Tagi

, , , , , ,

Pod wiatr

[Las Mori’Anth]

Pod wiatr - banerek

FRAGMENT DZIESIĄTY

Tak jak obawiał się Tornel, walka z żywiołem, który wymknął się z kryształu nie była łatwa. Po zdjęciu kilku warstw ochronnych obejmujący całe zbocze góry żywioł nie tylko ukazał się oczom wszystkich czarownic, ale też buchnął ku niebu, jak uwolnione z zamknięcia zwierzę. Tornel widział już podobne przypadki, ale nigdy na taką skalę. Gdy był jeszcze młody niejednokrotnie zaklęcia, które próbował zaklinać w kryształach wymykały się jego magii. Dzięki temu nauczył się rozróżniać magiczne zjawiska od zwykłych i radzić sobie z nimi. Ale to zaklęcie pozostawało nieodkryte przez kilka godzin. Ugaszenie tego ognia może zająć kilka kolejnych.

Gdy chowaniec Kiminoom dotarł do kryształu, okazało się, że sam kamień jest nienaruszony, czyli Gwen mogła mieć rację. To nie błąd w sztuce, ani uszkodzenie kryształu spowodowały uwolnienie ognia – wtedy zawsze na krysztale pozostawał widoczny ślad. Może jest tak, jak zasugerowała Gwen i ich magia także rezonuje w jakiś specyficzny sposób?

Po raz kolejny poddał oględzinom kryształ, który zostawił przed laty córce. Na nim także nie było żadnej rysy. Naturalna skaza, jaka się w nim znajdowała, była taka, jaką ją zapamiętał. Wielu uważało, że tylko czyste kryształy są dobre do magii, ale Tornel wiedział, że niektóre skazy pozwalają wzmocnić pewne typy zaklęć. Szmaragdowozielony amulet, który zostawił córce był właśnie takim kryształem. Przypominająca chmurę pyłu skaza składała się z drobnych kryształów szmaragdu, siarki i – co było niezwykle rzadkie – pumeksu. Długo szukał takiego kryształu, a potem równie długo zaklinał w nim magię, która ochroni jego córeczkę. Nie chciał jej zostawiać, ale wiedział, że pozostawanie z nimi tak długo było niebezpieczne. W końcu odszedł, mając nadzieję, że Gwen będzie bezpieczna. Przecież zostawił jej najpotężniejszy amulet ochronny, jaki kiedykolwiek stworzono. Skąd mógł wiedzieć, że jej moc splącze się z tym zaklęciem?

Nadal nie rozumiał, jak do tego doszło. Nie znał ani jednej historii o podobnym przypadku, a jednak Salli powiedziała, że natura kryształu jest… nieregularna. Jego stary mistrz zawsze nazywał naturę kryształów regularną. Gdy potem Tornel dzięki powierzonemu mu zaklęciu rozpoznawania natury mógł spojrzeć na swoje kryształy, doskonale rozumiał, co mistrz miał na myśli. Zwykły kryształ wydawał się być… niewidzialny. Z trudem można było dostrzec nawet krawędzie, o kolorze mógł zapomnieć. Kryształy były czystymi nośnikami energii, w tym magii, dlatego ich natura była tak neutralna. Ale te, w których zaklęto magię mieniły wieloma kolorami, nie zawsze takimi samymi, jakie miały w oczach zwykłych ludzi. Kolory te jednak układały się w regularne, geometryczne kształty, i tak też rozszczepiały światło. Widział to, gdy używał zaklęcia od swojego mistrza. Musiała to także widzieć Salli, skoro użyła tych samych słów… Może udałoby mu się odkryć naturę tej anomalii, gdyby mógł spojrzeć na amulet oczami swojego mistrza… albo uczennicy.

– Żadne zaklęcia nie działają przeciwko tym płomieniom – z zamyślenia wyrwał go głos Kiminoom. Stara czarownica miała już opatrzone nieliczne rany, które mimo zaklęć ochronnych zadał jej przez chowańca żywioł. Mały szczur patrzył wrogo po wszystkich zgromadzonych.

– Mogłem go przynieść. Zniszczylibyście go i by było po wszystkim – powiedział niskim głosem szczur z jej ramienia.

– I spaliłbyś nas wszystkich, gdyby to magiczne ścierwo polazło za tobą i tym piekielnym kryształem, dziękuję bardzo – odpowiedział mu zdenerwowany gil, siedzący na drugim ramieniu Kimi. – Czasem zastanawiam się, jak ktoś, kto jest tak głupi może w ogóle być chowańcem.

– Kryształ w rękach chowańca traci połączenie z uwolnionym zaklęciem, jeśli tylko bym sobie tego zażyczył, geniuszu. Póki bym go trzymał, pożar pozostałby tam, gdzie był.

– A od kiedy szczury mają ręce? – odgryzł się gil.

