Tagi

, , , , , ,

Pod wiatr

[Las Mori’Anth]

Pod wiatr - banerek

FRAGMENT DWUNASTY

Dwie kobiety stały blisko szalejącego ognia, który zdawał się wyciągać ku nim swe piekielne dłonie. Jedna z nich, stojąc na szeroko rozstawionych nogach trzymała z troską białego niczym śnieg szczura, osłaniając go przed płomieniami i dbając, by nic nie wytrąciło go ze skupienia na nieregularnym krysztale. Druga, równie delikatnie obejmowała jej ręce, chcąc jednocześnie dotknąć kamienia i nie poruszyć tej delikatnej konstrukcji ze szczurem w samym centrum. Skupienie na twarzach obu kobiet i chowańca było wyraźnie widoczne i nic co je otaczało: dźwięki padających od ognia drzew, gorące podmuchy i krążące wokół nich magiczne kryształy nie robiło na nich wrażenia. Ich świat skurczył się do tego małego kamienia, który jednocześnie więził w sobie i wzmacniał magiczny żywioł za ich plecami.

Ciche słowa, które w tej samej chwili zaczęły inkantować, zdawały się trząść ziemią pod ich stopami oraz wprawiać w drżenie szalejące obok nich płomienie. Młodsza z kobiet spojrzała na swoją towarzyszkę z pytaniem w oczach na chwilę przed tym, gdy powzięła decyzję. Zacisnęła mocniej palce na delikatnie obejmujących szczura dłoniach i spojrzała na niepozorny kryształ. Kamień wciąż był tak samo czerwony jak wcześniej, ale w oczach młodej kobiety odbił się magiczny blask, który w nim ujrzała. Żywioł, przed którym jej towarzyszka osłaniała ich obydwoje zadrżał wściekle i olbrzymia kolumna ognia sięgnęła ku nielicznym chmurom, a gdy nie udało jej się do nich dotrzeć, zaczęła wirować wściekle, zostawiając za sobą gorące płomienie.

Młoda kobieta z przestrachem cofnęła dłonie, ale tylko na chwilę. Odetchnęła głęboko, czując na sobie spokojne spojrzenie orzechowych oczu. Ponownie skupiła się na krysztale, ale z każdą próbą płomienie, które widziała ponad głową swojej towarzyszki, stawały się coraz bardziej przerażające. Raz pochłaniały światło gwiazd, raz raziły jasnością, której nie wytrzymywały nie tylko oczy, ale nawet skóra na ich odsłoniętych ramionach… Raz do obłędu zaczęła doprowadzać je głucha cisza, za chwilę ich uszu mało nie rozsadził wysoki, piskliwy dźwięk.

Maleńki szczur znosił to wszystko dzielnie, ale jego białe wcześniej futerko zaczęło szarzeć i matowieć, jakby przez te kilka chwil postarzał się o kolejne dziesiątki lat…

Starsza z kobiet w końcu spojrzała na młodszą z taką intensywnością, że trudno było odwrócić wzrok od jej spojrzenia. Ciche słowa wspierane niskim buczeniem, które rozchodziło się z nieznanego źródła, miały w sobie tak moc, jak i obietnicę… Że wszystko będzie dobrze.

Młodsza kobieta, ba, dziewczyna odnalazła w tym spojrzeniu i w słowach zaklęcia wspieranego niskim, gardłowym mruczeniem nie tylko pewność siebie, ale i odpowiedź, która wcześniej zdawała się wymykać jej myślom. Utkwiła spojrzenie błękitnych oczu w krysztale i z większą mocą zaczęła wypowiadać słowa zaklęcia.

Chwilę później płomienie zaczęły wić się zupełnie inaczej, nie jak targane wiatrem jesienne liście, ale niczym macki morskiego stworzenia. Najpierw czerwone, po chwili zaczęły wytracać intensywność barwy, aż w końcu stały się całkiem przeźroczyste. Niczym dłoń o setkach palców żywioł skierował się w dół, wprost na obozowisko czarownic. Ale otoczone magiczną barierą namioty były bezpieczne, gdy olbrzymia fala przetoczyła się nad głowami zdziwionych czarownic i czarowników. Nie widzieli w słabym świetle budzącego się dnia wody, ale nie umknęło ich uwadze to, że płomienie, których nikt nie mógł okiełznać nagle zniknęły.

