Tagi

, , , , , , , , ,

Kim jestem?

[Utopia]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT CZWARTY

Pracował na to od kilku miesięcy. Teraz z radością rozsadzającą mu pierś podróżował wraz z ojcem po piątej prowincji leżącej w północno-wschodniej części Inoxu. Ze zniecierpliwieniem wypatrywał dachów miasteczka leżącego w dolinie u podnóża jednej z Szarych Gór. Ku zadowoleniu panny Hinne przesiadywał całymi dniami w bibliotece, gdzie szukał wszystkich informacji na temat Królestwa Ptaków – rezerwatu znajdującego się na terenie Szarych Gór. Wiedział już chyba wszystko na temat tego miejsca, gdy ojciec nieoczekiwanie oznajmił, że tym razem nie zabierze ze sobą żadnego z synów.

Mion podsłuchiwał pod wszelkimi drzwiami, by zdobyć jak najwięcej informacji dotyczących tej dziwnej decyzji ojca. Do tej pory król Karemon zawsze zabierał na wizytację przynajmniej jednego z siedmiu synów, uważał bowiem, że chłopcy powinni znać swój kraj. Zawsze kłócił się z matką o to, ilu zabierze następnym razem, i nigdy nie udało mu się przekonać jej, żeby towarzyszyło mu więcej niż trzech.

– Oprócz jeżdżenia po kraju, muszą się uczyć też doglądania spraw w zamku pod twoją nieobecność. Nie jest wykluczone, że będą tu mieszkać. Król potrzebuje dobrych doradców i pomocy w sprawach administracyjnych.

– Ale wszyscy czterej? Suno i Lurk mają piętnaście lat, a Mion tylko dwanaście. Nie są w wieku, w którym interesują się sprawami administracyjnymi.

– Wasza wysokość – zaczynała oficjalnym tonem matka. – Jeżeli zabierzesz ich, to Tunn też będzie chciał jechać. Nie zgodzi się zostać tu sam. Dobrze wiesz, że wszyscy twoi synowie wolą jeździć, niż zostawać w zamku. Dlatego ustaliliśmy, że nie więcej niż połowa naszych dzieci będzie z tobą podróżować. Ustaliliśmy to – podkreśliła królowa, a król jedynie skinął głową, po raz kolejny myśląc, że gdy dochodziło do tych ustaleń, spodziewał się, że będzie miał także niechętne do takich wyjazdów córki.

Tym razem jednak ojciec chciał, by w zamku zostali wszyscy synowie, a z podsłuchanych rozmów nie dało się niczego zrozumieć, poza tym, że coś wydarzyło się w Królestwie Elfów. Co przecież nie miało żadnego związku z Inoxem! – denerwował się schowany w szafie Mion.

– Ale ojcze, tak bardzo chciałem zobaczyć Królestwo Ptaków. Przecież obiecałeś! – po wielokroć powtarzał z wyrzutem Mion, wiedząc, że dziecinne dąsy najlepiej działają na pobłażliwego względem dzieci ojca. Mion oczywiście nie uważał się za dziecko, ale wiedział, że czasem dobrze jest, gdy inni tak o nim myślą.

W końcu ojciec dał się namówić. I oto byli na miejscu.

– Tato, czy ptak-strażnik tam naprawdę mieszka?

– Oczywiście – powiedział król, przeglądając jakieś papiery. Rozmowy z urzędnikiem poprzedniego miasta okazały się bardzo zajmujące i musieli przedłużyć wizytę o jeden dzień. Mion widział, że ojciec był czymś zaniepokojony, ale skoro wyjechali już z tego miasta, to mogli zostawić jego problemy na później, gdy ponownie znajdą się w zamku. To znaczy ojciec mógł, Mion nie miał o nich zielonego pojęcia.

– Pokażesz mi go?

– Synku, strażnik prowadzi nocny tryb życia. Poza tym jest starym ptakiem i nie należy go męczyć…

– Myślałem, że jest ci posłuszny.

