Tagi

, , , , , , , , ,

Kim jestem?

[Utopia]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT ÓSMY

Przekraczając próg kryształowych wrót, które nagle pojawiły się w samym środku miasteczka, Tamanthel wpadła na jakieś dziecko. W pierwszej chwili pomyślała, że w jakiś nieoczekiwany sposób znalazła Rukiego, ale mimo podobnego wzrostu, chłopiec wydawał się być starszy od jej braciszka. Musiał być Inoxyjczykiem.

– Wszystko w porządku? – spytała z troską. Chwilę potem za jej plecami pojawili się Dargel i Dimethin, a kryształowe wrota pękły, pozostawiając wokół ich trojga magiczny pył, który powoli rozpływał się w powietrzu, aż całkowicie zniknął.

Sięgający jej zaledwie do pasa chłopiec o potarganych, ciemnych włosach zamrugał okrągłymi ze zdziwienia oczami i odszedł dwa kroki. Trójka wysokich ludzi o spiczastych uszach – zapewne Elfów – wyszła z jasnego portalu, który pojawił się nawet bardziej niespodziewanie niż oni. Dwóch kolejnych chłopców pojawiło się obok niego i dopiero ten znajomy element dziwacznej rzeczywistości pozwolił mu odpowiedzieć na pytanie nieznajomej:

– Tak… – Ale głos mu zadrżał z braku pewności, a twarz zbladła. Ile problemów spadnie na niego tej jednej nocy? Trzy Elfy w środku nocy pojawiają się w inoxyjskim miasteczku. To przez nie ojciec nie chciał go zabrać ze sobą do tej prowincji… Czyli problem Królestwa Elfów postanowił stopić się w jedno z problemem porwania Fanny, myślał gorączkowo Mion.

– Czy moglibyście zaprowadzić nas do miejsca, w którym będziemy mogli przenocować? – spytała Tamanthel, widząc, że wszyscy trzej nie mają pojęcia, co zrobić w obliczu tak nieoczekiwanego spotkania.

– Nie ma czasu – krzyknął Mion i złapał ją za rękę. – To nie może być przypadek, że się tu pojawiliście. Zaprowadzę was do ojca.

– Do… Dobrze… – odpowiedziała równie niepewnie co przed chwilą chłopiec Tamanthel. Obejrzała się na matkę i Dargela, ale nie stawiała oporu, gdy trzej chłopcy ruszyli w kierunku największego z budynków stojących przy głównym placu.

– Mion, co ty robisz?! – usłyszała, jak najmniejszy z chłopców pytał z płaczem w głosie.

– To wszystko może mieć znaczenie – odpowiedział prowadzący ją Mion.

– Wszystko? – spytała Tamanthel i ponownie spojrzała na matkę i Dargela. Czy wszyscy mieszkańcy Inoxu zostali poinformowani o zniknięciu Rukiego? W zasadzie każdy z nich mógł się na niego natknąć, więc nie byłby to tak niedorzeczny pomysł, jak jej się w pierwszej chwili zdawało.

Dimethin szła za córką, ale co jakiś czas zerkała w kierunku, z którego przybyli chłopcy. To tam musiał być rezerwat a w nim ślad magii Rukiego.

– Byliście w Królestwie Ptaków? – spytała, domyślając się, że coś musiało się tam wydarzyć. Może nawet za sprawką jej Rukiego.

– Wiedziałem, że to nie może być przypadek! – wykrzyknął Mion, ale oprócz triumfu w jego głosie dało się także słyszeć zdenerwowanie. Ile ten chłopiec mógł mieć lat? – „Dwa przypadki to dobry żart, trzy to przeznaczenie” – zacytował stare powiedzenie Druidów. – Ten problem w Królestwie Elfów, przez który ojciec nie chciał mnie tu zabrać… Jesteście tu z tego powodu, prawda?

