Tagi

, , , , , , , , ,

Kim jestem?

[Utopia]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIĄTY

– A ja myślałem, że zmyślasz! – szturchnął Miona pod żebrami najstarszy z chłopców. – A ty naprawdę jesteś synem króla. Nie wyglądasz, wiesz? – mrugnął do niego Gron z aprobatą.

W czasie każdego z tych dłuższych wyjazdów z matką przekonywał się, że poddani mają bardzo dziwaczne wyobrażenie o tym, jak wygląda i zachowuje się rodzina królewska. Suno i Lurk, z którymi najczęściej wyjeżdżał na te rodzinne wakacje, zwykle wdawali się w bójki w obronie „swojego szlachetnego pochodzenia”, gdy inne dzieciaki poddawały w wątpliwość ich królewską proweniencję. Mion jednak wcale się tym nie przejmował. Był jaki był. W zasadzie niczym nie różnił się od tych dzieciaków z prowincji, a każdy w zamku mówił, że jego przyszłość miała wyglądać tak samo, jak na przykład Grona. O co więc miałby się bić? Przecież nic złego nie mówili ani o jego rodzicach, ani o nim.

– Nie staram się – odpowiedział mu, wyszczerzając zęby radośnie.

– Ale tym razem chyba długo tu nie zostaniesz, co? – spytała nieśmiało młodsza siostra Grona Fanna. Dziewczyna tak, jak on miała dwanaście lat, ale zachowywała się jakby była młodsza. Albo jakby była chłopcem. Miała poocierane kolana i ręce brudne od czołgania się po starych tunelach razem z braćmi. Tylko długie, miedziane warkocze sugerowały, że jednak jest dziewczyną.

– Do jutra, może jeden dzień dłużej. Zależy jak dużo spraw wasz urzędnik ma do omówienia z ojcem. Potem jedziemy na południe.

– To musi być strasznie nudne tak cały czas jeździć – mruknął Tuan, syn tutejszego urzędnika. – Gdybyś przynajmniej mógł dłużej gdzieś posiedzieć…

Mion zastanowił się chwilę nad słowami Tuana. Nudne? To było jego marzenia ciągle jeździć po królestwie, każdego dnia mieć inny widok za oknem, rozmawiać z innymi ludźmi i pomagać im. Jak komukolwiek mogło wydawać się to nudne?

– A ja to w ogóle nie chciałbym jeździć. Podoba mi się tutaj – powiedział Flyn, zwany Szczerbatym, i uśmiechnął się, ukazując wszystkim ułamany ząb, swoją największą dumę. – Szczególnie nocą – mrugnął do Miona, za co został szturchnięty przez Tuana.

– Nie tutaj – syknął Gron i poprowadził Miona gdzieś poza granice miasta. Pozostałe dzieciaki poszły za nimi, wypytując przez całą drogę o to, jak wygląda życie w zamku, co Mion robi całymi dniami i ilu służących podaje mu łyżkę z zupą.

– Sam jem zupę – zdziwił się Mion. – Teraz głównie się uczę. Suno i Lurk też powinni, ale przekonali matkę, że rok przerwy dobrze im zrobi, i teraz panna Hinne skupia całą uwagę na mnie…

– Gruda – przeklął najmłodszy z zebranych, siedmioletni Hon.

– A ja bym chciała się dużo uczyć – powiedziała Fanna, a oczy jej zalśniły. – I podróżować! Chciałabym kiedyś zobaczyć to, co jest po drugiej stronie naszych gór.

– Cicho, głupia, bo ktoś się domyśli – szepnął jej brat, a Fanna jedynie spłonęła rumieńcem i spuściła wzrok. Mion spojrzał na nią, potem na Grona i uśmiechnął się pod nosem. Miał więcej szczęścia niż przypuszczał! Najwyraźniej cała banda wieczorami wymykała się w góry i było bardzo prawdopodobne, że tym razem zabiorą i jego.

Mion miał wrażenie, że zna tę okolicę, a gdy jego oczom ukazał się ogromny szałas, przypomniał sobie, że to właśnie tutaj trzy lata temu został uznany za „swojego”, po tym, jak ustrzelił z procy szczura. Zaimponował tym nawet starszym chłopcom. Teraz mieli oni po szesnaście i siedemnaście lat, i pewnie pracowali już z dorosłymi w kopalniach. Gron niedługo podzieli ich los, ale na razie większość czasu wciąż spędzał z dzieciakami, chociaż co któryś dzień wychodził z ojcem do kopalni.

– Ale tata woli, jak Gron ma na mnie oko – szepnęła Fanna.

– Za rok to ty będziesz pilnowała młodszych braci, co?

– Pewnie tak… W końcu będę najstarsza. Ale na razie nie muszę.

– Wchodź! – klepnął go w ramię Tuan.

Szałas powiększył się od czasów, gdy ostatni raz tu był. Pierwotnie zbudowany z gałęzi, teraz został obudowany kamieniami i deskami.

– Prawie nie przecieka – pochwalił wspólną robotę Szczerbaty. – I można wejść na górę, by patrolować okolicę. – Wskazał starą drabinę, która niknęła w dziurze nad ich głowami.

– Nieźle…

Mion rozejrzał się po tej prowizorycznej chacie. Było kilka kamieni na których można było usiąść, jakieś stare metalowe pudła, w których kryły się śmieci urastające w oczach zgromadzonych wokół niego dzieciaków do roli skarbów. On sam pewnie zachwyciłby się nie jednym dziwacznym kamieniem, czy kolorowym piórkiem, które leżały na dnach wiader i starych rondli. Chociaż nie uważał się już za dziecko, to w przeciwieństwie do braci nie udawał, że jest dorosły, bo nie kojarzyło mu się to z niczym ciekawym. Ale kto wie, może zmieni zdanie po dzisiejszej nocy?

Spojrzał po zgromadzonych. Osiem rumianych twarzy poznaczonych piegami, patrzyło na niego w niecierpliwym oczekiwaniu. Od Grona po Hona wszyscy liczyli na pochwałę, a także, co dotarło do Miona dopiero po chwili, na jakieś rozkazy? Tak. Patrzyli na niego w oczekiwaniu na jakąś decyzje. A przecież nie było go tu trzy lata i wcale nie był najstarszy.

– Zawsze chciałem mieć taki fort u siebie. Ale po co by mi on był, gdybym miał siedzieć w nim sam – powiedział, chwaląc tak robotę, jak i towarzystwo, w jakim się znalazł. Nie dało się ukryć, że odpowiedni ludzie są koniecznym warunkiem udanego przedsięwzięcia. Wszyscy pokiwali z zadowoleniem głowami, bo odpowiedź ta była odpowiednia w swej formie: wystarczająco niejasna, by zawarta w niej pochwała nie zabrzmiała dziewczyńsko.

– Mamy stąd blisko do rezerwatu – powiedział w końcu milczący do tej pory Drum, kolejny z braci Fanny.

– Wychodzimy dziś? – spytał rzeczowo Mion. Wszyscy spojrzeli po sobie. W końcu Gron skinął głową.

– Jeśli wasza wysokość się nie boi, to w godzinę po zmierzchu.

Mion wyszczerzył zęby w uśmiechu. Wszystko szło zgodnie z jego planem. Oby tylko udało mu się trafić na strażnika.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | OSTATNI

Reklamy