Tagi

, , , , , ,

Pod wiatr

[Las Mori’Anth]

Pod wiatr - banerek

FRAGMENT SZÓSTY

Salliki jednym uchem słuchała o tym, co Makneh zaplanował w ramach nauk, jakie zlecił mu mistrz Tornel. Często docierały do niej takie słowa jak „uzdrawianie”, „magiczna woda z Kaneen”, „powinno pomóc”, ale dziewczyna w tej chwili w ogóle nie była zainteresowana ani nauką zaklęć uzdrawiających, ani skorzystaniem z tej magicznej wody, ani nawet samym Maknehem. Jej myśli gorączkowo krążyły wokół tego, czego właśnie doświadczyła. To poczucie ciepła sprzed lat powróciło. Bała się nawet oddychać, by to niesamowite wrażenie nie rozwiało się, by znowu nie była czarownicą bez magii. Ale gdy w końcu gwałtownie wciągnęła powietrze, uczucie pozostało. Powietrze wokół jej dłoni zdawało się mieć zupełnie inną, wyraźniejszą strukturę, zdawało się wibrować i wydawać bardzo cichą melodię. Wszystko wokół zaczęło zupełnie inaczej działać na jej zmysły. Wiedziała, że zapanowanie nad tym zajmie jej trochę czasu, ale te trzy lata pod skrzydłami mistrza Tornela, te godziny nauki, tygodnie wyrzeczeń, setki rytuałów sprawiły, że teraz, z każdą chwilą coraz łatwiej było jej to wszystko porządkować, zrozumieć… W tej chwili była ogromnie wdzięczna mistrzowi za to, że upierał się przy swoim nawet wtedy, gdy ona już całkiem straciła nadzieję…

W końcu oderwała oczy od Gwen.

– Nic nie czułeś? – spytała Makneha, a w oczach zaczęły jej się gromadzić łzy szczęścia.

– Słucham? – spytał zdziwiony. Coś w wyrazie twarzy Salliki go zdziwiło. Spojrzał na nią uważniej, nie rozumiejąc jednak, co miała na myśli. Znał ją tak długo, ale jeszcze nigdy nie widział, by tak się uśmiechała… A jednocześnie… Była smutna? Co takiego się wydarzyło, co umknęło jego uwadze? Zerknął w kierunku Gwen, która w odpowiedzi na jakieś pytanie Kimonoom skinęła w powadze głową. – Nic… – powiedział poważnie, znowu patrząc z uwagą na Salliki. – Wszystko wyglądało tak, jakby rytuał po prostu się nie powiódł. Ty coś dostrzegłaś?

– Coś… Tak… – ale jej myśli jakby ponownie uleciały, a wzrok skierował się ku scenie.

Dopiero teraz zauważył, że Salliki przyciska zaciśniętą pięść do splotu słonecznego. Czyżby jej magia rezonowała z rzuconym zaklęciem? A może z magią Modagwen?

– To było dziwne – powiedziała, cały czas skupiając całą swoją uwagę na Gwen, która ruszyła w ich kierunku. W jej kierunku. Gwen także była skupiona, ewidentnie nad czymś gorączkowo myślała. Ona też musiała coś poczuć. Może jej chowaniec ukazał się jej tak jak zobaczyła go Salliki? A może nawet wyraźniej? Przecież nie byłoby w tym nic niezwykłego. Ukryty chowaniec zazwyczaj najpierw pokazuje się swojemu mistrzowi.

– Pójdę do Gunam – usłyszała słowa Makneha, gdy tylko Gwen pojawiła się w zasięgu ich głosu. – Jak się czegoś dowiem, to dam wam znać – powiedział, patrząc od jednej do drugiej.

– Dziękuję – powiedziała Salliki, a Modagwen, która już przy nich stała, skinęła głową.

Gdy Makneh odszedł nie padło ani jedno słowo. Chociaż obie miały tak wiele do powiedzenia, to milczały.

– Chodźmy się przejść, co? – zaproponowała w końcu Modagwen.

Salliki skinęła głową i ruszyły przed siebie w kierunku lasu, by znaleźć się daleko od wszystkich tych rozgorączkowanych czarownic. Obie próbowały poukładać sobie w głowie to, co zaszło. Salliki zerkała w kierunku Gwen, a jej oczy były wciąż radosne i nadal lekko zaszklone.