– Nie wiem, co masz na myśli, mówiąc problem… – odpowiedziała ostrożnie Tamanthel, chociaż domyślała się, że w ten dziwaczny sposób Mion mówi o poszukiwaniach jej brata. Chłopiec wydawał się bardzo inteligentny, ale mimo wszystko jego słowa wciąż były zagmatwane. Co miał na myśli, mówiąc, że to wszystko może mieć znaczenie? Czy natknęli się tej nocy na Rukiego?

– Zaraz wszystko wytłumaczę.

Otworzył drzwi domu urzędnika, gdzie w głównej sali gospodarz i ojciec wciąż siedzieli nad założonym papierami stołem. Król podniósł głowę znad blatu i ze zdumieniem spojrzał na Miona.

– Co tu się… Tuan? – zawołał urzędnik na widok swojego syna. – Przecież poszliście już spać!

– Tato… – zaczął Tuan, ale Mion natychmiast wszedł mu w słowo.

– Ojcze, mamy problem.

– Domyślam się…

Król wstał i podszedł do syna, ale nie spuszczał oczu z Tamanthel. Inoxyjczycy byli najmniejszym ludem Utopii, więc nawet wysoki wśród swoich król Karemon sięgał Tamanthel jedynie do ucha. Dziewczyna skłoniła się nisko, wiedząc doskonale, kto stoi przed nią. Dwa lata wcześniej odwiedziła króla Karemona. To właśnie w stolicy Inoxu chciała w przyszłości stworzyć swoje pierwsze trwałe wrota, co bardzo uszczęśliwiło władcę. Chociaż leżał na kontynencie, Inox był oddzielony od reszty Utopii górami niemal pionowo wypiętrzonymi w druidzkim lesie. Kontakty z pozostałymi krainami możliwe były tylko dzięki głównym szlakom handlowym oraz morskim. Kryształowe wrota pozwoliłyby na usprawnienie kontaktów z innymi krajami.

– Księżniczko Tamanthel, witam. Dargelu – podał dłoń chłopakowi i skłonił się przed matką Tamanthel. – Księżna Dimethin. Przepraszam, że w takich warunkach… – Wskazał im długą ławę, by spoczęli.

– To my przepraszamy – zapewniła Tamanthel, oddając ukłon władcy Inoxu. – Zupełnie przypadkowo spotkaliśmy twojego syna… Miona.

– To nie przypadek – zaczął natychmiast Mion, widząc, że to jest jego szansa.

– Zapewne nie… Wasza wyprawa do rezerwatu skończyła się bardzo szybko. – Król wreszcie skupił swoją uwagę na synu, ale Mion nagle się zawahał. Nie dlatego, że ojciec odgadł powód ich obecności na zewnątrz. Zastanawiał się, jak wiele może powiedzieć przy tych wszystkich świadkach. Z drugiej strony czas naglił.

– Opowiedz po kolei – powiedział Tuan i sięgnął po przyniesione przez służącą kufle, by podać je gościom. Ojciec patrzył na niego surowo, ale z zadowoleniem, że syn wie, jak się zachować przy tak szlachetnych osobach.

– Nasza wyprawa potoczyła się źle, ojcze – przyznał Mion. – Najpierw znikąd pojawił się jakiś chłopiec. Nie był z tego miasteczka, ale był w rezerwacie. Mówił, że mieszka na północ stąd, ale uciekł z domu. – Tamanthel spojrzała na matkę, ale mimo nadziei, jaką obudziły w niej słowa Miona, Dimethin pozostała spokojna. To mógł być zwykły Inoxyjski chłopiec. – Potem pojawił się ptak…

– Wyglądał jak strażnik – dodał z powagą Tuan, podsuwając krzesło Mionowi.

– I zabrał Fannę! – krzyknął Drum i w końcu się rozpłakał.

Dimethin, wciąż niespokojna o syna, poczuła ukłucie smutku na ten widok i objęła płaczącego chłopca, chcąc go uspokoić. Drum wtulił się w nią instynktownie. Była prawie tak ciepła jak mama…

– Wyglądał jak strażnik – przyznał Mion, opierając nogę na krześle, bo był zbyt roztrzęsiony, by usiąść. – Tylko że mówił.

