… Mion widział niektóre z tych miejsc. To był jego ojczysty Inox.

– Różni się – powiedział z namysłem, porównując go z resztą Utopii. Był nie tylko wypiętrzony i odizolowany. Był przede wszystkim różnorodny.

– Różni się – przytaknęła panna Hinne. – Reforma kalendarza przeprowadzona przez pierwszego władcę naszej krainy, króla Horka, wynikała z jego doskonałej znajomości kraju. Dlatego nawet teraz, po tylu tysiącach lat wciąż jest stosowana i wciąż stanowi podstawę zarządzania krajem. Jeżeli kraj jest tak różnorodny, każda jego część wymaga uwagi. Co miesiąc król odwiedza kolejną prowincję, by wraz z poddanymi omówić potrzeby na nadchodzący rok. Czego innego potrzeba górnikom, czego innego rybakom, a z jeszcze innymi problemami zmagają się mieszkańcy prowincji zajmujących się uprawą i hodowlą. Twój ojciec w czasie tych wizyt rozmawia z poddanymi, wysłuchuje ich potrzeb a także skarg. Rozwiązuje ich problemy i decyduje o tym, jakie wydatki należy poczynić wcześniej, a jakie później. Władanie krajem wymaga znajomości własnych poddanych i ich życia. Gdy włada się krajem tak różnorodnym jak nasz, trzeba poświęcać temu wiele czasu. Stąd taki podział roku. Trzecia część każdego miesiąca przeznaczona jest na wizytę w prowincji, dwie pozostałe na sprawy urzędowe.

– No dobrze, wiem. To znaczy, teraz lepiej to rozumiem… – powiedział i zapatrzył się na północno-wschodni kraniec Inoxu, gdzie góry były prawie tak wysokie, jak te w Górnej Virdzie. – Ale po co mam się tego uczyć, skoro zostanę wysłany do jednej z tych prowincji jako zwykły mieszkaniec. W najlepszym wypadku wybiorą mnie na urzędnika… Będąc tam nie będę potrzebował wiedzy, którą ma władca, prawda?

– Naprawdę tak uważasz? – panna Hinne spojrzała na niego marszcząc brwi, ale oczy miała pogodne. – Sądzisz, że zwykli ludzie nie powinni znać swojego kraju? A jeśli któregoś dnia obudzisz się i uznasz, że nie chcesz być rybakiem, tylko górnikiem? Ojciec wyśle cię tam, gdzie uzna, że będzie ci najlepiej, ale nikt nie będzie mógł cię zmusić do przeniesienia się gdzie indziej. A jeżeli nawet zostaniesz w tym samym miejscu i „w najlepszym wypadku” zostaniesz urzędnikiem, to nie chciałbyś lepiej rozumieć tego, co jest ważne dla twojej prowincji?

– Przecież będę to wiedział, mieszkając w niej – powiedział z przekorą.

– Tak sądzisz? No proszę, to czemu nie każdy zostaje urzędnikiem?

– No… Trzeba wiedzieć o sprawach państwa?

– Oczywiście, że trzeba. Im więcej wiesz, tym łatwiej ci walczyć o swoje. Na przykład w miasteczku, w którym zamieszkała moja siostra, regularnie wylewała rzeka. Ludzie domagali się tamy, ale ustawienie jej spowodowałoby zalanie terenów innego miasta, które położone było niżej – wskazała jakieś miejsce na południu. – Wiedząc to, urzędnik udał się do kasztelana prowincji, by spróbować znaleźć wyjście z tej sytuacji. Urzędnicy z miast leżących przy tej samej rzece długo omawiali możliwe rozwiązania tego problemu. Gdy twój ojciec przybył do prowincji, opowiedzieli mu o wszystkim, nad czym tyle czasu debatowali. W trakcie rozmów z królem okazało się, że w sąsiedniej prowincji w pobliżu tej samej rzeki znajdują się miejsca targane suszą i ta wiadomość przyczyniła się do znalezienia rozwiązania. Stworzenie sieci kanałów i zbiorników trwało wiele lat i objęło tereny trzech prowincji leżących wzdłuż tej jednej rzeki. I chociaż jestem pewna, że Karemon sam wpadłby na ten pomysł, to dzięki współpracy tylu miast udało się to zrobić szybciej. A wszystko dzięki trosce jednego urzędnika o sąsiednie miasto.

Mion patrzył na pannę Hinne z otwartymi ustami. Opowieść była krótka i omijała pewnie setki szczegółów, ale przed oczami chłopca stanął obraz władcy, który rozwiązuje problemy wielu ludzi. Nie chciał być urzędnikiem, który musi szukać wsparcia. Chciał być tym, kto tego wsparcia udziela. Chciałby być królem, jak jego ojciec.

– Musiałbym się dużo nauczyć, prawda? – szepnął do własnych myśli.

– Musisz się dużo nauczyć – poprawiła go panna Hinne i spojrzała na mapę, na wyżynę, z której pochodziła jej rodzina. – Kto wie, może kiedyś będziesz urzędnikiem miasta, albo kasztelanem prowincji? A może zostaniesz spadkobiercą ojca – powiedziała z dziwną nuta w głosie.

– Jestem najmłodszy.

– Widziałam, że patrzyłeś na Szare Góry – powiedziała nieoczekiwanie. Mion znowu spojrzał na najwyższe szczyty inoxyjskich gór. – Wiesz, co tam się znajduje, prawda?

Kiwnął głową. Wszystkie dzieciaki to wiedziały. Ptasie królestwo – rezerwat ptaków, w którym mieszkali królewscy-strażnicy, długowieczne magiczne ptaki, które służyły tylko władcy Inoxu. Każdy dzieciak marzył o tym, by zobaczyć strażnika. Gdyby takiego złapał…

– Jeszcze przez złotym wiekiem to ptaki-strażnicy decydowali o tym, kto zostanie władcą Inoxu. Niejednokrotnie zdarzało się, że królem zostawał ktoś, kogo nawet nie brano pod uwagę. Dlatego musisz się jeszcze wiele nauczyć, żeby mieć szansę na koronę, Mion – powiedziała już swoim zwyczajnym, chłodnym głosem. Potem ruszyła z powrotem do sali lekcyjnej. Mion rzucił raz jeszcze okiem na kamienną mapę. Gdyby tylko złapał ptaka-strażnika…

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | OSTATNI

Reklamy