Wściekła fala złagodniała w konfrontacji z gładką powierzchnią barier ochronnych i już całkiem spokojnie powędrowała dalej, szukając sobie dogodnego miejsca spoczynku.

Kobiety patrzyły na to częściowo zdziwione, częściowo szczęśliwe. Maleńki szczur zastrzygł wąsikami i wypuścił z łapek kryształ. Chwila strachu jednak zniknęła, gdy okazało się, że żywioł nie pognał do kryształu, z którym był związany. Z jakiegoś powodu magiczna woda nie zachowywała się tak samo jak ogień.

***

Wracały całe mokre. Szczur znowu siedział na ramieniu Gwen, ale na widok Kimi zaczął niecierpliwie przechadzać się z prawego ramienia na lewe. Gdy wreszcie czarownica znalazła się w zasięgu ręki Gwen, przeskoczył szybciutko na jej ramię i schował się za lewym uchem. Nie ma to jak w domu – pomyślała z uśmiechem Gwen.

– Udało wam się! – powiedziała z niedowierzaniem pomieszanym z radością Kiminoom. – Co zrobiłyście? – narzuciła na Salliki koc i zaczęła energicznie wycierać jej włosy. – Znalazłyście jakieś magiczne źródło na szczycie góry?

– Nie wiesz, co się stało? – zdziwiła się Gwen, patrząc na szczura, ale błysk w jego oku wystarczył jej za odpowiedź.

– Nie jest moimi oczami na świat, szczególnie gdy muszę przekazywać mu swoją moc – powiedziała i zwyczajny złośliwy grymas wrócił na jej twarz.

– Nie, nie było źródła – powiedziała Salliki, próbując wydostać się spod koca. – Ciociu… – szepnęła z irytacją.

– No, mówcie. Fleur chce znać szczegóły, a ja chcę mieć rozmową z nią za sobą.

– Zmieniłam naturę żywiołu…

– Więc taki masz talent? – powiedział z podziwem mistrz Tornel. – Możesz zmieniać naturę na przeciwną?

– Nie do końca – powiedziała Salliki, składając koc i uśmiechając się pod nosem.

Gwen oparła ręce na biodrach i także się uśmiechnęła. Salliki już zdążyła jej powiedzieć wszystko ze szczegółami. Wiedziała zatem, jak unikalny talent ma dziewczyna. Wcześniej myślała, że magia i talent magiczny to jedna i ta sama rzecz, ale powoli zaczynała rozumieć, że jednak czymś się różnią… Nie wiedziała jeszcze tylko czym.

– Na dowolną naturę – powiedziała w końcu Salliki.

– Dowolną? – Kiminoom zaparło dech w piersi i rzuciła ostre spojrzenie swojemu szczurowi. Jak mógł to przed nią ukryć? Ale szczur już umościł się w jej włosach i udawał, że nie jest zainteresowany rozmową. Gil, który w spokoju siedział na prawym ramieniu Kimi także spojrzał w kierunku szczura. Wiele słów cisnęło mu się na dziób, ale wyjątkowo postanowił to przemilczeć. Nie umarł dziś w tej pożodze, więc będzie łaskawy i nie powie im, co o nich myśli.

– Najpierw próbowałam zmienić jego naturę na powietrze, ale widziałyśmy jak zaczyna formować się tornado… Zastanawiałyśmy się nad tym, co wybrać… Ciemność, światło, ziemia… Próbowałyśmy nawet z dźwiękiem, ale niemal natychmiast poczułyśmy jak rozdziera nam bębenki w uszach. Powódź wydała się najsensowniejszym rozwiązaniem, bo mogła jednocześnie ugasić zwykły ogień…

– Całe szczęście, że wszystkie zwierzęta z okolicy się wyniosły, bo chyba u podnóża Huntnei pojawiło się nowe jezioro – powiedziała Gwen i z zadowoleniem zauważyła zdziwienie na twarzach ojca i Kimi. – No przecież zmiana natury nie sprawi, że żywioł ot tak zniknie, nie? Nie widzieliście tej fali, która przetoczyła się ponad waszymi zaklęciami ochronnymi?