– Mówił? – zdziwił się król i w zamyśleniu obszedł stół dookoła. Nigdy nie spotkał stada strażnika. Stary ptak chronił swej rodziny równie pilnie, jak władcy Inoxu. Poza tym w rezerwacie było wiele różnych ptaków, a niektóre z nich były magiczne. Chłopcy nie mogli za dobrze przyjrzeć się stworzeniu w tych ciemnościach. Nie należało niczego zakładać. – Co dalej? – spytał, ponownie zatrzymując się przed synem.

– Dalej? Gron i Szczerbaty… to znaczy Flyn, pobiegli za nim, by nie zgubić jego śladu. Kin, ten chłopak, który szukał w rezerwacie strażnika, też poszedł z nimi. My wróciliśmy po ciebie, bo tylko ty możesz poprosić strażnika o pomoc. To jego królestwo, tak? Tylko on może kazać oddać Fannę.

– Tak – odpowiedział krótko Karemon, zadowolony z tego rzeczowego wywodu syna.

– I wtedy pojawili się oni – Mion wskazał na trójkę przybyszów. – Słyszałem w zamku, że nie chcesz żadnego z nas zabrać do tej prowincji, ze względu na jakiś problem w Królestwie Elfów – wyjaśnił już ciszej niż poprzednio. – Trzecie spotkanie z obcymi jednej nocy to nie przypadek – dodał na koniec twardym głosem.

Król patrzył kolejno po twarzach gości, mieszkańców miasta, a na koniec spojrzał na swojego najmłodszego syna. Mion mógł mieć rację. Skoro księżna Dimethin znalazła się tutaj, musiało to znaczyć, że gdzieś w okolicy jest lub był jej zaginiony syn. Nim wyruszył z Mionem, otrzymał wiadomość, w której królowa Solerth powiadomiła go o sytuacji, z jaką się zmagali, i prosiła o pomoc, w razie gdyby chłopiec znalazł się na terenach Inoxu. Ostrzegała także przed jego potężnym talentem magicznym, nad którym Ruakinth nie miał kontroli. Z tego powodu Karemon nie chciał zabierać żadnego z synów do prowincji, która leżała przy granicy. Nie chciał ich narażać. Mion jednak przekonał go argumentami, których w tej chwili król nie mógł sobie przypomnieć.

I znowu okazało się, że instynkt go nie zawiódł: nie powinien zabierać syna ze sobą. Może wtedy żadne z dzieci nie wpadłoby w tarapaty. No i jeszcze ten mówiący ptak…

– Proszę przygotować jakieś pokoje dla naszych gości – odezwał się w końcu. – Księżno, czy jest pani na siłach, by ruszyć do rezerwatu jeszcze w tej chwili? Pani umiejętności mogłyby okazać się przydatne, jeśli pozostali chłopcy zgubili ślad. Jak powiedział mój syn: to nie może być przypadek. Te sprawy się łączą.

– Oczywiście, że pójdę – odpowiedziała Dimethin i pogładziła małego Druma po rudych włoskach.

Chłopiec spłonął rumieńcem, zdając sobie nagle sprawę z tego, jak ważnej osobie właśnie usmarkał rękaw. Bąknął ciche przepraszam, ale chyba nikt tego nie usłyszał.

– Zostaniemy dzień dłużej, żeby dokończyć omawianie spraw miasta – zapewnił król swojego gospodarza i zmęczonym spojrzeniem powiódł po stole. – Pani… – Otworzył drzwi i wskazał Dimenthin drogę.

– Ja też idę – rzucił Mion i nim ojciec zdołał cokolwiek powiedzieć, wypadł z domu jak strzała.

– Dzieci – wzruszył ramionami Karemon, zamykając za sobą drzwi. Przeznaczenie ciągnęło Miona do Królestwa Ptaków. Pytanie tylko, w jakim celu i czy miało to coś wspólnego z magiczną aurą, którą Mion prawdopodobnie odziedziczył po przodkach.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | OSTATNI

Reklamy