Tagi

, , , , , , , , ,

Kim jestem?

[Utopia]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT SIÓDMY

Dimethin ściągnęła wodze i koń stanął dęba na skraju lasu tuż przed skalną ścianą – dojechała do Złotych Gór, granicy między dwiema krainami. Niebo nad jej głową było już kobaltowe. Nawet gdyby miała odpowiednie umiejętności i sprzęt do wspinaczki, lub chociaż magię pozwalającą jej na wspięcie się na szczyt, to już za godzinę wszystko miało pogrążyć się w ciemnościach nocy. Ale Ruki był tam, w inoxyjskich górach od kilku dni. Czuła jego magię w okolicy, co znaczyło, że gdzieś w pobliżu rzucił zaklęcie.

– Był tutaj? – Tamanthel i Dargel zatrzymali swoje konie obok niej. Skinęła głową, wciąż wpatrując się w szczyt.

– Poszedł w góry – powiedziała spokojnie, ale Tamanthel widziała, że matka jest zdenerwowana.

– W górach trudniej będzie znaleźć ślad.

– Jeśli są tam stare drzewa, to będę mógł się czegoś dowiedzieć. Ich pieśń powinna się nieść na dużo większe odległości niż w lesie – powiedział Dargel, ale widok niemal równej, pionowej ściany wypiętrzonych gór nie napawał optymizmem.

– Zaraz zapadnie zmrok… – szepnęła Dimenthin, wciąż skupiając się na śladzie magii Rukiego. Czy nic mu się nie stało?

– Powinniśmy bez problemu przejść przez te góry – powiedział niespodziewanie Dargel. Tamathel i Dimethin spojrzały na niego pytająco. Pokazał im mapę i wskazał kolejne punkty. – Gdybyś musiała tworzyć wrota, to byłoby zbyt wyczerpujące, ale doliny są względnie blisko siebie, jest też kilka przełęczy…

– Mogłabym nas przenieść bez użycia wrót – dokończyła za niego Tamanthel. – Możliwe, że uda nam się dotrzeć do jakiegoś miasta zanim całkowicie się ściemni.

– Nie powinnaś tak nadwerężać mocy, Tamanthel – przypomniała jej matka.

– Nic mi nie będzie. Musimy znaleźć Rukiego i zabrać go do Starego Królestwa jak najszybciej.

– Narażam jedno dziecko, by odnaleźć drugie – powiedziała z westchnieniem Dimethin. Nie wiedziała, jaka decyzja jest lepsza w tej chwili. Z jednej strony dzika moc Rukiego, która przejęła nad nim kontrolę, była dość potężna, by syn przetrwał w dowolnym miejscu w Utopii. Z drugiej, im dłużej był pod jej panowaniem, tym mniejsze były szanse na to, że znowu będzie taki, jak wcześniej. Może już na zawsze pozostać tylko naczyniem na magię i za kilka lat przemienić się w kryształ… Jednak ile czasu to „za długo”?

– Mamo – Tamanthel wyciągnęła do niej dłoń. Dimenthin zeszła z konia i puściła go wolno wiedząc, że odnajdzie drogę do druidzkiego miasta, z którego go zabrali. Skinęła głową i po chwili poczuła przyjemny chłód związany z teleportacją. Nim zdążyła cokolwiek pomyśleć, już stała na szczycie góry. Miała wrażenie, że wiatr siecze jej skórę niczym bat, ale nie zważała na to. Wyprostowała się dumnie i skupiła na magii Rukiego.

Wiele razy wcześniej jej magiczny talent pomagał jej w szukaniu tak członków rodziny, jak i magicznych przedmiotów. Potrafiła wyczuć ślad nawet najmniejszego zaklęcia nawet kilka tygodni po jego rzuceniu. Doskonale wiedziała, które z dzieci eksperymentowało z przedwcześnie obudzonym talentem i dyskretnie pilnowała, by zbyt często tego nie robiły. Pierwszy raz jednak musiała szukać kogokolwiek przez kilka dni i to w innych krainach, pełnych obcej magii, przesłaniającej jej magicznemu zmysłowi to, co było teraz najważniejsze. Ale na szczycie tej góry po raz pierwszy od wyruszenia z Królestwa Elfów dni nic nie zakłócało jej skupienia. Tutaj powietrze było chłodne i czyste, i jedyną obcą magią, którą wyczuwała, była ta pochodząca od najstarszych drzew rosnących w położonych nisko dolinach. Bez trudu zlokalizowała delikatne drżenia pozostawione przez zaklęcie Rukiego, daleko na północ od nich.

– Był tam – wskazała na kolejną górę.

– Na szczycie?

– Nie, na przełęczy za tą górą.

– Potrafisz wyczuć jego magię z takiej odległości? – zdziwiła się Tamanthel.

Dimethin jedynie kiwnęła głową. Była matką, która szukała swojego dziecka. Żałowała, że jej talent magiczny nie sięga jeszcze dalej.

W dwóch skokach Tamanthel przeniosła ich na przełęcz, którą wskazała matka. Tutaj wiatr był cieplejszy, ale chłód wciąż przenikał ich do kości.

– Dokąd dalej?

Dimethin zamknęła oczy i zakryła uszy dłońmi. „Ruki” – powtarzała w myślach, starając się jeszcze bardziej wyostrzyć ten magiczny zmysł, którym została obdarzona. „Ruki, dokąd poszedłeś?”

Otworzyła oczy i już w ciemnościach nocy wskazała na odległe góry.

– Tak daleko? – zdziwiła się Tamanthel.

– To Szare Góry. Królestwo Ptaków… – powiedział Dargel, patrząc ponownie na mapę, oświetlając ją magicznym kryształem.

– Jesteś pewna, że dotarł aż tam?

– On tam jest teraz.

– W co on się zamienił, że dotarł tak daleko?

– W sokoła, albo jastrzębia. Sosny na zboczu wciąż zachwycają się magiczną przemianą sprzed kilku dni – powiedział Dargel, wsłuchując się w najdziwniejszą pieśń, jaką kiedykolwiek nuciły przy nim drzewa.

– Tam musiał wiele razy zmieniać postać, dlatego czuję go nawet z takiej odległości.

– No to musimy się tam szybko przenieść.

– Tamanthel – matka spojrzała na nią poważnie. – W Królestwie Ptaków nawet król Karemon nie ma władzy.

– Poradzimy sobie – powiedziała z mocą Tamanthel i ścisnęła matkę za ramiona.

– Tami, dasz radę stworzyć wrota? – spytał Dargel.

– Chyba tak, ale dokąd chcesz się przenieść?
– Spójrzcie. – Pokazał im mapę, chociaż wiatr robił co mógł, by wyrwać mu ją z dłoni. – Tuż przy granicy Królestwa Ptaków jest miasteczko. Będziemy mogli się tam zatrzymać na noc i z samego rana szukać dalej.

– Przeniosłam nas tylko trzy razy, powinnam dać radę stworzyć wrota.

– Tamanthel… – Dimethin w tym jednym krótkim słowie zawarła całą troskę o obydwoje swoich dzieci. Córka uśmiechnęła się do niej pocieszająco i czym prędzej stworzyła kruche wrota. Była zmęczona tymi kilkoma dniami w drodze, ale troska o Rukiego dodawała jej sił. Znajdą go! Byli już tak blisko. Oby tylko znowu nie uciekł…

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | OSTATNI

Reklamy