Szczur prychnął jedynie, nie uznając za stosowne odpowiadać niższej formie bytu. Wiedział swoje.

– Gdybyśmy wiedzieli, jak zniszczyć kryształ, tobym poprosiła, żebyś go zabrał, przecież wiesz… – powiedziała uspokajającym głosem Kiminoom. Szczur jednak nie chciał już nikogo słuchać. Schował się między jej długimi włosami, które były idealnym kamuflażem dla jego białego futerka. Zrobił swoje, teraz idzie spać.

– Tak! Chowaj się, ty szczurza mordo! – pieklił się gil. – Jak spłoniemy wszyscy, to nie będę żałował, bo w końcu dostaniesz za swoje!

– Idź żreć robaki – usłyszeli leniwe słowa zza lewego ucha Kiminoom.

– Jakieś pomysły? – spytała zrezygnowana czarownica.

– Nie ulega wątpliwości, że najłatwiej byłoby zniszczyć kryształ, który stanowi ochronę dla tego zaklęcia… Ale skoro nie mamy mocy, by zniszczyć zaklęcie, nie zdołamy tym bardziej zniszczyć kryształu… – Tornel zawahał się, czy mówić dalej, bo zauważył że Gwen i Salli podeszły do nich. Nie wiedział, co maluje się na twarzy Gwen, ale doskonale znał ten wyraz determinacji na twarzy Salli.

– Mamy pewien pomysł… – powiedziała zdecydowanym głosem Gwen, a Salli przytaknęła krótkim skinięciem głowy. – Ale nie wiem, jak to wyjaśnić…

– Ja też nie – natychmiast dodała Salli, gdy oczy ciotki i mistrza natychmiast skierowały się na nią. – Ale skoro nic innego nie działa, to może spróbujemy?

– Chwileczkę, wy dwie? Same?

– No… nie same. Potrzebowałybyśmy takiej ochrony jaką miał twój szczur – powiedziała szybko Gwen.

– Proszę – Tornel natychmiast wysłał w ich kierunku trzy białe kryształy z zaklętymi zaklęciami obrony. Gdyby tylko było więcej czasu, poprosiłby Makneha o kolejne zaklęcia, ale zamykanie ich w kryształach było czasochłonne, a pożar zaczynał otaczać obozowisko czarownic, na które w końcu rzucono dodatkowe zaklęcia ochronne. Czasu było coraz mniej. Po chwili podał też Gwen jej amulet. – Przyda się wam i ten.

Gwen skinęła głową i zawiesiła go z powrotem na szyi. Odda go ojcu jak wróci. Po tym doświadczeniu z rzucaniem zaklęcia nie potrafiła dłużej negować istnienia magii, a skoro tak, to chciała wreszcie w pełni jej doświadczyć.

– Czy możemy poprosić o pomoc twojego chowańca…

– Jeszcze tego brakuje, żebym narażał dupsko pomagając niepełnowartościowej czarownicy! – wydarł się gil na prośbę Salliki. – Jak zechcę popełnić samobójstwo, to dam ci znać w oficjalnym… – nie dokończył, bo Gwen z nieprawdopodobną wręcz prędkością złapała go w garść i z wściekłością wysyczała:

– A kto chciałby zabrać ze sobą takiego wyliniałego śmieciożercę, co? – Miała wciąż w pamięci to, jak gil przegonił ją przez najgorsze zarośla. – Ten przeklęty Żywiołak miał rację, wolałam nie rozumieć tego, co mówisz. – Wypuściła go z ręki, a gil oszołomiony wrócił na ramię starej czarownicy. Wszyscy patrzyli na nią zdziwieni. Szczur wychylił się zza lewego ucha Kiminoom i uśmiechnął się pod wąsem.

– Lubię ją – powiedział głębokim, sennym głosem.

Gwen spojrzała na niego czujnie, ale po chwili się odprężyła. Chciała magii, to miała, słyszała pyskatego gila i spokojnego szczura, który nadal trochę ją brzydził, a teraz najwyraźniej machał na nią łapką.

– Poniesiesz mnie? – spytał tonem wskazującym, że jest to wielki zaszczyt.

– Ja? – zdziwiła się Gwen i aż nią wstrząsnęło. Ale widząc reakcję Kiminoom na słowa jej szczura uznała, że nie może nawet odmówić. Wyciągnęła dłoń i poczuła jak szczur szybciutko wbiega po jej ręce i mości się na lewym ramieniu.

– Mam już swoje lata – powiedział jej cichutko do ucha. – Jestem starszy od Kiminoom.

– I dawno byś już zdechł, gdybyś nie był chowańcem…

– Przyganiał kocioł garnkowi… – zmarszczyła brwi Salliki, patrząc na gila.