– Nie… – przyznali oszołomieni i spojrzeli za siebie, ale niewiele mogli tam zobaczyć, mimo iż na wschodzie zaczęło się już rozjaśniać.

– Całe szczęście, że żywioł wody nie trzyma się tak kryształu jak ogień – dodała jeszcze i rzuciła w stronę ojca kryształ z krzywą beczką i swój amulet. – Ale może lepiej będzie, jak wrzucisz go na dno tego jeziora, tato.

– To chyba zasłużyłyśmy na sen, co, Gwen?

– Chyba tak…

– Chodź do mnie, mam duży namiot, a u Kiminoom pewnie teraz będzie sporo gości.

Kiminoom i Tornel patrzyli za nimi z szeroko otwartymi oczami. Żadne z nich nie spodziewało się takiego obrotu spraw. Tak potężny talent… Wiedzieli też, że obecność Gwen musiała mieć wpływ na to, że Salliki tak sprawnie poradziła sobie z rzuceniem nowego zaklęcia.

– Próbowała kilka razy zmienić naturę tego ognia… – powiedziała słabo Kiminoom. W najśmielszych snach nie podejrzewała, że jej siostrzenica będzie tak potężną czarownicą. Niech no tylko jej matka się o tym dowie! Jako niższej rangi czarownica powinna czekać do oficjalnych ogłoszeń Fleur, ale Kimi powie jej to jak tylko sama znajdzie chwilę. Salliki mogła zmieniać dowolnie naturę różnych rzeczy. – Jaki talent ukrywa twoja córka, że Salliki była w stanie kilkakrotnie rzucić tak potężne zaklęcie bez żadnego przygotowania?

– Nie mam pojęcia, ale sądzę, że część zagadki znajduje się tutaj – pokazał jej dwa kryształy, które dała mu córka. – Nie mówiłem ci tego wcześniej, ale Gwen zasugerowała, że moja moc jest w jakiś sposób powiązana z jej, stąd te anomalie w moich kryształach gdy ona używa magii.

– Rezonujesz ze swoją córką?

– Nie sądzę, wtedy rezonowałbym i z Salli, a to bym poczuł nawet wtedy, gdy jej moc była uśpiona. Po sabacie udam się do Biblioteki. Może w starych księgach jest wzmianka o takich spontanicznych splotach zaklęć.

– Musiałoby to być bardzo rzadkie zjawisko, skoro o nim nie słyszeliśmy.

– Może też wcale nie istnieć, a być jednie jakąś anomalią. Albo wynikać z samej natury magii Gwen.

– Masz jakiś pomysł jak ją odkryć?

Tornel zamyślił się chwilę i spojrzał na dwa kryształy. Gwen miała rację, lepiej będzie wrzucić ten jeden na dno nowego jeziora, przynajmniej do czasu, aż znajdą sposób na oderwanie żywiołu od kryształu… Jak duże może stać się to jezioro? Jak bardzo wzmocnił wtedy ogień zaklinany w krysztale? Każde zaklęcie miało swoje granice, więc nie będzie rosło w nieskończoność. Czy ta woda miała jakieś dodatkowe magiczne właściwości? Czy była niebezpieczna? Zanim stąd odejdą, będą musieli zbadać ten nowy element krajobrazu.

Przetarł powierzchnię amuletu Gwen. Nie widział w tym krysztale nic dziwnego…

– Mam – powiedział cicho. – Ale to nie mój pomysł – uśmiechnął się pod nosem. – Chodźmy do Fleur, bo jeszcze umrze zanim dostanie wiadomość.

– No proszę, ktoś tu odzyskał poczucie humoru! – uśmiechnęła się Kiminoom.

Pod wiatr - banerek

POSZUKIWANIA

FRAGMENT PIERWSZY | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | OSTATNI

 

Reklamy