Tagi

, , , , , , , , ,

Kim jestem?

[Utopia]

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT DZIEWIĄTY

– Tutaj pojawił się ptak – powiedział Mion, zatrzymując się w miejscu tuż pod niewidoczną skalną półką.

– Nadal jesteśmy w wąwozie – powiedział Karemon i spojrzał w górę. Jego doskonały wzrok natychmiast pozwolił mu dostrzec miejsce, z którego ptak zapewne obserwował dzieci. Musiał widzieć stamtąd cały wąwóz, a może nawet miasteczko. Z czym mieli do czynienia?

– Czy zawołasz strażnika?

– Nie muszę. Obserwuje nas już od jakiegoś czasu.

– Strażnik? – Dimethin w tych ciemnościach widziała tylko tyle, ile oświetlały magiczne minerały i jej własny, błękitny kryształ w kształcie grotu. W dużej mierze kierowała swymi krokami na podstawie wyraźnie wyczuwalnej magii Rukiego. Jej syn był tu już od jakiegoś czasu. – Nie czuję tutaj żadnej energii, która mogłaby należeć do strażnika władców.

– Tylko ja mogę wyczuć jego energię. Ich magia jest związana z naszą krainą w bardzo niezwykły sposób. Nawet gdybym chciał, to nie umiałabym tego wytłumaczyć słowami.

– Magię się czuje – powiedziała przytakująco Dimethin.

– Odbiegł w tamtym kierunku – wskazał Mion, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę. Dimethin skinęła głową.

– Mój syn też szedł tą drogą. – Ruki musiał przemienić się raptem kilka godzin wcześniej, skoro jego zaklęcie wciąż zostawiało za sobą ślady.

– Czy… Czy ten chłopiec, którego spotkaliśmy – zaczął Mion, idąc tuż obok wysokiej księżnej. – Czy to pani syn?

– Możliwe, że tak – odpowiedziała, uważnie patrząc pod nogi, na drogę pełną drobnych kamieni i wystających korzeni. Była już bardzo zmęczona, ale gdzieś tam było jej dziecko. Musiała znaleźć Rukiego.

– Nie wyglądał na elfa – powiedział Mion.

– Talent Ruakintha to metamorfoza. Mógł przyjąć dowolną postać.

– Nawet ptaka?

Król zatrzymał się wpół kroku, słysząc pytanie syna, i twierdzącą odpowiedź księżnej. Ptak wyglądający jak strażnik, ale potrafiący mówić. Zaginiony chłopiec…

– Czy coś się stało, wasza wysokość? – spytała Dimethin.

– Czy zmiana postaci to jedyny talent Ruakintha?

– Nie miewamy więcej, niż jednego talentu, wasza wysokość.

– Rozumiem… Zastanawiałem się nad obecnością w rezerwacie i dziecka, i mówiącego ptaka. Jedno z nich powinno być Ruakinthem, ale kim jest to drugie?

Pytanie zawisło w ciemnościach nocy. Król Karemon w zupełnie inny sposób niż Dimethin analizował sytuację. On i jego syn byli przekonani, że do tej całej złożonej sytuacji doprowadziła jakaś inna, potężna magia, którą jak Utopia długa i szeroka, nazywano przeznaczeniem.

Elfy jednak nie ujmowały życia w takich kategoriach. Dla nich wszystko działo się ze względu na podejmowane decyzje. Wszystko było wynikiem działań świadomych stworzeń, a nie bezosobowej magii. Nawet to, co działo się z Rukim, było wynikiem jego nierozważnej decyzji, a dalsze czyny będą jedynie konsekwencjami decyzji dziecka przepełnionego magią, nad którą nie ma kontroli. Chociaż czuła ogromny smutek na myśl o tym, że dawny Ruki do nich nie wróci, to nie oszukiwała się, wmawiając całemu światu, że jej syna już nie ma. Był tam, tylko inny, zmieniony przez konsekwencje własnych niemądrych decyzji. Teraz od jej działań i niczego innego, zależy, czy syn znowu stanie się jej małym Rukim.