– To, że jest posłuszny, nie znaczy, że powinienem go kłopotać bez powodu.

Mion przez chwilę milczał, ważąc w myślach słowa ojca. Stary ptak… Tylko jeden?

– Jak stary?

– Ma ponad pięćset lat.

– A co się stanie, gdy umrze?

– Synu…

– Nie było o tym nawet słowa w książkach! – poskarżył się. Ojciec spojrzał na niego i odłożył papiery. – Przecież chyba powinienem wiedzieć o nim cokolwiek? A co jeśli zostanę kiedyś urzędnikiem w tym miasteczku i będę musiał mu pomóc, bo będzie chory?

– Raczej nie znajdziesz w takiej sytuacji – zaśmiał się ojciec i już z powrotem sięgał po papiery, gdy padło kolejne pytanie:

– Skąd wiesz?

– Mion, ptak-strażnik to taka etykieta… Jak król. W górach jest małe stado tych ptaków i to ten najstarszy pełni funkcję strażnika. Wiadomo, że nie jest wieczny. Kiedyś jego czas nadejdzie i ówczesny władca będzie musiał pozwolić mu odejść. Taka jest kolej rzeczy.

– Stado?! – spytał z radością Mion.

– Tak. I należy zostawić je w spokoju. Strażnik jeszcze nie jest tak stary, synu. Poza tym świetnie sobie radzą. Są w końcu magiczne… Tylko nie rozpowiadaj tego dzieciom w miasteczku. I tak mamy problem z ciągłymi wypadami chłopców do rezerwatu – powiedział król, lecz coś go zaniepokoiło w entuzjazmie syna. Może nie powinien mu mówić o stadzie ptaka-strażnika? Im mniej osób o tym wiedziało, tym lepiej dla ptaków.

Przeczesał dłońmi gęste, marchewkoworude włosy, maskując tym gestem szybkie spojrzenie, jakie rzucił synowi. Mion był do niego bardzo podobny i król nieomylnie odgadywał jego myśli z mimiki tak łudząco podobnej do jego własnej. Albo Mion właśnie postanowił zabrać się za zadanie domowe, które dostał od panny Hinne, albo układał sobie w głowie jakiś plan. A znając syna Karemon był pewien, że ten „zapomniał” o zadaniach.

– Naprawdę? A czemu tam chodzą? – spytał niewinnie Mion, chociaż domyślał się odpowiedzi. Każdy dzieciak marzył o tym, by złapać ptaka-strażnika. Król też miał tego świadomość. Uznał to jednak za dobrą okazję, by wybić Mionowi z głowy ten pomysł.

– Myślą, że jak go złapią, to przejmą moją pracę – odpowiedział ze śmiechem, zerkając ukradkiem na syna, by przekonać się, jak Mion przyjmuje jego słowa. Jednocześnie wyobraził sobie zdziwienie na twarzach dzieci, gdyby stary strażnik bezceremonialnie odepchnąłby je od siebie jednym kopnięciem i zniknął w ciemności, nim te zdążyłyby się zorientować, co je kopnęło. Nie musiałby nawet na chwilę stawać się widzialny, by utrzeć dzieciom nosa. Nie bez powodu choć nieliczne, te magiczne ptaki przetrwały tyle tysięcy lat.

– A tak nie jest?

– Oczywiście, że nie – powiedział z powagą król i spojrzał synowi w oczy. – Złapanie ptaka-strażnika sprawi, że straci do ciebie zaufanie, a bez tego nigdy nie uzna cię za godnego następcę tronu.

– To… Co ty zrobiłeś, żeby cię uznał? – Karemon ucieszył się, widząc w oczach syna nie ciekawość, ale powagę. Mion nie traktował swego planu jak zwyczajnej zabawy. Z jakiegoś powodu bardzo chciał spotkać strażnika i było to dla niego ważne.