Poza obozem czarownic powietrze było zupełnie inne, a ziemia pod jej stopami spokojniejsza, jakby mniej zaniepokojona takim skupiskiem magii. Uczyła się o magii całe życie, a nie miała pojęcia, że cały świat jest tak na nią czuły. Nie mogła się już doczekać, by znaleźć się w innych miejscach: miastach pełnych rożnych użytkowników magii i kultów, magicznych miejscach, na terenach zamieszkiwanych przez różne stworzenia, także te niemagiczne. Chciała spojrzeć na wszystkie te miejsca, które zwiedziła z mistrzem Tornelem teraz, gdy jej magia pozwalała na odkrywanie ich na nowo…

– Czułam twoją magię – powiedziała w końcu Gwen, gdy znalazły się na skalnym występie, a pod ich stopami roztaczał się widok na całe miasteczko. Kobieta zdziwiła się, jak bardzo się rozrosło odkąd do niego przybyła. Salliki jednak odwróciła wzrok od ścielącego się pod ich stopami widoku. Zbyt wiele wrażeń teraz docierało do jej zmysłów i dolina zajęta przez wszystkie czarownice świata to było zbyt wiele jak na jej świeżo odkrytą moc.

– Widziałam twojego chowańca – powiedziała w odpowiedzi Salliki i znowu zamilkły, zdając sobie sprawę z tego, że żadna z nich nie jest zdziwiona tym, co usłyszała. W końcu Salliki znowu się odezwała – No, nie do końca go widziałam… Raczej kształt. I oczy, tak wysoko nad tobą.

– Też je widziałam… – przytaknęła Gwen. – I wiesz… – zaczęła niepewnie. Ale kto miałby jej uwierzyć, jak nie czarownica? – Widziałam wszystko nie tylko swoimi oczami, ale i twoimi, i jego…

– Co? – Salliki spojrzała na nią zdziwiona. – Moimi?

– Tak… Tak mi się wydaje. Bo widziałam siebie i właśnie ten wielki kształt wokół mnie, ale też… czułam coś w środku, ale jednocześnie wiedziałam, że to jest twoja magia. Ona naprawdę tam jest, Salliki. Masz magię.

– Tak… – powiedziała raczej w zamyśleniu, niż jak zawsze w takich wypadkach ze smutkiem. Ale teraz wszystko się zmieniło. Z błyszczącymi oczami spojrzała na Gwen. – Czuję ją! Ja… To coś… Te słowa…

– Rozumiem – powiedziała z uśmiechem Gwen. I naprawdę rozumiała. Te dziwne słowa, które pojawiły się w jej umyśle, to było zaklęcie, które rzuciły razem z jej chowańcem, by pomóc Salliki. Przecież głos powiedział, że potrzebna jest pomoc. Musiała pomóc Salliki. Po raz pierwszy poczuła, że ta cała heca z magią, rytuałem i chowańcem przydała się do czegoś. Salliki była zaróżowiona ze szczęścia. Nie myśląc o tym nawet chwili, objęła ją mocno i poczuła, jak Salliki odwzajemnia jej uścisk.

– Wiesz, co to znaczy? – spytała Salliki.

– Że wreszcie będziesz mogła używać swojej magii?

– Och, to też. Jak tylko ją okiełznam – wyciągnęła dłoń i pochwyciła podmuch wiatru, czując całą sobą jego naturę i moc. O tak, jej talent był cudowny. Zawsze magiczny świat nabrał nowych odcieni, które będzie musiała nauczyć się rozróżniać. Wypuszczając spokojne pasmo wiatru z magicznego chwytu spojrzała na Modagwen. – Nasza moc rezonuje, dlatego mogłyśmy rzucić zaklęcie razem. To znaczy, że jesteśmy ze sobą powiązane do końca życia.

– Jak Kimi i Gunam?

– Tak, tak jak one – przytaknęła z uśmiechem Salliki. – Potwierdzi to rytuał przypisania, który odprawią za kilka dni. Wszystkie młode czarownice czekają na sabat właśnie ze względu na ten rytuał, na to by poznać swoje magiczne rodzeństwo. Wiesz, bałam się tego dnia, od chwili gdy tylko postawiłam stopę w obozie – powiedziała ze śmiechem. – Ale teraz nie mogę się doczekać – spojrzała z radością na Gwen.

– To teraz rozumiem, co miała na myśli Kimi, mówiąc, że nie jestem czarownicą, na którą czekały – odpowiedziała ta ze złośliwym uśmiechem, opierając zawadiacko dłonie na biodrach.

– Nie, jesteś tą, na która ja czekałam – Salliki złapała Gwen za rękę i uśmiechnęła się do niej ciepło. – Nie wiem, jaki masz talent, ale był on potrzebny, żebym mogła odkryć swój.

– Czy wiesz już, jaki on jest?

– O tak – powiedziała rozmarzonym głosem Salliki. – To rozpoznawanie natury – a widząc, że Modagwen niewiele to mówi, dodała: – To bardzo rzadka magia. Dzięki niej będę mogła dotrzeć do istoty każdego zaklęcia, stworzenia, zjawiska. A jak ją rozwinę, to będę mogła odkryć też naturę twojej magii. Obiecuję ci to, Gwen – ścisnęła mocniej jej dłoń.

– Dziękuję.

Patrzyła Salliki w oczy i wbrew wszelkiej logice nie mogła się doczekać, gdy jej słowa się spełnią.

Pod wiatr - banerek

POSZUKIWANIA

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | OSTATNI

 

Reklamy