Mion podążał śladem wypalonych minerałów, które zostawili za sobą Gron i Szczerbaty, ta sama droga pojawiała się w umyśle księżnej, gdy podążała za śladem magii Rukiego. W końcu dogonili chłopców, którzy siedzieli ze smutnymi minami na zwalonym pniu, zaraz u wejścia do doliny.

Dimethin wystarczyło jedno spojrzenie, by wiedzieć, że żaden z trzech Inoxyjczyków nie jest jej synem. Ślad magii Rukiego prowadził dalej, wysoko na szczyt jednej z gór. Ruki musiał być ptakiem…

– To nie on… – odpowiedziała na niezadane jeszcze przez króla pytanie i wskazała palcem na wierzchołek góry. – Jest tam.

– Zaczął się wspinać, nie mogliśmy iść dalej – wytłumaczył się Szczerbaty.

– Rozumiem. Chłopcy, wracajcie do miasta.

– Nie! – powiedział twardo Gron. – To moja siostra. Wasza wysokość, muszę tu być. Miałem się nią opiekować!

Król patrzył przez chwilę w milczeniu. W końcu skinął głową.

– Skoro ty jesteś jej bratem, on musi być Szczerbaty…

– Do usług, wasza wysokość – zgiął się wpół Flyn.

– A to musi być pierwszy nieznajomy, tak?

Mion skinął głową.

– Mówił, że ma na imię Kin.

– Twoją tajemnicę rozwiążemy później. Na razie muszę zająć się tym, co dzieje się na górze. Trzeba się upewnić, że dziewczynce nic nie zagraża – spojrzał w oczy Dimethin, ale nie odnalazł w nich nic. Elfy bardzo głęboko kryły swe uczucia, więc król nie zdołał dostrzec smutku, jaki od kilku dni narastał w sercu księżnej.

Uniósł rękę i jak za sprawą magii, u jego boku pojawił się krępy, atramentowoczarny ptak o drobnej głowie i ostrym, czarnym dziobie. Szyję miał długą, chociaż znacznie krótszą niż ten, który porwał Fannę. Wszyscy chłopcy, a także księżna Dimethin, patrzyli oniemiali. Ptak budził grozę i fascynację jednocześnie. Chłopcom zrobiło się głupio, że to tego poprzedniego ptaka wzięli za strażnika. Teraz wydawał się jedynie jego marnym cieniem.

Król Karemon skłonił głowę przed strażnikiem i dopiero gdy ten oddał mu ukłon, dosiadł go niczym konia.

Kim jestem - 09

– Ojcze…

Ale Karemon jedynie uniósł palec do ust i po chwili zniknął, niczym poranna mgła.

– Więc to był… strażnik – wyszeptał niemalże z czcią Kin.

– A ty sądziłeś, że go złapiesz! – szepnął mu do ucha Szczerbaty. Kin jedynie odepchnął go od siebie, ale zrezygnowany usiadł na kamieniu. Nici z jego planów. Król każe mu wracać do domu. Już zawsze będzie przerzucał łajno kucy pracujących w kopalniach.

– To jaka jest ta twoja tajemnica, co? – zagadnął Mion, gdy zdał sobie sprawę z tego, że chociaż oni z przejęciem przyglądali się czarnemu niczym noc strażnikowi, to ptak żadnego z nich, nawet księżnej Dimethin, nie zaszczycił spojrzeniem.

– Też mi tajemnica – wzruszył ramionami Kin. – Uciekłem z kopalni, by znaleźć rodziców. Myślałem, że jak złapię strażnika, to on mi w tym pomoże…

– A niby jak miałby to zrobić? – zdziwił się Szczerbaty.

– Nie wiem… – burknął i zacisnął dłoń na jedynej rzeczy, jaką miał po rodzicach. Małym kryształowym wisiorze. Dopiero teraz Dimethin wyczuła magię, której nie powinno tutaj być. Chłopiec trzymał w ręku elficki kryształ.

 

Wyzwanie edukacyjne - 00

 

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | OSTATNI

Reklamy