– Nic – odpowiedział zgodnie z prawdą. – Gdy mój ojciec był już stary, strażnik po prostu do mnie przybył, uznając, że już czas, bym zajął miejsce na tronie.

– Tak po prostu?

– Tak po prostu. Chociaż widziałem go już wcześniej – dodał po chwili namysłu. – Podczas jednej z wizyt w miasteczku na południe stąd siedzieliśmy z ojcem do późna, zastanawiając się, co zrobić w sprawie zarazy świń… Strażnik pojawił się nagle w pokoju. Okrągły, czarny, z długą szyją i szerokim, ostrym dziobem. Przywitał się z ojcem. Coś mu wtedy powiedział, ale tylko władca rozumie strażnika. Nim wyszedł, spojrzał na mnie… Poczułem wtedy, że mnie ocenia, jakby chciał się przekonać, jaki jestem. Gdy się żegnał, skłonił głowę także przede mną, jakby już wtedy zdecydował, że będę następcą ojca. Tak się wtedy poczułem.

– Nie pytałeś go o to?

Król spojrzał na syna, jakby ten zadał mu jakieś głupie pytanie. Ale gdy już miał odpowiedzieć, głos uwiązł mu w gardle. Oto jego dwunastoletni syn zadał to śmieszne pytanie zupełnie poważnie i patrzył na niego wyczekująco z wyzwaniem w zielonych oczach. W tej chwili przypominał swoją matkę, chociaż cerę miał rumianą, pełną piegów i duży nos władców Inoxu. Karemon zrozumiał, że Mion nie był już dzieckiem, chociaż czasami wciąż był dziecinny.

Ale w oczach syna dostrzegł coś jeszcze, chociaż od kilku chwil odpychał od siebie tę niepokojącą myśl. Nie dało się jednak zignorować tego, co chodziło po głowie chłopca i odbijało się w jego pełnych determinacji oczach. Mion chciał zobaczyć ptaka-strażnika. Chciał, by ten uznał go za godnego korony. Dlatego tak bardzo chciał wyruszyć do piątej prowincji…

– Nie zapytałem go – powiedział król Karemon i wyjrzał przez okno. Ta determinacja… Może strażnik wzywał Miona, chcąc przyjrzeć się najmłodszemu z królewskich dzieci? Jeżeli tak, to Karemon nie mógł synowi zabronić tej wyprawy. Strażnik nie tylko był sługą króla, miał też swoje prawa.

Mion nie spuszczał wzroku z ojca, jakby szukał ukrytego znaczenia w jego słowach. Ale król wiedział, że syn pozna je tylko wtedy, gdy sam spotka strażnika. Pewnych rzeczy nie da się ubrać w słowa. I pewnych rzeczy nie można powstrzymać. Mion ruszy w nocy do rezerwatu razem z chłopcami z miasteczka – król był tego pewien. Co go ciągnęło? Jego własne pragnienia, czy pragnienia strażnika? Czy starsi synowie też już znaleźli się w zasięgu wzroku ptaka? Mógł go zapytać wprost, czy już dokonał wyboru i czy następnym królem będzie któreś z jego dzieci. Zbyt wiele pytań zaczęło krążyć po głowie króla Karemona. Znał jednak strażnika już wystarczająco długo, by wiedzieć, że niektórych odpowiedzi nie należy poszukiwać. To czy Mion wybierał się do rezerwatu na własne życzenie czy z woli strażnika nie było istotne.

– Widocznie tak musiało być… – powiedział do siebie, gdy wreszcie znalazł się sam w przygotowanym dla nich na tę noc pokoju. – Tylko czemu teraz. Jesteśmy przy samej granicy… Miej na niego oko, choćby z oddali – poprosił, patrząc przez okno na syna witającego się z poznanymi przed trzema laty chłopcami. No tak, był już tu kiedyś z matką.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | OSTATNI

Reklamy