– Dziecinko, jestem starszy od ciebie, więc…

– Cisza, nie mamy czasu na te bzdury – wtrąciła się Kiminoom, ale w jej głosie nie było nagany, gdy zwracała się do obu swoich chowańców. – Idźcie czym prędzej.

– Tylko nie podskakuj, proszę – powiedział szczur i złapał się łapkami bluzki Gwen.

– Nie podskakuję, mam już swoje lata – szepnęła z irytacją Gwen, ale w odpowiedzi usłyszała tylko cichy szczurzy chichot.

Gdy ruszyły wraz z Salliki w kierunku wciąż szalejącego żywiołu Kiminoom podeszła do Tornela. Obydwoje mieli zaniepokojone miny, ale wiedzieli, że pomysły na opanowanie sytuacji się skończyły. Jeśli te dwie świeżo upieczone adeptki magii miały jakikolwiek pomysł, to musieli z niego skorzystać.

– Mam nadzieję, że ten szczurzy pysk wróci w jednym kawałku – ćwierknął gil. – Jak mogłaś go puścić z tymi niekompetentnymi karykaturami czarownic?

– Martwisz się o niego? – zapytała ze złośliwym uśmiechem Kiminoom.

– Nie żartuj! Ale jak on zginie, to będziesz mi się wypłakiwała w skrzydła! – nastroszył piórka i podskoczył buńczucznie na jej prawym ramieniu. – A kto wie, czy nie zdechniesz z rozpaczy, a wtedy i ze mną koniec! A ja mam jeszcze dużo planów, nie myśl sobie.

– Nie myślę, nie myślę – odpowiedziała uspokajająco, lecz w jej oczach wciąż widać było niepokój. Spojrzała na Tornela, ale czarodziej uśmiechał się z zadowoleniem.

– Zauważyłaś, jak dużo się zmieniło? Od tego rytuału minęło raptem kilka godzin, a Gwen już słyszy mowę chowańców. Salliki natomiast okryła swój talent.

– Słucham?

– Tak mi się wydaje. Miała taką pewność w spojrzeniu… Tylko boi się, że nie da rady. Ale ja w nią wierzę. Ta dziewczyna nie cofnęła się przed niczym, by odkryć swoją magię. Teraz gdy ją ma zrobi wszystko, by zrobić z niej dobry użytek. Jest uparta.

– To rodzinne – powiedziała z uśmiechem Kiminoom.

Cieszyła się, że zaufała swojemu przeczuciu i postawiła wszystko na jedną kartę, powierzając siostrzenicę Tornelowi. Było wielu mistrzów, których mogła o to prosić, ale po prostu wiedziała, że to będzie najlepszy wybór, nie spodziewała się jednak, że aż tak. Wiedziała, że Salliki traktowała Tornela jak ojca, wiedziała też, że Tornel traktował ją jak córkę, którą dawno temu z ciężkim sercem opuszczał. Wiedziała, bo to ona trafiła na niego, gdy jeszcze mieszkał ze swoją rodziną, wciąż odkładając na później odejście, chociaż zapowiadał to matce Gwen od samego początku.

Kiminoom nie planowała wykorzystywać wiedzy o jego rodzinie, by go o cokolwiek prosić – Tornel był sprzymierzeńcem, prawie bratem, bo uczyli się u tego samego mistrza. Ale gdy wiele lat później nie zdołała pomóc siostrzenicy, poszła do niego w sprawie Salliki oferując, że w zamian za pomoc zamieszka niedaleko jego dawnej rodziny, by zobaczyć, jak się miewają. Jakież było jej zaskoczenie, gdy odkryła magiczną aurę wokół Gwen. Dała mu o tym znać, chociaż wiedziała, że Tornel nie odwiedzi córki, by nie narażać ani jej, ani jej matki. Miał nadzieję spotkać ją na tym sabacie, ale ostatnia wiadomość Kimi donosiła, że dziewczyna z jakiegoś powodu nie potrafi używać swojej magii… Przemilczała to, że w ogóle jej nie widzi. Była pewna, że Gwen zostanie do końca swojego życia w wiosce. Ale magia mimo wszystko przyprowadziła ją tutaj…

– Jest dla niej wsparciem – powiedziała w końcu. – Myślę, że przy niej Salliki bardziej wierzy w siebie – dodała wyjaśniającym tonem. – Rezonowanie mocy zbliża czarownice do siebie.

– Podejrzewam, że między nimi może być nawet silniejsza więź – powiedział cicho Tornel. Kiminoom spojrzała na niego z namysłem. Więź silniejsza od zwykłego rezonowania mocy? Nie zdarzało się to często, ale było możliwe…

– Wasz optymizm jest większy niż ten piekielny pożar – sarknął gil i wzleciał wysoko. Tak tylko zerknie, co tam się dzieje. Wcale się nie martwił o tego paskudnego szczura. WCALE!

Pod wiatr - banerek

POSZUKIWANIA

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | OSTATNI

Reklamy